Witam wszystkich Czytelników w moich skromnych progach. Cieszę się bardzo z każdych Waszych odwiedzin, tym bardziej gdy pozostawiacie swój ślad w postaci komentarzy. Chciałabym Was jednak uczciwie poinformować że wszystkie posty i zdjęcia na tym blogu są moją własnością i nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie bez mojej zgody. Na podstawie art. 78, art.81 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r. Dz. U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 631, sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

Dziękuję bardzo za uwagę i pozdrawiam Wszystkich bardzo serdecznie :))

Jazz

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niemcy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niemcy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 maja 2013

Sobota pełna atrakcji

Pobudka o koło 8:00. Leniwy poranek... Śniadania i organizacja do wyjazdu do wesołego miasteczka!!!

Pojechaliśmy nie śpiesząc w okolice Wiesbaden, stolicy tego "województwa", zwanego Hessen.


Naszym celem był "Taunuswunderland". Wesołe miasteczko o tematyce dzikiego zachodu. Tam atrakcji co nie miara:


Na początku, jak to z każdym naszym wyjazdem bywa, był płacz i marudzenie ale potem:




Ksji została wybrana jako asystentka asystentki czarodzieja ale się zawstydziła i się schowała ;) Zaklęcie rzuciła więc "koleżanka"... Przy czym obie miały łzy w oczach i chciały wrócić już do rodziców, hihihi. Fajnie to wyglądało!

Na koniec wycieczki Panny K. zgubiły Ojca swego w kulkach.



Na szczęście odnalazł się i nie musiałam prowadzić w drodze powrotnej :D

............................................................

 Po powrocie do domu były obiecane lody a następnie wypad na kawę do greckiej kawiarni. A tam bieda! Koleżanka Kappy się przewróciła i potykając się popchnęłam Kappę, która natomiast zdarło sobie kolano... No ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło! Dziewczyny dostały od właścicielki po czekoladce :)

............................................................

Gdy dotarliśmy do domu w telewizji śpiewano 10 piosenkę eurowizji. Szybkie mycie, mleko i Dziewczynki padły bez marudzenia.
Rodzice w tym czasie czekali na 21 wykonawcę czyli Grecję!


http://www.youtube.com/watch?v=ocFhFNxu5Jg

Źródło
Piosenka dynamiczna z tradycyjną nutą grecką! Osobiście uważam że powinni zająć 2 miejsce! I z tym nie ma nic wspólnego że Grecki Kuzyn grał kiedyś z Agathonas'em. Zanim Agathonas wyjechał do Aten...
ΜΠΡΑΒΟ ΡΕ ΠΑΙΔΙΑ!!!!

Dzień skończył się po 1 w nocy, a nowy trwa od 8:00 i nie wiadomo ile będzie trwać bo jutro Grek ma wolne :)

Buziole i udanej niedzieli życzę!!!!

czwartek, 28 marca 2013

To się porobiło

Wczoraj zaczęłam sprzątać w domu. Toć Święta za pasem a u mnie bałagan. Nie! Nie bałagan. Nawet nie wiem jak to nazwać!?! Ostatni remont w tym mieszkaniu był przeprowadzany 18 lat temu gdy teście się tutaj przeprowadzali.... Ściany są pożółkłe od dymu z papierosów, które teść pali jeden za drugim. Poobdzierane ściany (tapeta gdzie nigdzie zaczęła odpadać i tak wisiała aż moje Kobietki ją zerwały). Kurz zalegał na wysokich półkach gdyż teściowa tak nigdy nie sięgała...

Wczoraj zaczęłam więc porządki zaczynając od salonu, ciesząc się że pokój Panienek K. jest odnowiony :))
Nawet nie wiecie jak zwykła obrusy i serwetki mogą odmienić i rozświetlić pomieszczenie. Tak wygląda teraz salon po przejściu tornado:



Dziś wzięłam się za korytarz zwany także holem lub przedpokojem. Zamieniłam miejscami szafki i ta co ma iść do swojej właścicielki stanęła bliżej drzwi a na jej miejsce weszła stara półka, która jest w tym domu od 18 lat ;P (to ta po prawej). Zostało tylko lustro teściowej bo mi w wystroju nie przeszkadza, hihihih...

