Witam wszystkich Czytelników w moich skromnych progach. Cieszę się bardzo z każdych Waszych odwiedzin, tym bardziej gdy pozostawiacie swój ślad w postaci komentarzy. Chciałabym Was jednak uczciwie poinformować że wszystkie posty i zdjęcia na tym blogu są moją własnością i nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie bez mojej zgody. Na podstawie art. 78, art.81 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r. Dz. U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 631, sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

Dziękuję bardzo za uwagę i pozdrawiam Wszystkich bardzo serdecznie :))

Jazz

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mąż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mąż. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 13 lutego 2017

Naturalne zdrowie

Ludzie, Ludziska!!! Jakiego ja mam męczącego Męża!!! Hahaha Wymyślił sobie otworzenie "apteki" czyli naturalnych produktów dla zdrowotności:



Zrobiliśmy olejek z dziurawca zwyczajnego na wszelkiego rodzaju bóle mięśni. Wspaniała rzecz! Grekowi pomaga już w trakcie smarowania bolącego miejsca a mi po 10 minutach. Czas działania jest więc sprzeczny faktem jest że pomaga i każdy kto próbował wraca po więcej. Próbuję sobie przypomnieć czy nastąpiły jakieś nawroty bólu w danym miejscu ale nie pamiętam nic podobnego. Ważne jest by wsmarowywać ten olejek wieczorami ponieważ dziurawiec zwyczajny przyciąga promienie słoneczne i używanie go w słoneczne dni może skończyć się poparzeniem skóry

Pomadka z wosku pszczelego z dodatkiem wanilii. Cudnie nawilża usta i pozastawia przyjemną warstwę dzięki której usta nie wysychają szybko.

Różnego rodzaju nalewki (tynktura). W repertuarze mamy nalewkę z:
-ostropestu plamistego (na zdjęciu)
      oczyszcza wątrobę z toksyn i pobudza jej regenerację.
-propolisu (kitu pszczelego)
    stosujemy na kaszel, obniżoną odporność, grzybicę, odleżyny, oparzenia. Ponadto radzi sobie z bólem zęba i paradontozą. Skuteczny w przemywaniu ran, czyli świetny antybakteriatyk.
-pokrzywy    
     posiada działanie moczopędne , poprawia pracę wątroby oraz trzustki, redukuję nadmierną potliwość a także stymuluję produkcję hemoglobiny. Z dodatkiem miodu świetnie radzi sobie z infekcją gardła.
-rumianku
     stosowana jest na bezsenność i nerwy. Działa także przeciwgorączkowo i przeciwzapalnie. Można używać jej do przeczyszczania ran.
-czarnego bzu,
     który stosowany jest do leczenia przeziębienia. Łagodzi uczucie zatkanego nosa, powoduje spadek gorączki i łagodzi ból głowy, ból gardła oraz kaszel. Ma właściwości przeczyszczające i moczopędne, które pomagają w usuwaniu toksyn z organizmu.

Balsamy z wosku pszczelego z dodatkiem różnych oliw ziołowych. Każdy balsam jest świetny, np.:
Propolis
     opryszczka
     grzyby

     stłuczenia, siniaki, oparzenia, stany zapalne, wrzody, obrzęki
Rumianek (na zdjęciu)
     ukąszenia owadów
     rany
     podrażnienie wrażliwych obszarów

Ostropest plamisty
     rany
     bóle reumatyczne i bóle stawów
    stłuczenia, siniaki, oparzenia, stany zapalne, wrzody, obrzęki

Czarny bez
    oparzenia słoneczne  
    opryszczka
    stłuczenia, obrzęki, podrażnienia skóry i owrzodzenia.
Anyż
    przeciw ukąszenia komarów

Zrobiłam dwa koszyczki dla zestawów "naturalne zdrowie". Każdy zestaw można samemu stworzyć z produktów które mamy w repertuarze


Nasze produkty zamknięte są w szafce....

......by czasem wystawić je na targu podczas święta Wioski

Tak mnie właśnie męczy mnie Mąż. Teraz idzie wiosna więc pójdziemy w góry i będziemy zbierać zioła by stworzyć kolejne, świeże mikstury "dla zdrowotności".

Pozdrawia Was zapracowana Jazz ;P




niedziela, 12 czerwca 2016

Czas przyśpieszył!!!

