Witam wszystkich Czytelników w moich skromnych progach. Cieszę się bardzo z każdych Waszych odwiedzin, tym bardziej gdy pozostawiacie swój ślad w postaci komentarzy. Chciałabym Was jednak uczciwie poinformować że wszystkie posty i zdjęcia na tym blogu są moją własnością i nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie bez mojej zgody. Na podstawie art. 78, art.81 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r. Dz. U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 631, sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

Dziękuję bardzo za uwagę i pozdrawiam Wszystkich bardzo serdecznie :))

Jazz

piątek, 30 marca 2012

Pracusie

Postanowiłam wreszcie zacząć nadrabiać zaległości.
Zmotywowało mnie do tego udział w wymiance przyrodniczej u Diany... a to zobowiązuje do terminu. Mam do zrobienia prezent dla AgKe z AgKe szyje..., i trzeba dodać że szyje cudownie, po prostu zakochałam się w jej podusiach, ach.... Potrzebny jest mi specjalny materiał i będę brała się do pracy :)

Wszystko dlatego, że nie jestem systematyczna, w ogólę jestem w gorącej wodzie kąpana, wpierw zaczynam, a potem nie kończę. Tak jest zawsze i od zawsze.
Dzisiaj szczęśliwie znalazłam sposób na mojego, nazwijmy to, lenia. Uwielbiam tworzyć z Kappą. Siedzimy razem, malujemy, rysujemy, rzeźbimy itp. cudownie spędzając czas we dwie, gdy Ksji śpi :)

Postanowiłam wreszcie zacząć prezent obiecany pewnej Pani. Właściwie wszystko miałam już ułożone w głowie, potrzebne materiały miałam przygotowane ale... wciąż jakoś się za to nie mogłam zabrać. Efekt końcowy pierwszej fazy różni się od pierwotnego planu, ale to chyba dobrze :) Powinnam zaraz po Świętach skończyć i wtedy wyślę paczkę.

Tej pracy wam nie pokażę w tej chwili. Zrobiłam natomiast coś małego w międzyczasie i coś z Córunią!


Wzór na konika wzięłyśmy ze strony Babylandii. My zrobiłyśmy go malując farbami, tylko ogon jest bibułkowy :)


Kappa pomogła mi udoskonalić także moje drewniane pudełeczko, które podpisałam kilka dni temu:




Oczywiście kolor wybierała Kappa i oczywiście wybrała róż :P


Zrobiłam także zdjęcie moich najnowszych świeczek i ulowi wypalonemu:




To by było na tyle w dniu dzisiejszym. Jutro będziemy z Kappą dalej praktykować dwie godziny handmade i wtedy powstanie dużo więcej naszych prac :))

środa, 28 marca 2012

Pracodawca powrócił

Mój Mąż wspaniały, ukochany i jedyny, którego czasem mam ochotę udusić, wydał dziś rozporządzenie: "Gdy wrócę chcę zobaczyć jakieś dzieło Twoich rąk". Poszedł sobie gdzieś a ja wzięłam się do roboty...
Nie wiadomo czemu nie mam ochoty rolować świeczek, malować i tym podobne rzeczy, które wymagają "wielkich" przygotowań do pracy. Postanowiłam zatem wziąć pirograf i wypalić cosik!
Oto dzieło końcowe:


Jakoś nie jestem nim zachwycona, jedyna rzecz która mnie cieszy to fakt że wreszcie udało mi się narysować oczy :))