Mąż Ukochany, Najwspanialszy pozwolił mi, po Świętach, odnowić te półki! Mają być moim debiutem!!! Może jakieś rady macie? Myślałam żeby je przetrzeć i bajcą, brązową, pomalować...



Po mimo iż upiększanie mieszkania idzie mi całkiem nieźle to upiększanie Dzieci już nie... Wczoraj wieczorem moja Kappa Cudowna potknęła się i poleciała brodą na podłogę... Rozcięła obrzydliwie więc pojechaliśmy z Lu do szpitala... Tam czekałyśmy prawie dwie godziny z gazą przy brodzie... Grek w tym czasie skończył pracę i do nas dołączył. Przyjechał akurat na zszywanie... Dzięki czemu ominęło mnie patrzenie na tą scenę...




To już drugie szwy Kappy! Kiedyś (miała jakiś rok) wspięła się na wózek dla lalek i poleciała na kredens, rozcinając brodę... Efektem tamtego były dwa szwy! Biedactwo moje Jedyne :(
To mi przypomina maila od mojej najstarszej Siostry M&M. Cytuję:
"Przez pierwsze dwa lata uczysz dziecko chodzić i mówić, a przez kolejnych szesnaście błagasz, żeby siadło na dupie i się zamknęło."
Brutalne ale prawdziwe. Ileż mniej złamanych nóg/rąk, rozciętych bród, pozdzieranych kolan/łokci i tym podobnych? Czyżbyśmy byłe temu winne? Ciekawe?

Pozdrawiam i życzę udanego wieczoru :D
Jutro już post ozdobowy i życzeniowy

 

piątek, 22 marca 2013

Pragnę donieść

Wczoraj zabraliśmy Kappę z przedszkola i pojechaliśmy na miasto bo Grek miał tam coś do załatwienia. Po drodze zatrzymał się by kupić sobie kanapkę z kotletem za euraka. Kupił i wrócił do samochodu wciąż jedząc... Dzieci to zobaczyły i zgłodniały! Nie było innej możliwości... poszliśmy na pizzę ;D


Jedna margeritlka dla mnie (jeszcze tylko 1,5 tygodnia i "rzucę" się na mięso) i jedna z szynką dl Męża. Dziewczynki dostały po trochę z każdej i mieliśmy udany obiad w innym miejscu niż dom :) Ach... co to za miła odmiana :D

Poza tym pragnę donieść iż wiosna nadchodzi od zachodu! Ku pocieszenia polskich serc!!!
Wczoraj zabrakło, już całkowicie, śniegu na świecie (naszym) ale było chmurnie. Dziś natomiast wyszło słońce, ptaki ćwierkały więc rano wybrałam się z Ksji na spacer ku poszukiwaniu oznak wiosny. Znalazłyśmy to:

Mam nadzieję że do świąt (Bożego Narodzenia, jak poinformowała mnie Przedszkolanka ;P Hihihihi :D) Wielkanocnych choć w połowie pojawi się także w Polsce :))
Tak nawiasem to u nas Wielkanoc będzie dopiero 5 maja więc chyba się wyrobię z ozdobami....

Pozdrawiam serdecznie

środa, 20 marca 2013

Zdąrzyłam

Ale od początku!
Środa była dniem roboczo-oraganizacyjnym. Najpierw szafa została rozmontowana a następnie przewieziona do teściowej. Oczywiście pakowaniem do Corsy zajęłam się ja z Mężusiem Ukochanym i Jedynym. Najpierw wszystkie części wynieść przed drzwi, potem je spakować do windy, wypakować, przenieść do samochodu, spakować, przewieść (ja szłam piechotą bo już dla mnie miejsca nie było), wypakować, przenieść do windy, spakować do środka, wypakować, wnieść do mieszkania. Całym szczęściem udało nam się przetransportować wszystko na dwa razy :D Akurat gdy już wnieśliśmy ostatni fragment szafy zadzwonił Grecki Brat, że już jedzie... Chłop-cy więc złożyli wszystko do kupy a ja poszłam zająć się Dzieckiem.
Wrócił Grek z całym arsenałem przydatnych rzeczy typu: farba, wiadra, pędzelki i inne takie potrzebne do pomalowania pokoju. Każda Kobieta powinna wiedzieć o co chodzi ;P
Reszta dnia była wyjątkowo "leniwa" poza.... praniem, sprzątaniem, karmieniem, myciem Dzieci, zmywaniem naczyń, układaniem Dziatwy do snu, rozwieszaniem prania itp.Jak dobrze, że Mąż ma już klucze do mieszkania i nie muszę na niego czekać :))