Od Wielkanocy czas biegnie jak szalony! Dziewczynki powróciły do szkoły tydzień po świętach więc miałyśmy dużo zabawy w domu przez ten czas. Zaraz potem dwa przedstawienia, dwie wycieczki, nieustanne próby taneczne. Od jutra zaczynamy trzydniowy maraton, czyli imprezy z okazji końca roku szkolnego, nie zapominając o porannych "lekcjach" bo wiadomo że przez te dwa dni nic się nie nauczą. Trzeciego dnia rozdanie świadectw i KONIEC!!!

Teraz opowiem Wam o nowej "chorobie" Greka, postanowił zbierać zioła na różne kremy i oliwki i do potraw. W związku z tym poszliśmy na spacer po naszych górach. Grek zbierał zioła a ja fotografowałam.

To był maj więc mogliśmy jeszcze wejść w głąb pól, gdyż węży jeszcze nie było ;P


Grecki orzeł z naszych gór


Widoki z jednego ze szczytów


 
Nasze góry przypominają raczej bieszczadzkie pagórki


Z dzikiej róży zrobiliśmy oliwkę i krem z woskiem pszczelim


Nasz spacer byłby dłuższy gdybyśmy od początku szli nóżkami ale my lenie są więc podjeżdżamy samochodem a potem spacerek....


Odnalazłam sfinksa, ten układ tak mi się kojarzy


A to my, hahaha


A to coś, czego nie znamy, ma zapach silnej mięty


Zebraliśmy także trochę fikuśnych gałęzi na ogrodzenie mojego zielnika


Kocham fotografować naturę


 Pozdrawiam i lecę sprzątać bo w środę teściowa przyjeżdża....
Jazz

Ps. Efekty naszych zbiorów pokarzę jak im zrobię zdjecia

Buźka

niedziela, 14 lutego 2016

Kochany Walenty

Dziś Walentynki i są takie jak zwykle....
 Wstałam, podałam śniadanie Dzieciom, pozmywałam, zrobiłam muffinki marchewkowe i posprzątałam.
Taki dzień jak co dzień.....
A nie przepraszam! Pojechaliśmy na obiad do Cioci więc nie gotowałam, hehehe.



To nie zmienia faktu że bardzo KOCHAM MOJEGO GREKA bo nie ważne jakie są te nasze dni, ważne że przez nie wszystkie przechodzimy razem. Nie zamieniłabym tego Mężczyznę na żadnego innego! Nie jest idealny, czasem mnie rani, ale właśnie w takim "Draniu" się zakochałam!!!! Dlatego od dwóch tygodni przygotowywaliśmy z Dziewczynkami prezent dla naszego jedynego faceta w domu:


Ksji, Jazz i Kappa
 A Wam jak minął ten wyjątkowy dzień? Może jakieś kwiatki?
Życzę Wam Walentynek każdego dnia

Pozdrawiam

Jazz




poniedziałek, 18 listopada 2013

Nudy na pudy

Czyli nudny post ;P

Przez ostanie kilka miesięcy Mąż mój Ukochany nie pracował. Siedział w domu i wymyślał jak to tylko On potrafi. A to eBay trzeba rozpracować i zacząć sprzedawać te moje "wypociny", które zalegają w domu... A to powinnam, w związku z tym, stworzyć nowe rzeczy... A to Dzieci chore i się nimi nie zajmuję... A to urodziny wyprawiam w sobotę kiedy Córka ma basen.... A to w ogóle nie zajmuję się domem.... A to żebym się tym domem nie zajmowała... A to żebym wyszła wreszcie z domu... A to żeby to i żeby tamto....
Po takiej dawce Szefunia w domu sama nie wiedziałam za co się brać i tym bardziej prawie nic nie zrobiłam. Lista spraw i sprawunków ciągnie się coraz bardziej a czasu coraz mniej :(

Najnowszym pomysłem Ślubnego są bransoletki z linki spadochronowej, zwanej paracord. Istnieje wiele rodzajów plecenia a najsłynniejszy to Cobra, która wygląda tak:



Taka linka może utrzymać ciężar do 250kg.
W takich bransoletkach survivalowych staram się korzystać z 3m nie przecinanej liny!

Przez przypadek odkryłam że białe "wkładki" w lince są odblaskowe.

Tak się prezentuje moja bransoletka

Mąż nosi swoją bransoletkę i już "sprzedał" dwie znajomym oraz przyniósł zamówienia na kolejne :D Nie długo pół miasta będzie w takich chodzić, hehehe.