Mam proźbę do wszystkich bardziej doświadczonych w portretach by napisały mi co im się nie podoba, jak to poprawić i ogólne wskazówki na temat rysowania. Z góry wielkie dzięki!!! A tak nawiasem mówiąc jak rysowałam ołówkiem to bardziej mi się podobało, może następne dzieło będzie czysto ołówkowe :))

wtorek, 27 marca 2012

Hałas

 Dawno, dawno temu, gdu mieszkałam w swym cudownym i magicznym domu rodzinnym, do snu kołysał mnie hałas przejeżdżających pociągów. Tory nie były położone w najbliższym sąsiedztwie domu ale w nocy było słychać wszystko w okolicy. Tak się do tej muzyki przyzwyczaiłam że nie zwracałam na nią uwagi. Tylko gdy ktoś do nas przyjeżdżał marudził czasem że strasznie słychać te pociągi... ;)

Dawno temu przeprowadziłam się do Grecji. Tam słychać było traktory, samochody i czasami samoloty. Poza tym był spokój i cisza, za którą tęsknie każdego dnia... :(

Teraz mieszkam w Niemczech. Nad głową latają mi samoloty, a że uwielbiam patrzeć na nie, jakoś mi to nigdy nie przeszkadzało. Grek wróżył mi że po miesiącu znienawidzę je bo strasznie hałasują. Mylił się!!! Jakoś ich dźwięk nie powoduje u mnie złych odczuć, wiedziałam że się przyzwyczaję. Powoli nauczyłam się rozkładu lądowań wielkich samolotów, z tym że po powrocie z Polski go zmienili ;( Czasem samoloty podchodzą do lądowanie, wtedy je widać najlepiej, a czasem startują (wtedy nie widać ich prawie wcale, ale wciąż można je usłyszeć :)) 
Postanowiłam zrobić im zdjęcia ale te co mam były robione starym "aparatem" i jakoś nie wyszły dobrze. Dziś gdy mam super telefonik z aparatem :)) mogłabym zrobić "sesję balkonową" ale jak na złość od niedzieli samoloty startują w moją stronę :(
No cóż będzie tak o ło :P


Jedyną z niewielu dobrych rzeczy która mnie tutaj spotkała są właśnie te widoki... Ale będzie lepiej!!! SZUKAMY WŁASNEGO MIESZKANIA!!!!!!!!!!!!!!!

niedziela, 25 marca 2012

A kuku!!!

Wirus który opanował nasz dom w ostatnią niedzielę nie chce na stała nas opuścić. Jest już znacznie lepiej ale wciąż nas męczy :( Dziewczyny wychudzone ale uśmiechnięte są :D






Panny K. uwielbiają się ze sobą bawić :))






Chociaż Ksji nie nudzi się gdy jest sama...



 ... Najnowszą, ulubioną zabawą jest kołysanie wózka. Można ją tak zostawić na pół godzinki bez obaw że zrobi coś innego :)


Gdy zamykałam się w domu z dziećmi panowała na dworze słoneczna "jesień". Ciepło było ale o kwitnięciu drzew nie było mowy...
Wyszłam więc wczoraj na zakupy do sklepu na rogu :) pogrążona w myślach co trzeba kupić, jak zwykle zapomniałam listy ze sobą :P  Po zakupieniu połowy produktów wyszłam ze sklepu już znacznie spokojniejsza. Idę, idę i co widzę? WIOSNA!!! Niby wiedziałam że nadeszła, ale tylko teoretycznie, bo w kalendarzu napisali. A tutaj naprawdę jest i się uśmiecha do mnie kwieciście.



A kuku, a to ja :P

czwartek, 22 marca 2012

Płakałam :P

Płakałam, marudziłam i narzekałam w Dniu Kobiet że nic nie dostałam... :P
Zazdrościłam innym Dziewczynom na blogach że one mają a ja nie.... :P
No i się doczekałam!!!
Diana zlitowała się nad moją "umęczoną" duszą i wysłała mi prezent :))
Taki w sam raz na wiosnę: broszkę i kolczyki w słonecznym odcieniu zieleni oraz kartkę, która bardzo mi się podobała u niej na blogu, taka fajna, w stylu retro :))




Zdjęcie jakie jest, takie jest, ale to nie istotne bo najważniejsze jest to że bardzo się cieszę i OGROMNIE dziękuje Dianie za wspaniały prezent. Kolczyki są już na moich uszach a broszka poczeka na wyjście wśród znajomych żeby mi zazdrościli (wiem, wredna jestem), bo jest czego :))


Tak się cieszę :)))


środa, 21 marca 2012

W okularach czy bez?