W czwartek rano wypad na miasto bo buty trzeba było kupić jako prezent od Chrzestnej. Potem kawka w gronie Rodziny w greckiej kawiarni!
Po powrocie do domu ułożyłam Ksji spać i zabrałam się do pracy..... Koszmar jakiś!!! Ręce myślałam że mi odpadną... Dwa razy machnęłam dwie ściany i pobiegłam po Kappę, nakładając czapkę na głowę bo włosy w farbie miałam... Jak dobrze, że przyszła teściowa bo posiedziała z Dziewczynkami godzinę a ja w tym czasie malowałam ostatnią ścianę. Gdy mama Greka sobie poszła położyłam Ksji znowu spać a sama z Kappą zabrałam się do ostatecznego malowania ściany z firanką, na biało. To znaczy ja malowałam na biało a Panna K. na fioletowo ściankę z a drzwiami ;)
Skończyłyśmy pracę po 19:00 więc Dziecię myć trzeba było i do łóżka gnać.
W między czasie zadzwoniła KumKum ku mojemu zbawieniu. Miałam trochę przerwy i pośmiałyśmy się troszkę...Gdy już się na stałe rozłączyliśmy to wyszorowałam wykładzinę w Dziecięcym Pokoju. Na kolanach, zmywakiem do naczyń.... W takiej pozycji zastał mnie Grek gdy o 22:30 wrócił z pracy. Wtedy umyłam podłogę 8 razy, wykąpałam się i poszłam spać!!!

W piątek zaczęłam przynosić meble i zabawki do pokoju. Znaczy się jeden mebel, przez który wylałam trochę łez... Gdy zabierałam szafkę ze starej sypialni teściowej znalazłam grzyb na ścianie... KOSZMAR!!! Popłakałam się z bezsilności... Gdy wzięłam się już w garść wyszorowałam szafkę, która nie miała żadnych oznak zagrzybienia, gdyż nie dotykała nigdy tej ściany, i postawiłam na jej nowe miejsce. Zaczęłam chować zabawki, organizować przestrzeń, zrobiłam domek gdy zadzwonił telefon.... Wychowawczyni z przedszkola pyta się czy bardzo się spóźnię? Ale że jak to spóźnię? No bo już jest po 16:00! Która? 16:05! Co??? Już lecę!!!
Co nie było wcale łatwe gdyż Ksji tak bardzo się spodobał nowy pokój, że nie chciała z niego wyjść ;P
W przedszkolu wyjaśniłam Pani co się stało i w ogóle jaka jest sytuacja. Powiedziała że nic się nie stało tak tylko chciała wiedzieć czemu mnie jeszcze nie ma... Kappie też powiedziałam czemu się spóźniłam więc cała w skowronkach pobiegła do domu :D
Tam czekał na nią taki widok :

 A dokładnie jeszcze bez łóżek, gdyż te przynieśliśmy w sobotę
Tutaj trzeba pokazać czym wkręcamy i wykręcamy śruby bo Paulina się śmiała:


Według napisu na opakowaniu jest to "wkrętak akumulatorowy" a po mojemu "śrubokręt co wygląda jak wiertarka"

Tak też zdążyłam zrobić cały pokój do niedzieli i w urodziny Dzieciaki się nie nudziły :D

Wczoraj na zakupach Mąż znalazł drobiazg do pokoju dziecięcego! Kappa oszalała i dziś rano na ścinie, nad łóżkiem, został przyklejony "Paryż"


Tyle o fioletowym pokoju :)) Wreszcie :D

(tak tylko napisze że w sobotę kupiliśmy sprej na grzyby i muchomorka już nie ma :))

Pozdrawiam Wszystkich którzy doszli do końca tego postu :)) Wybaczcie ;P

wtorek, 12 marca 2013

Ups... Zima!!!