Z dwóch lin, ponad, półtora metrowych zrobiłam natomiast model "Stonogi"


Po ściągnięciu metalowego zapięcia wystarczy pociągnąć za sznurek i już się rozwiązuje. Szybko i sprawnie. Na survivalowe wyprawy o wiele wygodniejsze. Szkoda tylko, że w tym przypadku należy nauczyć się także węzłów by uzyskać te 3m nie zbędnej liny...

By nie marnować więcej paracord'u kupiłam sznurek i produkuje bransoletki dla Dzieci, ćwicząc nowe style.
Tutaj mamy prezent dla Kappy, "Solomons Heart":




No ja wiem, wiem, tych serc to tutaj nie bardzo widać ale to naprawdę zależy od użytego materiału....

Dla Kuzynki Dziewcząt powstała bransoletka w stylu "Języka smoka":

Ta nawet mi wyszła ładnie :DD

Kappa z nudów dopadła mój telefon i zrobiła mi zdjęcie podczas pracy:




Takie właśnie u mnie nudy panują....
A co u Was ciekawego słychać?


Pozdrawiam
Jazz

piątek, 5 kwietnia 2013

Tak na szybko

Pochwalę się jeszcze świąteczną kartką od T-reni:

Wielkie Dzięki!!!! Jest piękna :D

Pokażę Wam także moje łoże małżeńskie:

Fajne co????
Cały pokój stał pusty więc rozłożyliśmy namiot "2second" i teraz tam śpimy :D Nawet ogrzewania nie trzeba włączać (a pokój jest najzimniejszy ze wszystkich) gdyż po zasunięciu pierwszej części namiotu automatycznie w środku robi się ciepło ;P

Tak w ogóle to moja Rodzinka jest słodka jak miód



Pozdrawiam Wszystkich zaglądających :))

piątek, 8 marca 2013

Urodzinowy tydzień

U nas nie wiele się dzieje!Ma to swoje dobre i złe strony... O złych się nie pamięta więc informuje tylko o tym co najlepsze i najsmaczniejsze ;)

W poniedziałek Grecki Kolega miał swoje urodziny (4.03.1976), we wtorek kolejny Grecki Kolega miał urodziny (5.03.1977) a w środę Grek miał urodziny (6.03.1978). Najlepsi koledzy z lat "dziecięcych" mieli fajnie ułożone urodziny ;D Dlatego w tym roku przez trzy dni mieliśmy same imprezki :))


Na nasze świętowanie zrobiłam ciasto karmelkowe. Było pyyyyszne i trzeba wierzyć na słowo niestety, bo pół blachy (którą zostawiłam by Was poczęstować) znikła w przedziwny sposób w środku nocy.... Kto, jak i w jaki sposób? Mogę tylko się domyślać ;P
Mąż wspaniałomyślnie stwierdził, w czwartek (gdy go odwoziłam do pracy bo potrzebowałam samochodu), że mogę zrobić drugie na Dzień Kobiet... Pójdę dzisiaj na zakupy i zrobię, a jak!?! Będziemy mieć na weekendu kawałek, hihihihi.

Poza tym we wtorek był Dzień Teściowej! Mąż "kazał" w jego imieniu złożyć życzenia ukochanej Teściowej :D Złożyłam, toć Teściową ma wyborową ;))
Żeby nie było tego mało mój Drugi Syn miał tego samego dnia urodziny. 11!!! Jak ten czas szybko leci... Jeszcze tylko 7 lat i pełnoletni będzie!!! A Starszy Syn potrzebuje tylko sześciu lat do osiemnastki!!!

Oto Oni, moi Chrzestniacy:

Starszy i Młodszy
Takie maleństwa z nich byli, a teraz do ramion mi sięgają (mam 180cm wzrostu). Patrzeć tylko kiedy mi Córy tak urosną... Boje się ;P

...................................................................................

Z innych nowości!
Szafki, szuflady i inne takie, zakupione w Ikei są banalnie łatwe do złożenia. Wczoraj skoczyliśmy do teściowej złożyć jej półkę z szufladami. Poszło nam szybciej niż tą małą szafeczkę do łazienki (ponad godzina pracy). Jeszcze tylko dużą szafę trzeba rozłożyć, przewieść i złożyć, komplet do holu wynieść (na szczęście obejdzie się bez rozbierania szafek na czynniki pierwsze :)) oraz szafeczki sypialniane. No i trzeba złożyć szafki kuchenne i je zawiesić. Aaaaaa! Zapomniałam o dużym stole! Następnie pozbierać kwiatki, buty, ciuchy i inne dekoracje i nareszcie koniec!!! Mamy nadzieję się wyrobić do końca tygodnia. Będzie to trudne ale w przyszłą niedzielę Ksji ma urodziny i chciałabym ogarnąć jakoś te mieszkanie....