Moja Ksji miała ostatnio dylemat: czy Mama wygląda lepiej w okularach czy baz nich?
Po pierwszym szoku gdy mi je ściągnęła odkryła że to super zabawa i tak mnie "ubierała i rozbierała". Bawiłyśmy się tak przez jakąś chwilkę a potem Jazz zabrała swoje szkła bo głowa ją rozbolała od mrużenia oczu >) Tak już jest jak się kompletną ślepotą jest :P

Innym razem sprawiłam Kruszynce radość zakładając swoje okulary przeciwsłoneczne. Fajnie w nich wyglądam, no i są ciemne więc Dziecko mogło podziwiać swe odbicie. Teraz już nie robią na niej takiego wrażenia bo są w ciągłym użyciu, wiosna u nas jest już od ponad tygodnia.

Życzę wszystkim radosnej i słonecznej wiosny


Wiosna 2011, Grecja





A w sprawie choroby to było tak... Gorączka była spowodowana szczepieniem :) Ale nie cieszmy się zbytnio bo obie Panny K. dopadł rotawirus, chyba nie muszę mówić co się u nas dzieje... :(

poniedziałek, 19 marca 2012

Choróbsko?

Dziś w nocy Ksji obudziła się o 3:00. Mama dała jej mleko. Po wypiciu dalej Biedactwo marudziło. Wzięła ją Jazz do siebie do łóżka i patrzy a Maleństwo ma gorączkę....

Dałam jej lek i położyłyśmy się razem. Przyszła do nas Kappa i zaczęła głaskać czule swoją Siostrzyczkę, gdy obie poczóły się lepiej rozstawiłam je po własnych łóżkach i dospały do 7:30/ 9:00.
Kappa zaczęła kaszleć. Podzieliły się Dziewczynki na tyle dobrze że łatwiej mi jest je leczyć.... Starsza dostała miodek więc już w dzień jest u niej wszystko dobrze!

Nie wiem tylko co jest Młodszej? W czwartek miała szczepionkę i może z tego powodu gorączkuję, ale w sobotę w gościach była jedna chora Ciocia i teraz nie wiem czy to choroba czy nie??? Jeśli nie pojawią się inne objawy to będzie dobrze :)

Szkoda mi tylko tej mojej Kruszynki bo męczy się strasznie. Teraz zjadła troszeczkę, napiła się, dostała kolejną dawkę leku i poszła spać.
Pożyjemy zobaczymy. Najgorsze jest to czekanie... :(

niedziela, 18 marca 2012

Roczek

Wczoraj o 9:40 polskiego czasu moja Malutka Dziewczynka skończyła cały rok!!!



Co to był za rok? Pełen uśmiechów, płaczu, radości, stresu i zabawy. Zdecydowanie ten oststni rok nie był aż taki zły tylko dlatego że była z nami Ksji. Dzięki niej nasze życie stało się jeszcze lepsze i jeszcze bardziej wartościowe. Kappa stała się wspaniałą starszą Siostrą i dzięki temu nie nudzi jej się tak bardzo w domu, szczególnie teraz gdy Ksji jest ciekawym towarzystwem do zabaw.

Wczoraj byli u nas goście. Przyszli i przynieśli prezenty. Niektórzy przyprowadzili swoje dzieci :) Tak więc było nas dużych piętnaścioro, a dzieci było aż pięcioro. Tort był czekoladowy z różowym kremem na wierzchu, zrobiony przez członkinie rodziny, Louloudę. Goście świetnie się bawili... mężczyźni siedzieli na balkonie, bo większość jest paląca, kobiety siedziały w salonie plotkując przyjemnie, a dzieci bawiły się razem w pokoju dziecinnym. Solenizantka, jak przystało na główną atrakcję wieczoru, robiła co chciała więc poszła spać zaraz po zjedzeniu tortu :) Poza tym męczyła ręce gości, którzy MUSIELI ją trzymać (dobrze że było ich tak dużo :)) i bawiła się z dzieciakami na podłodze.


