Witam wszystkich Czytelników w moich skromnych progach. Cieszę się bardzo z każdych Waszych odwiedzin, tym bardziej gdy pozostawiacie swój ślad w postaci komentarzy. Chciałabym Was jednak uczciwie poinformować że wszystkie posty i zdjęcia na tym blogu są moją własnością i nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie bez mojej zgody. Na podstawie art. 78, art.81 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r. Dz. U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 631, sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

Dziękuję bardzo za uwagę i pozdrawiam Wszystkich bardzo serdecznie :))

Jazz

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wspomienia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wspomienia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 kwietnia 2016

"Dżudi powiedziała.... ojej żyjecie!!!"

ojej żyjecie!!!



Siemka Pucaki! Tak se myślałam ostatnio o Was wszystkich. Nigdy nic nie piszecie (nie żeby mi to przeszkadzało- bo kto by chciał to czytać potem ŻART) a tu szok- piszecie! Ja wysyłam mejle po kolei jak leci, nie wiem czy Wasze poczty są aktualne ale i tak wysyłam i co...... jak Was zaszantażowałam, że przestanę pisać- to wszyscy odpisaliście- NIESAMOWITE. A teraz- noo proszę, każdy coś skrobnie!
I tu mam pomysł, napiszcie co u Was słychać (tylko nie przesadzajcie...........................................i niech to nie będzie w 3 zdaniach). Praca domowa: minimum na stronę. Żeby nie nadwyrężyć pani Ilonie oczu to: Aneta Beju piszę do 21.08, Piernik do 25.08, Dorotka do 28.08,
Kruczanki do 30.08, Ania z domu Zawadzkich do 2.09-ślub pomiń bo widziałam, wesele opisz, Bursiany- Ty wcale nie pisz, bo mogę potem tego nie przeżyć :) żart do 5.09, Chomik do 8.09, Jazz- Ty też nie pisz tylko zadzwoń na skajpa i nic nie musisz mówić....wystarczy jak będę patrzyć na Twoją córeczkę- bo strasznie tęsknię za Tą panieneczką. Madziula- też nie pisz, wsiądź w samochód z moją córą i przyjeżdżaj! Mareczek do 10.09, Żółciński J do jutra! Robert SZCZ do 15.09, Krzyś dydaktyk do 17.09, Krzywy do 20.09, Justa Dąbeczek do 23.09. Gosia- napisz też daty do spotkania bo muszę Tobie oddać kasetę...czyli do 25.09. Jeśli kogoś pominęłam to pewnie znaczy, że nie chcę czytać mejla, ale Was zdziwię- chcę ale musiałam omcknąć się i nie zauważyć.
Oceny wystawię potem! Jak zauważyliście ślepaki to nie napisałam roku........ale tylko dlatego, żeby nie myśleć potem, że ktoś mnie olał, to będę się pocieszać "w przyszłym roku na pewno odpiszą" i tak co roku aż zacznę chodzić do terapeuty a on będzie mnie pocieszać słowami "ale roku nie napisałaś...na pewno jeszcze napiszą", potem zamkną mnie u czubków itd
:) na litość Was wezmę :)
to ja czekam........
Buziaki w pysiaki (zęby myłam)!!! Pa pa



19.08.2009

Przypis 23. kwietnia 2016 
Ilo przypomnij! Dzwoniłam czy nie?
Hahahahaha
Jazz


niedziela, 17 kwietnia 2016

"Dżudi powiedziała.... Biedne twarzyczki!"

Biedne twarzyczki!


