Witam wszystkich Czytelników w moich skromnych progach. Cieszę się bardzo z każdych Waszych odwiedzin, tym bardziej gdy pozostawiacie swój ślad w postaci komentarzy. Chciałabym Was jednak uczciwie poinformować że wszystkie posty i zdjęcia na tym blogu są moją własnością i nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie bez mojej zgody. Na podstawie art. 78, art.81 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r. Dz. U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 631, sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

Dziękuję bardzo za uwagę i pozdrawiam Wszystkich bardzo serdecznie :))

Jazz

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pszczoły. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pszczoły. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 marca 2016

Marzec dziwny więc przeplata - trochę zimy, trochę lata

Tak by można było powiedzieć o marcu w Grecji.
Za dnia temperatura potrafi dojść do 20 st.C a w nocy może spaść do nawet 0 stopni. Dlatego okres palenia w piecu jeszcze nie został zakończony. Za razem okres sadzenia roślin i wiosennych porządków na podwórku się rozpoczął. My w przerwie obowiązków ogrodowych skoczyliśmy sprawdzić co słychać u Kochanic Greka.

Oto jedna z nich. W przeciwieństwie do Żony, Kochanka w pracy ;)
  WIOSNA
Takie drzewa to istny ul. Brzęczy!!!


 Moje ukochane kaniony


A przez małe kaniony można se poskakać


Hop, Hop, Hop


W pobliżu znajduje się obserwatorium


 Kappa...


Ksji...


Bogactwo kwiatów


Kolejna Kochanica, wręcz Honey


Grek nazwał to drzewo "sałatowe"


Wreszcie trochę koloru wśród bieli i zieleni


Szyszunia


Jesienią będziemy zbierać te, teraz, kwitnące szyszki


 Zieleń i biel


 To bardzo dziwny okaz jakiegoś, z pewnością trującego, grzyba


Wiosenny pierścionek Ksji


Nasze drzewo oliwne krwawi. Grek musiał go ściąć, częściowo, bo obumarło
 

 ZIMA

A w greckich górach śnieg leży


I na tych górach pomiędzy Grecją a Bułgarią


Dziś pada i wieje i wieje i pada. W piecu ogień wesoło tańczy a ja popijam kawę. I to tylko 4 dni po tym spacerze u Kochanic....

Pozdarwaiam
Jazz

czwartek, 2 sierpnia 2012

Dzisiejszy posiłek sponsorują PSZCZOŁY

Apiterapia jest to leczenie produktami pszczelimi i ich jadem.
Mój Pszczelarz kupił sobie właśnie książkę na ten temat...
Co się u nas w domu porobiło!?! Żadne leki nie są dobre, tylko pszczoły mogą nas wyleczyć!!!

Dlatego od samego rana zjadamy to co nam natura dała ;-)

Na śniadanie podajemy mleczko pszczele. Nabieramy go trochę na wykałaczkę i hop... Nie zapominajmy popić bo smak ma taki jak... Nie powiem Wam jaki ;-P


Po pół godzinie zjadamy pyłek kwiatowy. Łyżeczkę, ewentualnie dwa razy po pół- oczywiście nie można zapomnieć o wodzie bo inaczej nie przejdzie...

Pyłek jest dosyć pożywny więc następny "posiłek" zjadamy po godzinie. Szef kuchni serwuje nam miód! Tutaj mój ulubiony czyli mieszanka wszystkich wymienionych już produktów


Na popicie można zaserwować sobie mleko/herbatę z dodatkiem propolisu.
Zdjęcia propolisu nie zrobiłam bo kupny jest, rozrobiony, w malutkiej buteleczce i nie widać jak wygląda paskudnie w oryginale. Syrop propolisowy to nic innego jak propolis zalany alkoholem ;-D

W ten sposób jest już pora obiadu... Szczęśliwie można już zjeść "ludzki" posiłek!!!

Po głównym daniu czas na deser.
Tutaj mamy wolny wybór! Ja lubię chałwę:

Lody:

Oczywicie nie jem tych deserków codziennie :-(


Kolacja we dwoje (no nie zawsze, tylko w soboty)
Pewnego wieczorku piliśmy wodeczkę, a do tego MEZE, czyli małe coś do zagryzienia

Wędlina, tzatziki i oliwki nadziane czosnkiem :-)


PYCHOTKI

poniedziałek, 19 marca 2012

Choróbsko?