Prezent od Kuzynki

Prezent od Dziadka

Prezent od Wujka Taso

Prezent od Wujka Chrzestnego Wanii
Dostała również cudowne ciuszki od innych gości oraz torbę pełną smakołyków dla takich DUŻYCH dzieci :)

czwartek, 15 marca 2012

Język Kappa

Długo zastanawiałam się nad słownikiem Starszej Panny K. Wiele rzeczy zapomniałam bo z wiekiem zaczynam mieć sklerozę, postanowiłam napisać tylko te słowa/wyrażenia które są z nami na co dzień...
Picia- kicia

Pikna/Piekna

KumKum (było to pierwsze oznaki inteligęcji, skoro nie da się powiedzieć Żaba to można KumKum :))

Ty kszyczysz i kszyczysz.

Ksji nie kszycz bo w dupsko!

Kubuś Puszatek.

Tata pszyszła, Mama poszedł (nałogowo zmienia odmianę przez osoby, co nie tyczy jej osobiście... Kappa zrobiła, poszła, pszyszła itd.)

Pojedziemy na śnieg na Ciocia Żabcia. Polecimy na Babcia Goszia.   Słowem "na" nałogowo zastępuje takie przyimki jak "w, do"

Pójdziemy na plac zabaw, zgrrrazem (razem)
Mamo, zgrrrobilam kupe! Nie ma tgrrroszeczke kupy. Mamo ja chce siusiu!     Kappa nie pójdzie do toalety nie informując o tym Jazz i dopóki ona jej nie pozwoli.

Na koniec postanowiłam napisać o najsłodszej literze "r" które Moje Dziecko mówi mięciutko, dźwięcznym "grr". W obydwu językach rodzimych "r" jest twarde (no wszyscy wiedzą jakie) ale Kappa postanowiła je odmienić i jest to tak cudownie przez nią wymawiane że wszystkim uśmiech pojawia się na twarzy, ale poprawiamy ją a owszem :))

Na razie to wszystko, może kiedyś mi się jeszcze coś przypomni

środa, 14 marca 2012

Postępy

Chodzenie Ksji rozwija się w tempie, jak dla mnie, błyskawicznym.

Dziś Pozostawiona została samej sobie na podłodze, raczkowania nie lubiąc, postanowiła podnieść się i pochodzić. Chodziła tak przy meblach robiąc półkole w salonie. Czasem nawet się puści Kropeczka i stoi, a czasem upadnie i zrobi awanturę na cały dom. Awanturuję się tak samo chętnie jak chodzi lub siedzi na podłodze bawiąc się z starszą Siostrą zabierając jej zabawki.

Mamusia próbowała nauczyć ją samodzielnego stania, niestety ulubioną zabawą Ksji wciąż jest upadanie gdy Rodzicielka jest tuż obok i ją asekuruję. Również chodzenie za jedną rączkę jest "bee" gdyż biedactwo chwieje się i obraca, idąc nie w tę stonę co zaplanowała. Czasem uda jej się zrobić wszystko poprawnie ale tylko wtedy gdy Maleństwo się zapomni...

Taka jest właśnie moja młodsza Córka.