W przyszłym tygodniu mam post od mojego smartphonu, który jest wszystkim tylko nie phonem ;P Takie jest postanowienie Męża, a jak on mówi to tak musi być!!! A niech mu będzie.
Tylko ja nie wiem jak się blogowo wyrobię? Kiedy będę czytać jak nie w łóżku, gdy oczy mi się sklejają? Dobrze że Ślubny ma wieczory to i tak muszę do 22:00 czekać by mu drzwi otworzyć :)) Jak dobrze że nie ma klucza ;P


Jeśli mowa już o poście, to polecam makaron z tuńczykiem w sosie pomidorowym z tego przepisu z kulinarnego bloga Pa_ulinki. Sycący i postny! Czyli coś co ostatnio jest u mnie normą :)) Jeszcze tylko 23 dni!
A dziś na obiad zupa z soczewicy, którą w ostatniej chwili uratowałam od przypalenia...


WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO Z OKAZJI DNIA KOBIET :)))

Udanego weekendu życzę Wszystkim i przepraszam, że nie zawsze komentuje u Was, ale.... Sami wiecie ;D

poniedziałek, 4 marca 2013

Frankfurt "co" i wyznanie miłości

Czemu "co"? Bo tak, po niemiecku, wypowiada się słowo "zoo". Które z resztą ma greckie pochodzenie i w moim języku oznacza "zwierzę".

No ale po kolei! W sobotę zostałam przeniesienie zawodowe i zostałam logistykiem. Nawet miałam dwóch pracowników! Czyli Mąż z Bratem składali meble dla Rodzicielki a ja czytałam instrukcję obrazkową i mówiłam co jak i do czego ;P W między czasie skoczyliśmy do miasta na kawę. Złożyliśmy półeczkę do łazienki, regał pod telewizor i jego otoczenie. No i na tym koniec ;) Po 7 godz. (plus przerwa) wróciłam na stanowisko Matki a Chłopcy dalej pracowali.... Złożyli duży stół i krzesła... Zajęło im to jakieś 6 godzin! Jak mi Grek później tłumaczył: "pojechaliśmy po telewizor i do tej pory szukaliśmy kanałów..." Chyba pozostawię to bez komentarza ;P

W niedzielę pojechaliśmy do Zoo, zrelaksować się. Ogród zoologiczny był otwarty od 10:00. Dokładnie wtedy wyjechaliśmy z domu. Ja na stanowisku nawigatora kierowałam Mężem, kierującym samochodem i w 20 min byliśmy na miejscu. Przy okazji odkryliśmy gdzie jest szpital dziecięcy!
Zapłaciliśmy, weszliśmy i... Większość zwierząt nie została jeszcze wypuszczona z powodu zimnego poranku ale nic to. Szczęśliwie wybraliśmy drogę przez "zimne" zwierzęta a zaraz potem zaczęła się małpiarnia więc i inne osłonięte pomieszczenia ze zwierzętami. Także gdy wyszliśmy już na dobre na zewnątrz było już ciepło i zwierzęta się pokazały :)


Na początku drogi Kappa się obraziła że nie może jeździć w wózku i zaczęła piszczeć. Na całe szczęście szybko jej przeszło i cały dzień był bardzo udany.


W akwarium posiedziałam sobie z wózkiem a Tatuś z  Dziećmi poszedł oglądać rybki i inne zwierzęta wodne.Wstałam dopiero gdy Najstarsza Córka przyszła ze słowami "chodź zobaczyć coś wspaniałego..." Wtedy powstały też zdjęcia:


W między czasie Panny K. pobawiły się na placu zabaw, Ksji pospała, zjedliśmy obiad, wypiliśmy wodę a nogi Matce wchodziły..., wózkowi odpadło koło (jedne z ośmiu).