Dziś w nocy Ksji obudziła się o 3:00. Mama dała jej mleko. Po wypiciu dalej Biedactwo marudziło. Wzięła ją Jazz do siebie do łóżka i patrzy a Maleństwo ma gorączkę....

Dałam jej lek i położyłyśmy się razem. Przyszła do nas Kappa i zaczęła głaskać czule swoją Siostrzyczkę, gdy obie poczóły się lepiej rozstawiłam je po własnych łóżkach i dospały do 7:30/ 9:00.
Kappa zaczęła kaszleć. Podzieliły się Dziewczynki na tyle dobrze że łatwiej mi jest je leczyć.... Starsza dostała miodek więc już w dzień jest u niej wszystko dobrze!

Nie wiem tylko co jest Młodszej? W czwartek miała szczepionkę i może z tego powodu gorączkuję, ale w sobotę w gościach była jedna chora Ciocia i teraz nie wiem czy to choroba czy nie??? Jeśli nie pojawią się inne objawy to będzie dobrze :)

Szkoda mi tylko tej mojej Kruszynki bo męczy się strasznie. Teraz zjadła troszeczkę, napiła się, dostała kolejną dawkę leku i poszła spać.
Pożyjemy zobaczymy. Najgorsze jest to czekanie... :(

wtorek, 24 stycznia 2012

Kochanki

Zeszłaj wiosny Grek spełnił swoje marzenie o "hodowli" pszczół.
Najpierw kupił 3 ule, które pomalował starannie. Następnie zakupił sprzęt zamawiając go u całej rodziny (mojej i swojej). Później kupił kolejne ule, a na końcu plastry wosku. Po mistrzowsku wtopił plastry w ramki, z niewielką pomocą Jazz.

Gdy zaczął się rój pszczół wyłapał je, z pomocą kolegi, do swoich "pudełek". Na początek stworzył pasiekę składającą się z 20 uli.
Pszczoły rozmnażały się w tylko sobie znanym tępię ewentualnie powiększając niektóre ule.
Początki były skomplikowane... Grek został zaatakowany w twarz która spuchła mu do rozmiarów, sama nie wiem jakich. Wyglądał trochę jak Kwazimodo z "Dzwonnika z Noterdame". Śmiesznie było na niego patrzeć. Kolejnym razem pogryzły mu ręce. Najgorsze było jednak to że pewnego dnia ul który chciał ściągnąć z drzewa spadł na niego i podziabało go około 30 pszczół. Wrócił do domu cały spocony "umierając mi". Spanikowałam! Popłakałam się i zadzwoniłam do jakiegoś kolegi, którego nawet nie znam. Wkrótce przyjechali znajomi i zabrali go do szpitala. Niby mogłam jechać z nim, akurat była u nas moja Mama, ale było to kilka dni po narodzinach Ksji. Skończyło się dobrze, Grek twierdzi że nawet bardzo dobrze bo od tamtej pory uodpornił się na wszelkie choroby i ciśnienie zaczął mieć normalne.
Gdy już pasieka była gotowa, a świeżo upieczony pszczelarz opanował stres, wypady do pszczółek stały się nałogiem Greka. Wtedy też ktoś mądry z mojej rodziny nazwał je "kochankami". Gdy pytali gdzie się podział Mąż? Odpowiedzi można było wybrać: albo był na kawie, albo u "kochanek".
W październiku do domu trafił nasz pierwszy słoik miodu. Ponoć pysznego (miód jest dla mnie zawsze taki sam). Cały miód rozszedł się, jak świeże bułeczki, w tydzień a nam pszybyło trochę centa do kieszeni. Trzy słoiki zabraliśmy do Niemiec.

Myślałam że Grek zerwał ze swoimi kochankami w dniu opuszczenia Grecji. Jakże się pomyliłam...
W Niemczech zakupił on specjalne kwiaty dla kochanek które rozkwitają w doniczce w naszej sypialni. Kupił on również dwa rodzaje drzew aby "produkować" najlepszy miód na świecie. W przyszłym miesiącu planuje zapisać się do cechu pszczelarzy w Niemczech i wynająć małą pasiekę.

"Kochanki" są najważniejsze. Cóż zrobić?

Grek ze swoimi "kochankami"

Z wizytą u "ulubionych zwierząt"