Jak ja bym chciała żeby już sama śmigała po domu- wiem że będzie wszędzie i będę musiała za nią biegać ale tych nauk mam już troszkę dość, zbyt leniwa jestem :)

wtorek, 13 marca 2012

Pora spania

Co wieczorne przedstawienie pod wszystko mówiącym tytułem "Spać"
Jazz: Masz tu mleczko i pij
Kappa: Jest tgrroszeczke gogrrące
Jazz: Nie jest gorące, co najwyżej ciepła
Kappa: Aaaa ciepłe   (eureka!!!)
Zaczyna pić....                                                                       
Kappa: Mamusiu wypiłam szystko, szystko  /   Nie moge jusz, bszuszek mnie boli
Jazz: To dobrze, zanieś kubek do zlewu i się rozbieraj    /   No to szybko do łóżka to przestanie
Kappa: Dobrze
Następuję wieczorne mycie
Jazz: Teraz idź już spać
Kappa: Dobrze
Po 5 minutach
Kappa: Nie moge szpać
Jazz: To nie śpij, tylko poleż sobie troszeczkę
Ewentualnie zasypia ale najczęściej jest tak:
Kappa: Chce siusiu
Jazz: Too idź i zrób a potem do łóżka
Kappa: Jusz zgrrobiłam
Jazz (już lekko przez zaciśnięte zęby): Wspaniale, to idź już spać
Kappa: Dobranoc Mamusiu
Jazz: Dobranoc Kochanie
Czasem wymyśla jeszcze kilka rzeczy ale pod groźbą że zacznę krzyczeć Idzie spać (i tutaj małe zaskoczenie dla mojej rodziny- ja naprawdę już nie krzyczę!!!- dzięki Wam za to!!!)

Wczoraj mądrala zrobiła połączenie dwóch wersji po wypiciu mleka
Kappa: Mamusiu tgrroszeczeke boli mnie brzuszek
Jazz: A wypiłaś mleczko
Kappa: Nie
Jazz: To wypij i brzuszek przestanie boleć
Kappa: Dobrze  (jakie potulne to dziecko jest!)
Po 10 min.
Kappa: Wypiłam jusz szystko, szystko (mówiąc to ściska słomkę a Mama sprawdza zawartość kubka)
Jazz: To daj kubek
Następuje puszczenie słomki
Mamusia bierze kubek a tam mleko które było wessane w wyżej wymienionej słomce
Dumna Jazz pochwaliła się od razu Tatusiowi jaką sprytną ma Córeczkę
A potem już jak zwykle....

poniedziałek, 12 marca 2012

Rękodzieło

Nareszcie!!! Wreszcie!!! Dokończyłam moją myszkę zwaną Ratatuj.
Wczoraj przeglądałam gazetki sklepowe i natknęłam się na pirograf  w Rosmanie. Pochwaliłam się moim odkryciem z Grekiem, który natychmiast postanowił go zakupić :)
Dziś wreszcie mogłam wziąć się znów do pracy. Tak też w ciemnościach pokoju dokończyłam to co zaczęłam, a rezultatem jest:

Nowa wypalarka jest 100 razy lepsza od starej i używanie jej sprawiało mi naprawdę wielką przyjemność. Nie mogę się doczekać co znów stworzę, tylko stanowisko pracy muszę porządnie oświetlić.

Dla wszystkich którzy wciąż mogliby wątpić że mi Kangurek nie wyszedł, pochwalę się oryginałem który narysowałam kiedyś, dawno, dawno temu dla Kappa.

I co jest różnica? :P


Rocznicowo- kosmetycznie

Wczoraj był wyjątkowy dzień, wczoraj minęły 4 lata od ślubu cywilnego z Mężusiem Wyjątkowym. Postanowiliśmy obchodzić nasz pierwszy ślub jako rocznicę bo kościelny był we wrześniu tego samego roku no ale był drugi więc...