Elo elo Kochani! Ale jazda mi się przydarzyła na mazurach- szok na maxa że hej! Pojechaliśmy se do znajomych na mazury.......do Justy- to ta osóbka co na moim 2 ślubie złapała welon. Czas upływał mile, czytaliśmy Pana Tadeusza...dokładniej rozgryzaliśmy postać Soplicy :) (dla niekumatych piliśmy soplice), gadaliśmy, żartowaliśmy (ja nie bo jestem za poważna) itd. Potem nic fajnego- Justa, Marcin i Ja wiemy- i niech tak zostanie! ale teraz najlepsze! Była se tam i taka menda zwana Anią! Popaprana wsiadła do samochodu i chciała gdzieś jechać- pijana w 3 pupy. Szok! Sławek zaczął ręką blokować tłumik, zaraz Marcin przyniósł szmatę, którą wsadzili do tłumika. A ta psychiczna zamknęła drzwi i faka wszystkim pokazuje! Wystraszyłam się i poleciałam do namiotu obudzić Kruszynę, który spał w namiocie (logiczne skoro obudzić to pewnie spał) a namiot za samochodem w którym siedział Typiara! Przemek pijany poburkał i już nie wiedziałam czy wyjdzie czy nie to se myślę....dżudo znam....jestem kobiecą głową rodziny, trzeba cosik zrobić. Pewnie myślicie, że złapałam Kruszynę, podniosłam i z namiotu wyniosłam- to Was zaskoczę, bo NIE. Pobiegłam do samochodu i ciągnę za klamkę od Porąbanej strony- zamknięte. ..to od pasażera- zamknięte, pukam w szybę i nadwyrężam swój głos OTWÓRZ SAMOCHÓD a ta muzę dała na full i mi faka pokazała- bardzo nieładnie! to ja za klamkę tylnego wejścia- otworzyły się, weszłam do środką i wyłączyłam radio. Justa próbowała wejść za mną.....ale jej to nie wyszło, za chwilę mówi, żebym wyjęła kluczyk ze stacyjki, to ja nie wiele myśląc tak zrobiłam, jak się Typiara nie zezłościła, złapała mnie za włosy, zaczęła szarpać mnie za kudły, ja się drę żeby mnie puściła, a Justa złapał mnie z biodra i zaczęła siłą wyciągać z samochodu. Ta ciągnie mnie za pukiel włosów a Justa za biodra....czułam się jakby mi ktoś włosy żywcem wyrywał.żesz w dupę kopaną! W końcu tamta psychiczna mnie puściła a ja wysiadłam!Ale ulga! Potem przyszedł pan Mirek i chciał pomóc a ten Dziwoląg żuciła się na Pana Mirka, podrapała mu twarz, darła się, że go udusi (wtedy to rozwścieczyła mamę Justy), Wzięła baniak z wodą i zaczęła lać nim tą Typiarę a ona wstała i se poszła! Ubaw, że szok. Najgorzej miał p. Mirek- cała twarz podrapana. Mi tylko wbiła paznokcia w nos- porażka i zadrapała mi czółko! Och jej! Najlepsze jak wszyscy wstaliśmy rano a p. Mirek wziął piłę spalinową i pod jej namiotem z odpaloną czekał aż wyjdzie- śmiech że szok. Potem pojechaliśmy nad morze- a mnie czoło piekł i nosek!
PS Justa napisz mi co było jak my się zmyliśmy!? 



18.08.2009

sobota, 2 kwietnia 2016

Prima Aprolis i dzień po!

Pierwszy kwietnia zawsze kojarzy mi się z rokiem 2008 gdy Grek wrócił z pracy i powiadomiłam go że Kappa cały dzień, w brzuchu, się nie ruszała. Wtedy pojechaliśmy do szpitala....
W tym roku natomiast Kappa, jako już duża pannica, poszła do swojego nauczyciela tańca i poinformowała go że jej mama jest w ciąży i że sama ma jutro urodziny. Nauczyciel podszedł do mnie i złożył mi gratulację.... Na szczęście wytłumaczył co mu Panna K. powiedziała i spytał co z tych dwóch informacji jest prawdą, hahaha. Mieliśmy ubaw po pachy ;P

Dziś 2 kwietnia Kappa skończyła 8 lat!
Był tort:


 I malowanie twarzy:


 Byli goście:


 I choć pogoda była dość zimna, wszyscy bawili się super:


 Przyszedł Chrzestny z którym Kappa spędziła poranek na zakupach urodzinowych. Chrzestni zrobili zrzutę razem z rodziną z dalekich stron i zabrali Chrzestnice do sklepu z zabawkami... Nie zdziwi nikogo że większość prezentów miało napis "Frozen" na opakowaniu.