Ciężki dzień miałam wczoraj i dzisiaj...
 Musimy rozmontować szafę i przewieść ją do teściowej. Niestety by to zrobić najpierw musiałam zabrać z niej nasze ubrania. Spakowałam więc ciuchy teściowej z małej szafy i przeniosłam wszystko co należy do naszej małej Rodzinki. Przy okazji wymieniałam ubranie Dziewczyn na najbliższe pół roku i posegregowałam resztę za małych/dużych i pochowałam do walizek. Schowałam przy okazji, poprane, zimowe rzeczy. Śpieszyłam się ze wszystkim bo trzeba było Kappę odebrać o 16:00 z przedszkola!
Wychodzimy z Ksji (w nowym wózku) a tam.... śnieg pada!!! Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!
"No nic to" pomyślałam, "przecież co spada zaraz w wodę się zmienia więc do jutra już nic nie będzie". Tak też to wyglądało do końca dnia!

Dziś rano patrząc na niebo przez okno wiedziałam jak wygląda świat... A że musiałam wstać (była 3:00) to sprawdziłam czy przeczucie mnie nie myli?!? Nie myliło! Biało wszędzie było!!!
Potem zasnąć nie mogłam ale przypomniałam sobie że w ubogim smartphonie (co jest wszystkim tylko nie smartem), mam internet. Zajrzałam więc do Was i poczytałam co w trawie piszczy. Niestety nie mogę pisać na tym telefonie komentarzy, to też zostałam niewidzialna ;P Potem jeszcze się przewracałam do piątej.
W phonie nie mam także aparatu ale wyciągnęłam kamerę co to nią można zdjęcia robić ;) Pstryknęłam więc zdjęcie zawiei i zamieci:

Ponoć taka pogoda ma trwać jeszcze przez dwa dni... Oby tylko!!!

Najlepszy był Grek... zadzwonił o 12:00 i powiedział że jedzie po Kappę bo śnieg pada i uda mi się przejść do przedszkola później, hihihi. No fakt gdyby w Grecji było tyle śniegu to ogłoszono by katastrofę narodową! Pamiętam jak spadło trochę śniegu (tak z 2 mm) to zadzwonili z przedszkola że będzie zamknięte... No ale tam się inaczej odczuwa zimno ;P

Po wyjściu Męża, do pracy, powyciągałam rzeczy teścia z szafy, poskładałam i pochowałam do półki w salonie. Potem sprytnym śrubokrętem, wyglądającym jak wiertarka, wymontowałam drzwi z szafy i powyciągałam półki. Jutro zrobimy korpus i mam nadzieję że przewieziemy wszystko dwa bloki dalej. Gdyby wszystko poszło zgodnie z planem to pojutrze byśmy pomalowali pomalowałabym pokój dla Dziewczynek. Wtedy na niedziele byłby już gotowy i na urodzinach Dzieci by miały gdzie się bawić :))
Marzenia!!!

Tak właśnie wyglądają ostatnio moje dni. Trochę pracowite ale bez smarta trzeba coś robić ;)

Pozdrawiam serdecznie Każdą zaglądającą tutaj Osobę :)))


poniedziałek, 11 marca 2013

Bolące nogi, czyli udany weekend

W sobotę rano wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy.... na basen :))

5 godzin moczenia, pływania, zjeżdżania i relaksowania się!!!