Przygotowania rozpoczęłam z samego rana, tak lekko przed godziną 11:00. Zrobiłam wtedy makijaż profesjonalny. W zasadzie powinnam napisać że profesjonalnie miałam pomalowane tylko oczy. Dlaczego oczy? Bo na ten temat pisałam pracę dla Siostrzyczki Żabuni z kosmetologi. Dowiedziałam się tak wielu rzeczy i odkryłam wczoraj że mam już jakąś fobie bo trzy razy poprawiałam jakieś niedociągnięcia. A jak to by było wczoraj pamiętam warstwy naskórka. Jaka ja na starość mądra się robię :P
Mój Ślubny około 10:00 wyszedł na szkolenie jak pielęgnować "kochanki", a gdy już powrócił to poszedł spać, a jak już wstał to poszedł z kolegą na kawę... Cały Grek :)
Wyszliśmy w końcu na "obiad" po siedemnastej bo najpierw musiałam zjeść, że też musiałam zacząć tą dietę akurat teraz! Poszliśmy na "wystawną" kolację do pizzerii. Ukochany jadł a ja patrzyłam i popijałam wodą. Wspominaliśmy te nasze cztery lata próbując przypomnieć sobie jakieś szczegóły. Okazało się natomiast że nie pamiętamy prawie nic, jakieś tam strzępy informacji szczególnie z ostatniego roku. Odkryłam przy tym że my zawszę w rocznicę na pizze wychodziliśmy, a do tej pory zabieraliśmy również Kappa bo nie było komu jej zostawić. Tym razem mieliśmy całe dwie godziny tylko dla siebie, Babcia Kappa została z Wnusiami, więc poszliśmy na spacer wciąż rozmawiając o przeszłości i przyszłości.
Było wspaniale tak pobyć tylko we dwoję.

Umówiliśmy się że na taką prawdziwą kolację pójdziemy 6 czerwca w rocznicę naszej pierwszej randki (ojej to już będzie 7 lat).

Życie czasem jest naprawdę fajnę :)) A czasem nawet częściej niż czasem :)))

niedziela, 11 marca 2012

Brak czasu gdy mam dużo czasu

Mój brak czasu spowodowany jest czytaniem książek.
Dziewczynki dają Mamie odpoczywać, gdyż są wyjątkowo spokojne (czyli takie jak zawsze :)). Do tego dochodzi fakt iż Grek obecnie jest na chorobowym (nie martwcie się, nic mu nie jest) i stara się spędzać z Córkami jak najwięcej czasu po naszej wizycie w Polsce. Zajmuje się nimi zawsze gdy akurat nie ogląda wyjątkowo ciekawego programu w TV.
Dzięki temu wszystkiemu Jazz ma sporo czasu na czytanie.

Uwielbiam książki fantastyczne gdzie potrzebna jest wyobraźnia do zobaczenia opisanego w nich, cudownego świta...
Jestem absolutną fanką dzieł Tolkiena i nie mówię tutaj tylko o "Władcy pierścieni" który zajmuje pierwsze miejsce w moim rankingu.
Kolejne dzieło które mnie porusza to "Opowieści z Narni" C.S.Lewisa, jest w tej książce pewna głebia, którą trudno wyrazić... i tym samym znalazł się na drugim miejscu.
Trzecie zajmuje seria "Dziedzictwo" Christopper'a Paolini. Pogrążona w ostatniej części tej serii zapominam o komputerze i się zatapiam w świecie smoków i ich jeźdźców.
Kolejnych pozycji już nie będę pisać skupiając się na tych trzech powyżej.

Dziś lub jutro skończę czytanie i zabiorę się za następne dwie... Obie są autorstwa Allan'a Carr'a. Tym razem przeniosę się do świata realnego i zdaje się że również psychologicznego by stać się lepszym człowiekiem.