Po wyjściu ośmiu Mam i 24 dzieci oraz jednego Chrzestnego, przybył drugi Chrzestny. W czasie gdy Grek oblewał urodziny Córki, ona otwierała prezenty w domu krzycząc "to jest najlepszy prezent". Po otwarciu wszystkich darów okazało się że najlepszy jest kolorowanka w formacie A3 ze wszystkimi potrzebnymi przyrządami do rysowania. Ofkors "Frozen"


Kappa twierdzi że to były jej najlepsze urodziny i to jest najważniejsze i choć padam na twarz to się cieszy moje serce :)

Kappa nasze Słońce!
Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin,
Spełnienia marzeń i wytrwałości w dążeniu do celu,
Nigdy się nie poddawaj.
Jesteś dzielną Dziewczynką i bardzo inteligentną, 
masz w sobie więcej siły niż się w Tobie dzisiaj zdaje.
Zawsze będziesz naszą Kochaną Frukaśką.
KOCHAMY CIĘ BARDZO
Mama, Tata, Ksji

sobota, 26 marca 2016

"Dżudi powiedziała.... ach kobiety!!!!!!!!!!"

WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO SIOSTRA


ach kobiety!!!!!!!!!!


Witajcie Najmilsi! Tak krótko.....o ile ja tak potrafię.....ale chyba krótko bo piszę lewą ręką bo w prawej jerszcze gips zalega.......Najpiękniejszy gips na świecie. Dobra wracamy do tematu!
Siedzę se przed komputerem u mamy (gdyż czekam na mojego ślubnego-Kruszynę- jeśli ktoś myśli, że zmieniłam). Do pokoju wchodzi mój wujek Irek i z tekstem "ALE MASZ ŁADNĄ...." i w tym momencie ja zaczęłam poprawiać włosy i uśmiechnęłam się do niego mówiąc "A DZIĘKUJĘ...."i tu mina mi pobladła bo wujek powiedział "ale masz ładną RĘKĘ" (że ten gips) a ja myślałam, że chodzi mu o fryzurę, którą przed chwilą zrobiła mi mama. Wszyscy buchneli śmiechem! No cóż...życie! Ale trzeba przyznać, że gips piękny....wyślę Wam fotki to sami ocenicie!!!
A teraz przestroga....Starszych trzeba słuchać do końca a dopiero potem reakcja. I druga- jeśli czegoś nie zrozumiecie (tak jak ja kiedyś kawału o blondynce "blondynka postanowiła wyprodukować więcej lodów niż algida") śmiało spytajcie o co chodzi, niech wytłumaczą (co może być gorszego od nie zrozumienia).  Teraz dorosłam i kawał skumałam...czyż to nie cudowne, ale powiem, że kawał głuuuupi, że szok.
Pozdrowionka

PS Marto- przepraszam ale i tak jesteś cudowna, dziękuję i nie gniewaj się! żywe zielone STOP! Listek







07.08.2009

sobota, 5 marca 2016

"Dżudi powiedziała.... nawet w tragedji jest coś śmiesznego!"

nawet w tragedji jest coś śmiesznego!