Źródło
Najpierw weszliśmy do średniego basenu przyzwyczaić Ksji do wody. Płaczu było sporo ale widok szczęśliwej Siostry przełamał opory i strach :)
Następnie zwiedziliśmy obiekt i weszliśmy się pomoczyć w basenie z bąbelkami (jak to się nazywa?) Co 10 min. siła "bąbelek" się zwiększała i mieliśmy cudowny relaks...
Kolejnym odkryciem był brodzik dla najmłodszych gdzie Ksji stanęła i stała bawiąc się wodą z maleńkiej fontanny. Wtedy dopiero przełamała się ostatecznie i dalsze zwiedzanie poszło jak z płatka!
Przed wejściem na basenną część z fotografii Grek skoczył na pięterko coby  sprawdzić zjeżdżalnie ;P Wróciwszy do nas i stwierdzeniu, że nawet Ksji sama mogła by zjechać, poszliśmy bawić się w wodzie. Tutaj znajdowały się zjeżdżalnie strome, takie ścienne (małej nawet zjechaliśmy we czwórkę ;) ), nurt wodny (fajnie człowiekiem zarzucało), karuzela z deszczem (oj zimno się zrobiło) oraz fontanna i drabinka sznurowa. W tej części Kappa ostatecznie puściła się Rodziców by sama popływać w rękawkach ;) Do tej pory pływała za ręce, w kole, z makaronem i na Ojcu swym! Duma mnie rozpierała :D W tym samym czasie Ksji zaczęła stukać zębami więc wróciliśmy do "bąbelek", a tam woda... normalnie gorąca!
W czasie gdy my się grzaliśmy Kappa z Tatą poszli na zjeżdżalnie. Atrakcji co nie miara. Córa szczęśliwa!
Potem Rodzice się zmieniali w brodziku by Ukochana Osoba mogła popływać w dużym basenie. Forma już niestety nie ta... Po zrobieniu dwóch basenów nogi tak mi telepały, żem ledwo doszła zmienić Mężulka... Koszmar jakiś!!! Grek zrobił cztery baseny i nic nie poczuł!?!

Z brodzika skoczyliśmy z powrotem do pierwszego basenu a tak Panny K. zgodnie stwierdziły że są głodne. Całym szczęściem, tym razem, byłam gotowa... Poszłam po kanapki i owoce i usiedliśmy w pokoju relaksacyjnym by się pożywić..........................

........................................

Na koniec zjechaliśmy całą Rodziną ze zjeżdżalni, pobawiliśmy się w brodziku, wybąblowaliśmy się, pouczyliśmy pływać na makaronie oraz na desce i poszliśmy się przebrać.
Nie wspomnę że Grek oczywiście był kompletnie już ubrany gdy my wyszliśmy spod prysznica ;P Wspomnę natomiast że suszarki do włosów były czadowe!!! Na wysokości zamontowano suszarki do rąk i tak się stało co chwilę przyciskając guzik ;D



Wiadomo już czemu bolały nas nogi i czemu w niedzielę siedzieliśmy w domu!?!?

Pozdrawiam serdecznie

ps1. Przypominam że odebrano mi smarta i mało mnie będzie w tym tygodniu u Was. Jestem natomiast pewna że Wasze prace są piękne a Dzieci przebojowe i mądre :)) 
ps2. W związku z powyższym nie mam aparatu :/ więc ewentualne posty będą bez zdjęciowe...
ps3. Dzisiaj Nasza 5 rocznica ślubu... niestety Mąż pracuje :((    LIPA!!!

 BUZIOLE DZIECIAKI ;*


poniedziałek, 4 marca 2013

Frankfurt "co" i wyznanie miłości

Czemu "co"? Bo tak, po niemiecku, wypowiada się słowo "zoo". Które z resztą ma greckie pochodzenie i w moim języku oznacza "zwierzę".

No ale po kolei! W sobotę zostałam przeniesienie zawodowe i zostałam logistykiem. Nawet miałam dwóch pracowników! Czyli Mąż z Bratem składali meble dla Rodzicielki a ja czytałam instrukcję obrazkową i mówiłam co jak i do czego ;P W między czasie skoczyliśmy do miasta na kawę. Złożyliśmy półeczkę do łazienki, regał pod telewizor i jego otoczenie. No i na tym koniec ;) Po 7 godz. (plus przerwa) wróciłam na stanowisko Matki a Chłopcy dalej pracowali.... Złożyli duży stół i krzesła... Zajęło im to jakieś 6 godzin! Jak mi Grek później tłumaczył: "pojechaliśmy po telewizor i do tej pory szukaliśmy kanałów..." Chyba pozostawię to bez komentarza ;P