Jeszcze jeden typ książek jest moim ulubionym, mianowicie biografię. Najlepsze są autobiografię bo można "ufać" im źródłom :) Najlepsza była autobiografia LouAnne Jonson na której podstawie powstał film "Młodzi gniewni". Ubolewam nad faktem że wciąż jej nie kupiłam :(

Kiedyś czytałam więcej książek gdy miałam dostęp do biblioteki publicznej w moim mieście. W obecnej sytuacji trudno jest mi znaleźć polskojęzyczną bibliotekę... Jakoś dam sobie radę, przecież kobietą jestem tzn. twarda jestem nie miętka :P

Pozdrawiam wszystkich moich Obserwatorów i tych którzy ukrywają się ale wciąż z nami są :))

czwartek, 8 marca 2012

Dzień Kobiet

W ten szczególny dzień dla nas Bab zmusiłam rano Męża żeby złożył mi życzenie :)
Tyle by było na temat świętowania, prezentów, i niespodzianek w dniu dzisiejszym... :P
Jedyną osobą która dziś do mnie napisała była Ty Babo. Wysłała mi sms'a którego zacytuję tutaj życząc wszystkim Kobietkom najlepszego :))


Dzisiaj Dzień Kobiet więc cycki w górę i odrzucić z twarzy gradową chmurę! Niech żyje celulit i kurze łapki, bo i tak jesteśmy fajowe Babki



Najlepsza zabawa

Ksji znalazła wczoraj super zabawę... wspinała się po oparciu kanapy, stawała, uśmiechała się łobuzersko i upadała na dupkę. Strasznie polubiła to co robi i bawiła się tak przez jakieś 10 min. Jazz nie miała nic przeciwko takiej formie rozrywki aż do momentu gdy znudziło się Kruszynce i zaczęła zarzucać główkę do tyłu by wzmocnić efekt upadanie. Tego już biedne serce Rodzicielki nie wytrzymało i wsadziła Chuliganicę do "więzienia" (jak nazywa Grek kojec). Tam dostała pajdę chleba i miała Mamusia spokój na jakieś 15 min.

Wczorajszego dnia Ksji dokonała niemożliwego i ustała na swych "tanecznych" nóżkach całą minutę bez pomocy Jazz :)) Mama była z niej dumna jak paw, i wciąż jest, a Tata przegapił bo akurat siedział tuż obok ale nie poruszał głową... :P Jak ja kocham tego Faceta, tak to marudził i krzyczał żeby Młodsza Córka przez przypadek nie zaczęła chodzić w Polsce by tego nie przegapić, a jak przyszło co do czego to on tego nie widział. Hihihihi :))

piątek, 2 marca 2012

Luty

Dawno, dawno temu gdy w kalendarzu nastał najkrótszy miesiąc w roku Królowa Jazz i jej Księżniczki wyjechały do Królestwa w którym panuje najlepsza na świecie i w całym kosmosie Królowa Matka zwana Gosią.
Wyjazd wiązał się z przelotem na Smoku i gdyby Królowa ze swymi córkami latały rzadko to może wielki Smok, ziejący spalinami, zrobiłby na nich wrażenie, a tak jego imponujący wygląd został odebrany tak jak zwykle.
Księżniczka Kappa uwielbia latać więc ją nie obchodziło gdzie leci, byle w chmurach. Księżniczka Ksji wciąż nie wiele wie gdzie się aktualnie znajduje, byle Mama była obok. Królowa była szczęśliwa że leci na upragniony urlop, jedynie fakt, że znów ukochany Król pozostaje na zamku kładł cień na cały wyjazd.

Pierwsze trzy dni pobytu na Włościach wiązały się z przywiązaniem Królowej Jazz do rydwanu i rozwożenia siostrzeńców i siostrzenicy wszędzie gdzie ówcześnie być powinni. Królewska Siostra wyjechała bowiem na randkę ze swoim Mężem do dalekich krajów na narty. Na całe szczęście Królowa Jazz ma 4 siostry więc najmłodsza z rodziny Księżna Ewelina pomagała wypełniać obowiązki na Dworze u Siostry.