Elo Najmilsi :)! Lubię do Was pisać moje pamiętniki, więc krótko to co mi się przydarzyło niedawno! Jechałam z moją koleżanką do pracy (z Anią-mamuśką), zjechałyśmy z mostu świętokrzyskiego i miałyśmy wypadek na skrzyżowaniu ul.Zajęczej i ul. Wybrzeże Kościuszkowskie! Mam tylko złamaną rękę! Najpierw ta część mniej przyjemna....wjeżdżamy na skrzyżowanie z prędkością ok 100km/h i patrzymy a przed nami samochód z metr od nas....Ania po cheblach....ale i tak wiedziałyśmy, że walniemy.......pamiętam trzask i tyle a potem jak stałam w szoku przed samochodem i patrzyłam na skasowaną maskę Ani samochodu i na Anię, która nie mogła otworzyć drzwi. Nic się nam nie stało, Ania nie miała zpiętych pasów ale naszcęście odpaliła się jej poduszka powietrzna, ja pasy zapinam zawsze...inaczej nie wiem jak by to się skończyło! Tamten samochód... ma skasowany bok, baba z tylniego siedzenia wylądowała na przedniej szybie ale jej nie wybiła, dwie baby z przodu całe i zdrowe. Pogotowie przyjechało po 20min a policja po niecałej godzinie! Wiecie co było najgorsze...zobaczyłam tą babę zakrwawioną i zaczęłam iść w jej kierunku aby pomóc i opatrzeć rany....ale jak się do niej zbliżałam, ogarnęł mnie taka wściekłość, że się zawróciłam, kucnęłam i zaczełam płakać. Naszczęście byli przy niej ludzie. Nie chciałam, żeby się wykrwawiła ale byłam taka zła na ten samochód- dziwne i głupie! Pamiętam, że jak stałam przed samochodem, to się zastanawiałam czy żyję i jak to sprawdzić czy jestem na ziemi...byłam tak przerażona! ZAPINAJCIE PASY ZAWSZE! baba wyjechała nam z podporządkowanej i na miejscu dostała 500zł mandatu i 6pun. karnych!
Miało być krótko....to teraz coś śmiechowego. Jak wracałam od lekarza z gipsem na prawym ręku, buchnęłam takim śmiechem w autobusie jak zaczęłam myśleć o takich drobnych szczegułach. Moja Ania jak wyszła z tego samochodu..patrze na nią a ona idzie w moją stronę a w ręku ma.....całe radio wymontowane z samochodu....niesamowity widok :) potem zadzwoniłam wieczorem do niej i jej to przypomniałam, a ona na to, że to peze mnie bo (podobno-ja nic nie pamiętam) w samochodzie powiedziałam "przeciesz miałyśmy zielone.....a jak on wybuchnie? Ania uciekajmy" i wysiadłam- dacie wiarę, a ona zaczęła ratować radio! Ona jest niesamowita. Potem krzyczała na tych biednych ludzi. śmieszne.
podsumowując oby dwa samochody do niczego. Ani skoda fabia i tamtej kobiety- coś tam Rover-zielony. Ja miałam tylko zdarty naskurek na paluszku i leciała mi krew.....panowie z pogotowia nawet plasterka mi nie zalkleili- szkoda! a ręka bolała niesamowicie....okazało się, że mam złamany nadgarstek- kość łudeczkowatą i 3 tyg gipsu.....prawa ręka- zapraszam chętnych na wakache- ktoś musi mi pomóc jak Przemek w pracy, nawet chleba nie mogę ukroić, naszczęście naród polski idzie z postępem i ...wiecie, że mamy chleby krojone fabrycznie...niesamowite! Pewnie wymyślił to facet co miał rękę w gipsie!
Pozdrawiam! buziaki w pysiaki! pa



31.07.2009


środa, 2 marca 2016

Było, mineło - Wycieczka pierwszomajowa

Pierwszego Maja w całej Grecji zbierają się rodziny na wspólnym grilowaniu i ucztowaniu! Ponieważ nasza Rodzina jest jeszcze trochę mała to wybraliśmy się gdzieś z dala od Wsi. Tym razem pojechaliśmy do Άνω Πορόια - Ano Poroia. Jest to górskie miasteczko z pięknymi widokami.







By nie wracać tą samą trasą zajechaliśmy nad jezioro Kerkini na lody i spacer.







A ja i Kappa pojechaliśmy na wycieczkę konną. Grek został przy aucie bo Ksji zasnęła :)

Pierwszy raz jechałam konno, było super! Tylko Kappa się trochę uskarżała. Następnym razem pojedziemy jak będzie większa i będzie mogła sama dosiąść konia.

