Witam wszystkich Czytelników w moich skromnych progach. Cieszę się bardzo z każdych Waszych odwiedzin, tym bardziej gdy pozostawiacie swój ślad w postaci komentarzy. Chciałabym Was jednak uczciwie poinformować że wszystkie posty i zdjęcia na tym blogu są moją własnością i nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie bez mojej zgody. Na podstawie art. 78, art.81 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r. Dz. U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 631, sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

Dziękuję bardzo za uwagę i pozdrawiam Wszystkich bardzo serdecznie :))

Jazz

środa, 25 stycznia 2012

Lanie wosku

Święta Wielkanocne w Grecji to czas świec, takich wysokich i zgrabnych. Każdy chrzestny\chrzestna musi podarować swojemu dziecku prezent z dołączoną taką świeczka, zwaną "lambada".

Jak świece to oczywiście z wosku pszczelego.
Jak z wosku pszczelego to najlepiej z całego plastra.

W ten sposób Grek dał swej jedynej i ukochanej Żonie robotę z okazji końcówki ciąży. Zamówiliśmy knoty z Niemiec i "w zieliśmy" się do pracy.
Wykonanie takiej "lambady" jest bardzo proste... Bierzemy plaster wosku, zakręcamy knot o dłuższy brzeg i rolujemy. Kręciłam w ten sposób dwa wzory: jeden prosty, a drugi stożkowaty z przeciętego plastra na trójkąt. Robótka ciekawa i nie męcząca, chociaż trochę monotonna. Pierwszą taką świeczkę podarowaliśmy kuzynowi Greka, następną dla jego kolegi z którym umówił się na kawę. Traf chciał że właściciel kawiarni zobaczył "lambadę" i zamówił 5 sztuk. Cała wioska dowiedziała się że produkujemy świeczki na Wielkanoc. Zamówienia płynęły ciągły strumieniem, z małą przerwą na poród Ksji. Doszło nawet do tego że jednorazowo zamówiono 50 szt. które zostały wywieziona do wielkiego miasta- Salonik. Staliśmy się "bogaci" i było za co kupić pieluchy :P

Po świętach zaczęłam skręcać świeczki różnej wielkości i grubości. Były to przede wszystkim prezenty dla polskiej rodziny. Mierzyłam, odcinałam, zwijałam, mierzyłam, odcinałam, zwijałam i tak w kółko.

W repertuarze znalazły się świeczki z wosku pszczelego ale przetopionego. Topiło się wosk i przelewało do formy sylikonowej ówcześnie przygotowanej (trzeba było zamontować w niej knot). Gdy świeczka stwardniała wyjmowało się i włala gotowe. Żadna mecyja.

Doszło już do takiej mani że gdy cały regał był w świecach, tych przetopionych, a ja chciałam przygotować romantyczny wieczór musiałam skręcać specjalne świeczki bo tamtych szkoda mi było wypalać. Mania!!!

Świeczki skręcane
Te wysokie to "lambady"


Świeczki z formy"
Te dwa na dole po lewej są skręcane


8 komentarzy:

  1. Tak ładnie zapraszasz ,wiec jestem :) chętnie poczytam o stosunkach grecko - polskich :):)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nigdy nie czytam blogów pamiętnikowych, ale dla Ciebie zrobię wyjątek:) Jesteś bardzo sympatyczna i zaciekawiłaś mnie swoją historią i tym jak ciepło piszesz o rodzinie. Pozdrawiam i powodzenia!:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiesz, że ja w życiu nie miałam świecy z takiego prawdziwego wosku. A tym bardziej nie robiłam żadnej ;-)

    Czy one w jakiś sposób pachną? ;-)

    Maciejka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdy znów zacznę "rolowanie" to wyślę Tobie sztuk parę, wtedy dowiesz się jaki mają zapach.

      Usuń
    2. Jejku, naprawdę :)))))))))
      Dziękuję :-)

      Usuń
  4. świeczki cudeńka ... ale musiało byc ic cieżko zwijać swieczki ... ale zapach musiał być cudny ... pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo :D
      Robótka była relaksująca, ale może to właśnie przez ten zapach :)

      Usuń

Dziękuje za komentarze! Ευχαριστώ!!!!