Kolejne tygodnie Królowa postanowiła spędzić w Zamku ze swą Matką i Siostrą. Szczęśliwie zostawiła ona kufer z sukniami w domu Rodzicielki.
Czas tam spędzony był spokojny i lenichowaty :)
Stali mieszkańcy Zamku

Kappa Piękna już gotowa do snu

Tutaj niby obie powinny spać ale jest jak zawsze :)
Królowa ze swą Siostrą i dziećmi nie miały ochoty siedzieć cały czas w Domu więc wychodziły czasem na dwór by pobawić się na śniegu lub w błocie :P
Księżna Ewelina jeździła również na przejażdżki karetą z całą Królewską rodziną (no dobra, bez Króla). Jeżdziły one w różne miejsca. Czasem były to Dwory Sióstr, czasem zakupy a nawet raz był to wypad do kina na "Piękną i Bestie" w wydaniu 3D.
Pewnego dnia Królowa Jazz zamieniła swoją faworytkę na Królową Matkę i pojechały z Księżniczkami do Księstwa swych Rodziców by odwiedzić swoje Babcie i innych z ukochanej rodziny. Czas tam spędzony był relaksujący i zarazem stresujący. Królowa chciała wszystkich odwiedzić a nie miała na to dużo czasu gdyż czas wyznaczony przez wyższe Władze nie przekraczał 24 godzin. Odwiedziła natomiast swego Kuzyna/Brata z którym nie widziała się już 6 lat i bardzo z tego powodu cierpiała...


Księżna Marta zwana przez swe siostrzenice "Ty Babo" i nie lubiąca jak się na nią mówi "ciocia" dała Królowej wiele rozrywki.
Na początku zaproponowała jako atrakcję wieczoru zakupy by znaleść prezent dla jej syna i Królewskiego Chrześniaka. Zakupy udały się doskonale, natomiast powrót do domu już nie za bardzo. W drodze powrotnej zepsuła się kareta i niewiele znające się na takich sprawach Kobiety wezwały Szlachetnego Małżonka Ty Babo, który oznajmił że poprowadzi konie. W ten sposób pojechali wszyscy obecni w zgromadzeniu rozsiadając się w dwóch karetach. W pewnym momencie Szlachetny Pan zatszymał się i oznajmił iż konie dalej już nie pociągną. W ten oto sposób wszyscy członkowie nocnej wyprawy zatrzymali się na środku drogi i czekali na lawetę, która przyjechała po ponad dwóch godzinach. Powróciła Królowa do Zamku po godzinie drugiej i odrazu poszła spać bo zmarzła bardzo w tę zimową noc.
Kolejną atrakcją wymyśloną przez tak nie zwaną Ciocię był wypad na fitness. Była to rzecz która ucieszyła Królową ponieważ dwa dni przed tym był Tłusty Czwartek i Siostry zgodnie stwierdziły że należy spalić te 6 pączków plus dwa następnego dnia... Zabawy było przy tym co nie miara bo jak na ostatki przystało był to Latino Fitness.

Księżniczki również ćwiczyły podczas wizyt w różnych miejscach. Starsza Panna Dworu postanowiła nauczyć się kręcić hula hopem jak to przedstawił jej Super Agent OSO ale okazało się że nie jest on najlepszym nauczycielem.
Natomiast Młodsza Panna Dworu udoskonalała czołganie się po podłodze i chodzenie za ręce z dorosłymi, Nauczyła się również jakże cennego podnoszenia się przy barierce i upadania, względnie na tyłeczek.... :)

Poza tymi jakże wciągającymi zajęciami Królowa zapadła się w świat fantastycznej książki i cieszyła się jak dziecko że to już zakńczenie bo dalszego czekania na kolejne części chyba już by nie zniosła. Czytała bowiem kontynuację "Eragona"" na którą musiała czekać ponad rok :( :)

Ich cudowny czas spędzony u Królowej Babci zakończyła się szybciej niż powinien- i dobrze bo Królowa Jazz zaczęła tęsknić za swym Królewiczem z Bajki, bo tam jest jej miejsce i tam powinna być!!!