W niedzielę pojechaliśmy do Zoo, zrelaksować się. Ogród zoologiczny był otwarty od 10:00. Dokładnie wtedy wyjechaliśmy z domu. Ja na stanowisku nawigatora kierowałam Mężem, kierującym samochodem i w 20 min byliśmy na miejscu. Przy okazji odkryliśmy gdzie jest szpital dziecięcy!
Zapłaciliśmy, weszliśmy i... Większość zwierząt nie została jeszcze wypuszczona z powodu zimnego poranku ale nic to. Szczęśliwie wybraliśmy drogę przez "zimne" zwierzęta a zaraz potem zaczęła się małpiarnia więc i inne osłonięte pomieszczenia ze zwierzętami. Także gdy wyszliśmy już na dobre na zewnątrz było już ciepło i zwierzęta się pokazały :)


Na początku drogi Kappa się obraziła że nie może jeździć w wózku i zaczęła piszczeć. Na całe szczęście szybko jej przeszło i cały dzień był bardzo udany.


W akwarium posiedziałam sobie z wózkiem a Tatuś z  Dziećmi poszedł oglądać rybki i inne zwierzęta wodne.Wstałam dopiero gdy Najstarsza Córka przyszła ze słowami "chodź zobaczyć coś wspaniałego..." Wtedy powstały też zdjęcia:


W między czasie Panny K. pobawiły się na placu zabaw, Ksji pospała, zjedliśmy obiad, wypiliśmy wodę a nogi Matce wchodziły..., wózkowi odpadło koło (jedne z ośmiu).

Wróciliśmy po 16:30. Wreszcie się rozebraliśmy, wreszcie usiedliśmy, mnie po głowie przeszła myśl że za pół godziny położę Dziewczyny spać gdy zadzwonił dzwonek do drzwi. Grecka Siostra z Córką! Dziewczyny poszły się bawić a my pogaduszki i papierkowa robota dla teścia. No nic... O 18:00 znów pomyślałam o położeniu Małej spać gdy dzwonek do drzwi... Grecki Brat z Dziewczyną! Na całe szczęście gdy pół godziny później położyłam w końcu Ksji okazało się że była tak zmęczona iż bez protestów zasnęła :D Kappa poszła spać po 19:00 czyli normalnie.

Dziś poszliśmy razem do przedszkola, wcześniej niż zwykle. Po drodze Kappa, mówiąc do Ksji, stwierdziła: "Ty jesteś moją Siostrą i mnie kochasz!". Ksji pięknie potwierdziła krótkim: "Tak". Słodziaki moje :D



Pozdrawiam i życzę Wszystkim udanego weekendu :))


piątek, 15 lutego 2013

Leniwy tydzień pełen pracy

Grek Ukochany w tym tygodniu pracuje na nocki. Oznacza to tyle że..... Gdy rano budziliśmy się do przedszkola cała cały rytuał był przeprowadzany na paluszkach i w ciszy. Po odprowadzeniu Kappy szliśmy z Ksji na zakupy i śniadanie do pobliskiego "super sklepu". Starałyśmy się jak najpóźniej wrócić do domu a gdy już w nim byłyśmy to procedura "cicho sza" była kontynuowana aż do 11:00 gdy Dziecko szło spać. Wtedy rozpoczynał się czekanie na pobudkę Męża by móc wstawić pranie, pozmywać, ugotować obiad, posprzątać... Czasu mało bo, to co mogła rozłożyć na cały dzień, musiało zmieścić się w niecałych 5 godzinach, po których Dzieci i ich Ojciec znów szli spać. Jak dobrze że to już ostatnia noc pracująca :))
We wtorek dodatkowo poszliśmy z Kappą, po przedszkolu, po dwie zgrzewki wody. W drodze powrotnej Starszak stwierdził że już iść nie może. Butelki z wodą leżały na oparciu wózka, więc nie było mowy o staniu na podnóżku, który znajduje się na tyle pojazdu ośmiokołowego ;P Sprytna Mama więc zrobiła drabinkę wariatów:


Kappa siedziała normalnie, Ksji na wodzie a Jazz pchała ciężki wózek ;P Dobre ćwiczenie kondycji, hihihi :D

.............................................................................................