W tym roku Wielkanoc przypada nam na Pierwszego Maja.... URWALI NAM ŚWIĘTO!!!! hahahaha

Do przeczytania
Jazz


poniedziałek, 29 lutego 2016

Krajobraz na jeziorze

Jezioro Kerkini - Λίμνη Κερκίνη jest oddalone od Wsi o jakieś 35 kilometrów, w związku z tym jest idealnym miejscem na nasze wypady w świat :)
 Kerkini jest to sztuczne jezioro utworzone w 1932 roku wraz z utworzeniem tamy rzeki Struma. Kerkini jest chronione przez Konwencję Ramsar i obszar europejskiej sieci "Natura 2000". W Kerkini spotkać można wiele gatunków ssaków, takich jak szakal, wilk, dziki kot, wydry, norki, sarny, zające, dziki itp. Istnieje tutaj również 10 gatunków płazów i około 20 gatunków gadów. Poza tym jezioro jest bogate w 30 gatunków ryb, głównie węgorzy. Odnotowuje się tutaj około 300 gatunków ptaków, w tym wiele rzadkich ptaków drapieżnych takich jak orzeł, sokół wędrowny. Na terenie wokół jeziora znajduje się największa populacja bawołów w Grecji, szacuje się że ponad 500. Kerkini słynne jest ze swoich wyrobów z bawolego mleka np. lodów, sera, jogurtu itp.
Tym razem nie poprzestaliśmy na przepysznych lodach i spacerze. Tym razem wybraliśmy się na wycieczkę po jeziorze by zobaczyć....





WODNY LAS
Las ten został częściowo zatopiony podczas tworzenia jeziora. Drzewa które przystosowały się są teraz siedliskiem dla sporej populacji pelikanów i kormoranów, które tutaj nie są zagrożonych wyginięciem.












Parę kilometrów i jak miło można spędzić czas, zapominając o wszystkich troskach, delektując się chwilą :)

Pozdrawiam i życzę Wszystkim takiego miejsca na ziemi
Jazz


niedziela, 21 lutego 2016

"Dżudi powiedziała.... No tak...to tylko ja tak mogłam!"

No tak...to tylko ja tak mogłam!


Elo elo Wielkoludy! Słuchajcie co mi się przytrafiło w Niemczech (bo sobie wyjechałam z moją przyjaciółką i z dzieciakami z klas 5 i 6 szkół podstawowych....my byłyśmy opiekunami...jakby ktoś myślał, że z kolegami i koleżankami a my cofnęłyśmy się w rozwoju :)) Jednego dnia zabraliśmy ich na kajaki, ja siedziałam w kajaku z Benem (to jeden z organizatorów całego obozu...ma 45 lat). Pływało się super...ja wiosłowałam a on studiował mapę tych spływów- teraz mam takie muskuły, że szok. Jedne z podopiecznych się zaplątały w krzakach, więc ja z Benem popłyneliśmy im pomóc. Wyciągneliśmy ich z chaszczy i pchneliśmy aby odpłynęły...ja odwróciłam się do Bena bo coś tam do mnie bełkotał i chciałam zacząć wiosłować ale .....nagle czuję opór a wiosło stoi w miejscu...odwracam się a moje wiosło jest w kajaku tych dziewczynek....na twarzy Martusi...dacie wiarę, walnęłam dziecko wiosłem w twarz...jak to zrobiłam to nie wiem, ale powiedziała, że nie bolało! Myślałam, ze gorzej już nie będzie i co.....? KATASTROFA!!! Poszliśmy po kajakach do restauracji na obiad. Dzieciaki zajeli stoliki a ja z Beno z Martą (moją przyjaciółką-ta co była moją świadkową na ślubie cywilnym) i Uwe (kolejny organizator) usiedliśmy przy innym stole, tak, że siedziałam tyłem do podopiecznych. Zaczeliśmy gadać a kelnerka roznosiła obiad dla naszej grupy. Ja tak gestykulowałam jak mówiłam, że nie zauważyłam kelnerki, która szła za moimi plecami...nagle jak nie machnęłam ręką, walnęłam w ręce tej kelnerki a ona wywaliła dwa talerze z obiadami...talerze się stłukły, a ona wściekła na mnie....pomogłam jej sprzątnąć i ona poszła! Za parę minut znowu idzie z obiadem a Uwe z Benem złapali mnie za ręce i mówią, że może przejść bezpiecznie...ona zaczęła się śmiać i rozdała dalej obiady! Potem zaczeli mnie nazywać Miss Latającego Sznycla. I już do końca wyjazdu się śmieli z tej sytuacji. Wróciliśmy do szkoły w której mieszkaliśmy i oni opowiadali tę sytuację Steffi, która szykowała kolację dla nas a Chłopaki do mnie "Ilona to obiad na jutro, chcesz nim od razu porzucać czy zaczekasz do jutra?" i tak do końca, mieliśmy taką polewę ale nigdy nie zapomnę miny tej kelnerki...taka wściekła!
Porażka ale długo będą mnie pamiętać! Było super i szkoda, że tylko 10 dni!
Pozdrawiam



