Witam wszystkich Czytelników w moich skromnych progach. Cieszę się bardzo z każdych Waszych odwiedzin, tym bardziej gdy pozostawiacie swój ślad w postaci komentarzy. Chciałabym Was jednak uczciwie poinformować że wszystkie posty i zdjęcia na tym blogu są moją własnością i nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie bez mojej zgody. Na podstawie art. 78, art.81 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r. Dz. U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 631, sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

Dziękuję bardzo za uwagę i pozdrawiam Wszystkich bardzo serdecznie :))

Jazz

niedziela, 21 lutego 2016

"Dżudi powiedziała.... No tak...to tylko ja tak mogłam!"

No tak...to tylko ja tak mogłam!


Elo elo Wielkoludy! Słuchajcie co mi się przytrafiło w Niemczech (bo sobie wyjechałam z moją przyjaciółką i z dzieciakami z klas 5 i 6 szkół podstawowych....my byłyśmy opiekunami...jakby ktoś myślał, że z kolegami i koleżankami a my cofnęłyśmy się w rozwoju :)) Jednego dnia zabraliśmy ich na kajaki, ja siedziałam w kajaku z Benem (to jeden z organizatorów całego obozu...ma 45 lat). Pływało się super...ja wiosłowałam a on studiował mapę tych spływów- teraz mam takie muskuły, że szok. Jedne z podopiecznych się zaplątały w krzakach, więc ja z Benem popłyneliśmy im pomóc. Wyciągneliśmy ich z chaszczy i pchneliśmy aby odpłynęły...ja odwróciłam się do Bena bo coś tam do mnie bełkotał i chciałam zacząć wiosłować ale .....nagle czuję opór a wiosło stoi w miejscu...odwracam się a moje wiosło jest w kajaku tych dziewczynek....na twarzy Martusi...dacie wiarę, walnęłam dziecko wiosłem w twarz...jak to zrobiłam to nie wiem, ale powiedziała, że nie bolało! Myślałam, ze gorzej już nie będzie i co.....? KATASTROFA!!! Poszliśmy po kajakach do restauracji na obiad. Dzieciaki zajeli stoliki a ja z Beno z Martą (moją przyjaciółką-ta co była moją świadkową na ślubie cywilnym) i Uwe (kolejny organizator) usiedliśmy przy innym stole, tak, że siedziałam tyłem do podopiecznych. Zaczeliśmy gadać a kelnerka roznosiła obiad dla naszej grupy. Ja tak gestykulowałam jak mówiłam, że nie zauważyłam kelnerki, która szła za moimi plecami...nagle jak nie machnęłam ręką, walnęłam w ręce tej kelnerki a ona wywaliła dwa talerze z obiadami...talerze się stłukły, a ona wściekła na mnie....pomogłam jej sprzątnąć i ona poszła! Za parę minut znowu idzie z obiadem a Uwe z Benem złapali mnie za ręce i mówią, że może przejść bezpiecznie...ona zaczęła się śmiać i rozdała dalej obiady! Potem zaczeli mnie nazywać Miss Latającego Sznycla. I już do końca wyjazdu się śmieli z tej sytuacji. Wróciliśmy do szkoły w której mieszkaliśmy i oni opowiadali tę sytuację Steffi, która szykowała kolację dla nas a Chłopaki do mnie "Ilona to obiad na jutro, chcesz nim od razu porzucać czy zaczekasz do jutra?" i tak do końca, mieliśmy taką polewę ale nigdy nie zapomnę miny tej kelnerki...taka wściekła!
Porażka ale długo będą mnie pamiętać! Było super i szkoda, że tylko 10 dni!
Pozdrawiam



10.07.2009


2 komentarze:

  1. ojj pamiętam :) to było zabawne a mi było tak głupio.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To rzeczywiście tylko Tobie mogło się przytrafić, hahaha

      Usuń

Dziękuje za komentarze! Ευχαριστώ!!!!