W tym tygodniu były też tak zwane walentynki. Czy coś dostałam? Standardowo, nic! Zrobiła za to ptysie do kawy Mężusiowej:


Z okazji walentynek odebrałam Kappę wcześniej z przedszkola... Dokładnie rzecz ujmując to zadzwonili do mnie z informacją iż Dziecię moje ma 38st. gorączki i kiedy mogę przyjść i ją odebrać!?! Wszystko było pięknie powiedziane po niemiecku... Dobrze że w większości rozumiem co się do mnie mówi, chociaż wciąż nie potrafię sklecić zdania. Wydusiłam z siebie tylko: "Ich komme" i poszłam z Ksji, a w myślach zastanawiałam się dlaczego Grek pojechał do miasta i zabrał Złotko... Wróciłyśmy, dałam nurofen, potem jeszcze raz w nocy i rano no i już jest dobrze. To znaczy zobaczymy przez weekend czy przypadkiem nic się z tego nie wylęgnie!?!

.................................................................................

Poza tym nic twórczego nie robię i postanawiam od poniedziałku wziąć się za siebie bo tak dalej być nie może.... Trzeba działać żeby wypróbować te farby w spreju :D

Pozdrawiam



poniedziałek, 11 lutego 2013

Karnawał

Dziś rano, po przebudzeniu i spojrzeniu w okno ukazał się nam (mi i Kappie) cudowny kolor nieba:


Takie poranki to ja lubię :D Jeszcze bardziej gdy Księżniczka była już gotowa na karnawałowy bal:






Później odbył się "nudny" dzień z Mężem i Ksji... Czyli dużo zabawy, mało snu, żadnego wyjścia ;P
Gdy odebrałam Kappę z przedszkola, prezentowała się o tak:


Powrót do domu trwał dość długo... Najpierw pojechaliśmy do pobliskiego Zoo, które było zamknięte. Następnie kolacja w "restauracji" a na koniec przejażdżka bez celu po okolicach... Gdy wróciliśmy było już po 18:00 więc położyłam Ksji spać a Starszak odbył sesje zdjęciową z Tatuniem:





Pirat porwał moją Księżniczkę!!!
Zapowiedział że jutro porwie mi jeszcze Młodszą Córunie ;P
Muszę ją gdzieś ukryć!!! Może ją przebiorę i jej nie znajdzie, hihihi.....


piątek, 8 lutego 2013

Niedzielna podróż do tropików

W sobotę dostałam wypłatę :D Niestety dość późno i nic z nią nie mogłam zrobić.. Także moja propozycja wypadu na "chińczyka" skończyła się przemową Ukochanego, który właśnie zjadł "kolację"...

W niedzielę wreszcie zrobiliśmy sobie taki rodzinny wypad do "Palmarnii". Miejsce które Grek chciał zobaczyć już od bardzo dawna...


Co może być zachwycającego dla kogoś kto w ciepłych klimatach mieszkał? Chyba tylko te wspomnienia które pojawiały się gdy patrzyłam na jedną czy drugą palmę ;)


Na początek weszliśmy do MOJEJ strefy klimatycznej:




Następnie podziwialiśmy kwiaty:





Później musieliśmy przejść się przez teren otwarty palmarni. Tam zobaczyliśmy "trawę":


W kolejnej cieplarni znaleźliśmy pomarańcze.... Ksji się zachwyciła, ale cóż ona pamięta z Grecji? Kappa z Tatą mają zdjęcie przy takim drzewie z wakacji na Tassos :)


Najlepsze było gdy Kappa została z Grekiem na dużym placu zabaw a Jazz uciekła z Ksji do kolejnego zamkniętego miejsca. Nie było tam aż tak ciepło ale... cieplej niż na dworze! Przychodzi Starszak do środka i woła: "Mamo chodź idziemy, bo tu zimno". Byliśmy bowiem w klimacie subpolarnym:

 Naprawdę na zewnątrz było o wiele zimniej niż na południu Ameryki Południowej

Wreszcie znaleźliśmy się w cieplarniach tropikalnych, w których Dziewczynki się rozbierały z powodów "upałów":








Na koniec zdjęcie kuli ziemskiej, specjalnie czekałam aby się przekręciła i ukazała Europę z Grecją :)

Po zwiedzeniu wszystkiego poszliśmy na kawę i ciasto do kawiarni przy której był zaparkowany nasz "złociutki". Potem do domu, do łóżek i koniec wyprawy!


Pozdrawiam serdecznie :))