10.07.2009


piątek, 12 lutego 2016

"Dżudi powiedziała... Pasztet juz po podwórku nie biega"

Pasztet juz po podwórku nie biega


Elo elo Kochani. Tak ja obiecałam w kwietniu lub najpóźniej w maju....kto by spamiętał? chciałam Was ostrzec, że mój pasztet już nie biega pa podwórku (królik) teraz się studzi w zamrażalniku i czeka na przetworzenie...będzie pasztet! Więc jak już go zrobię to macie tydzień na przyjaz aby spróbować, potem sama z mężem go skonsumuję. A teraz historia....umówiłam się w PZU z jakimś panem, bo prosił mnie o pomoc, a że ja lubię pomagać obcym...a przy okazji chciałam mu coś sprzedać z produktów PZU (skoro się oboje fatygowaliśmy)....i pan punktualnie przyjechał- to dopiero szok- takiego klienta nie miałam od czasów 2 lat. Na początek..wywiad dogłębny (to jeszcze nawyk z ratownictwa), wiem o tym panu prawie wszystko, a przynajmiej to co mi potrzebne! Dobra to pisząc sens Umówiliśmy się i poprosiłam moją koleżankę aby mi pomogła-Anię-moją mamuśkę :) i poszłyśmy na "wywiad". .............................................................to pominę bo nudnę ale okazało się, że pan ma tttyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyle kasy, że szok. Więc co zrobiła pani Bereda po spotkaniu z panem? Mówię do mamuśki "ciekawe jakim samochodem przyjechał?" a Ania "leć zobacz" i pobiegłam......samochód uuuuuuu niezły....dla kobiet- Srebrny i duży, a dla mężczyzn Mercedes SSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSS najnowszy, cacko, że szok. Wracam na górę a tam Ania z dyrektorem stoi, podchodzę do nich a Ania "znalazłaś?", a dyrektor "a co pani szukała", to ja "chciałam zobaczyć jakim samochodem przyjechał", a dyrektor " i jakim, bo może nas oszukuję?". a ja "nie oszukuję, takim wyrąbanym mercedesem". oni w śmiech a ja dalej przeżywam jaki ładny i duży...w sumie to długi. Tak właśnie pracuje się w PZU.
dobra kończę bo nie mam nastroju, bo dowiedziałam się kilku niemiłych spraw....pamiętajcie z rodziną to tylko dobrze na zdjęciu się wychodzi...a z moją tak jest! PS tu do nich apel tzn do rodzinki...nie kazałam jej oddać tych 50zł i zapraszam na święta swoich teściów (nigdy nie było tak, że my na górze a oni na dole jedli, zawsze oni do nas szli albo my do nich. a do siemian pojechaliśmy po śniadaniu właśnie z Teśćmi)...................................................................................................................................................



20.06.2009






poniedziałek, 8 lutego 2016

"Dżudi powiedziała.... I to też kiedyś musiało się przydarzyć...."

I to też kiedyś musiało się przydarzyć....


elo  łobuziaki! Kolejna historia.....nie z tej ziemi. Początek skrócę: pędziłam z PZU do starej miłosny do Mc Donalda, bo tam się umówiłam z siostrą i jej mężem, bo Rafał miał mi zrobić elektrykę w domu! Koniec! Jesteśmy przy jartonie (centrum budowlane u nas w wilidż), wysiadamy i idziemy do sklepu po puszki i koneksy- coś takiego! zapłaciłam i chwilę pogadałam z koleżanką i pobiegłam za szwagrem i Ziutą.....pewnie myślicie, że odjechali bo za długo gadałam....a właśnie nie. Stoją przy samochodzie i się kłucą...podchodzę a Rafał; "nigdzie nie jedziemy, Ziuta zatrzasnęła kluczyki w samochodzie"....to da się tak? da!.. Poleciałam po śrubokręt do jartonu ale kiepscy z nas włamywacze. I dupa blada, kluczyki pięknie wiszą w stacyjce do odpalenia a my nie możemy ich dotknąć! Dzwonie do taty (który był u mnie w wiązowne)j aby podjechał do jartonu i dał nam samochód...po co...aby jechać na Mokotów po drógi komplet kluczy! Tato dobry człowiek (ja mam to po nim) przyjechał, dał Rafałowi samochód (tego nie odziedziczyłam....facetów i samochodów się nie pożycza), odwieźliśmy go do mnie (bo mi dom remontuje tzn pokój i korytarz) i pojechaliśmy! tu wtrące, że ochroniaż z jartonu pilnował nam samochodu a my mieliśmy mu za to kupić czekoladę....i tu kolejna opowieść...Jesteśmy na Mokotowie i ja mówię do nich "to wy idźcie po kluczę a ja idę po flaszkę i czekoladę" (flaszka po to bo Rafał za robociznę ją chciał). Poszłam....pobłądziłam bo nie pamiętałam gdzie jest ten monopolowy, po 10 min znalazłam, kupiłam (aaaa tu was zaskoczę- dowodu nie chcieli) i dzwoni Ziuta "noo gdzie jesteś my już od 5 min czekamy". Powrót zają mi kolejne 10 min. Doszłam do samochodu a oni patrzą w tył, zapukałam w szybę aby samochód z tyłu otwożyli, a rafał " gdzie ty byłaś?", ja" w monopolowym",a Rafał załamany mówi "widzisz ten budynek biały ty z 10m za tobą.......to sklep z alkoholami i spożywczy". Noo a skąd ja biedna mogłam wiedzieć, że sklep mają obok bloku?
Pewnie zastanawiacie się a gdzie był wtedy Kruszyna? w pracy do północy. Ale jak mu opowiedzieliśmy tę historię to nie uwieżył i myślał, że se jaja robimy! i tu zaapeluję do męża: Mężu- tak było....zaufaj wkońcu swojej żonie, czasem zdaży mi się nie żartować!
Elektryka zrobiona, flacha wypita, samochód jeździpapapa



30.05.2009

środa, 3 lutego 2016

Było mineło - Szkolny teatr

Pierwsza klasa, na zakończenie roku szkolnego, wystawiła sztukę pod tytułem: "Telewizorek"

Kappa w przedstawieniu grała słońce


Opowieść była o Dzieciach, które każdą wolną chwilę spędzają przed telewizorem. Nie chcą niczego innego robić jak oglądać to co im pokazuje Telewizorek.

 Gdy inne Dzieci razem ze Słońcem proszą je aby wyszły na dwór i pobawiły się z nimi, one odmawiają tłumacząc się że Telewizorek obiecał im ciekawe programy i nie idą.

 Dzieci sprzed Telewizorka były proszone trzykrotnie by wyszły trochę na świeże powietrze ale za każdym razem ich odpowiedź brzmiała "nie". Rodzice, Dzieci (te mądre ;P) i Słońce ustalają że Telewizorek musi zostać wyłączony bo Dzieci które go ciągle oglądają wyglądają na chore. Obiecują mu za to że będą go czasem oglądać, na czym zależało Tacie :)

 Telewizorek przyznaje się że zachowywał się egoistycznie chcąc zatrzymać Dzieci tylko dla siebie i wszyscy zaczynają się razem bawić na podwórku.

Ksji w tym czasie uśmiechała się do swojej ówczesnej miłości z przedszkola, do Ko. To jednak bardzo obszerny temat więc napiszę o tym innym razem ;)

Jazz