Wróciliśmy po 16:30. Wreszcie się rozebraliśmy, wreszcie usiedliśmy, mnie po głowie przeszła myśl że za pół godziny położę Dziewczyny spać gdy zadzwonił dzwonek do drzwi. Grecka Siostra z Córką! Dziewczyny poszły się bawić a my pogaduszki i papierkowa robota dla teścia. No nic... O 18:00 znów pomyślałam o położeniu Małej spać gdy dzwonek do drzwi... Grecki Brat z Dziewczyną! Na całe szczęście gdy pół godziny później położyłam w końcu Ksji okazało się że była tak zmęczona iż bez protestów zasnęła :D Kappa poszła spać po 19:00 czyli normalnie.

Dziś poszliśmy razem do przedszkola, wcześniej niż zwykle. Po drodze Kappa, mówiąc do Ksji, stwierdziła: "Ty jesteś moją Siostrą i mnie kochasz!". Ksji pięknie potwierdziła krótkim: "Tak". Słodziaki moje :D



Pozdrawiam i życzę Wszystkim udanego weekendu :))


piątek, 15 lutego 2013

Leniwy tydzień pełen pracy

Grek Ukochany w tym tygodniu pracuje na nocki. Oznacza to tyle że..... Gdy rano budziliśmy się do przedszkola cała cały rytuał był przeprowadzany na paluszkach i w ciszy. Po odprowadzeniu Kappy szliśmy z Ksji na zakupy i śniadanie do pobliskiego "super sklepu". Starałyśmy się jak najpóźniej wrócić do domu a gdy już w nim byłyśmy to procedura "cicho sza" była kontynuowana aż do 11:00 gdy Dziecko szło spać. Wtedy rozpoczynał się czekanie na pobudkę Męża by móc wstawić pranie, pozmywać, ugotować obiad, posprzątać... Czasu mało bo, to co mogła rozłożyć na cały dzień, musiało zmieścić się w niecałych 5 godzinach, po których Dzieci i ich Ojciec znów szli spać. Jak dobrze że to już ostatnia noc pracująca :))
We wtorek dodatkowo poszliśmy z Kappą, po przedszkolu, po dwie zgrzewki wody. W drodze powrotnej Starszak stwierdził że już iść nie może. Butelki z wodą leżały na oparciu wózka, więc nie było mowy o staniu na podnóżku, który znajduje się na tyle pojazdu ośmiokołowego ;P Sprytna Mama więc zrobiła drabinkę wariatów:


Kappa siedziała normalnie, Ksji na wodzie a Jazz pchała ciężki wózek ;P Dobre ćwiczenie kondycji, hihihi :D

.............................................................................................

W tym tygodniu były też tak zwane walentynki. Czy coś dostałam? Standardowo, nic! Zrobiła za to ptysie do kawy Mężusiowej:


Z okazji walentynek odebrałam Kappę wcześniej z przedszkola... Dokładnie rzecz ujmując to zadzwonili do mnie z informacją iż Dziecię moje ma 38st. gorączki i kiedy mogę przyjść i ją odebrać!?! Wszystko było pięknie powiedziane po niemiecku... Dobrze że w większości rozumiem co się do mnie mówi, chociaż wciąż nie potrafię sklecić zdania. Wydusiłam z siebie tylko: "Ich komme" i poszłam z Ksji, a w myślach zastanawiałam się dlaczego Grek pojechał do miasta i zabrał Złotko... Wróciłyśmy, dałam nurofen, potem jeszcze raz w nocy i rano no i już jest dobrze. To znaczy zobaczymy przez weekend czy przypadkiem nic się z tego nie wylęgnie!?!

.................................................................................

Poza tym nic twórczego nie robię i postanawiam od poniedziałku wziąć się za siebie bo tak dalej być nie może.... Trzeba działać żeby wypróbować te farby w spreju :D

Pozdrawiam



poniedziałek, 26 listopada 2012

Nie mamy czym się bawić

Nie licząc tego stosu zabawek w kojcu Ksji, który ciągle rośnie i rośnie...
No ale my Starzy nie mamy zabawak do zabaw z Dziećmi, więc wójek google został poproszony o radę i powstały pacynki.
Dlaczego akurat pacynki?
Bo mi się ich nazwa przypomniała! Zbyt wiele lat na obczyźnie spowodowało zanik pamięci językowej. Czasem właśnie sobię siądę i se przypomne jakąś nazwe i wtedy mamy w domu raj!!!

Oto i one, filcowate:


No cóż zdjęcie nie oddaje ich kolorów w 100% ale to nic nie szkodzi, przynajmniej nie widać tych byków wyszytych na maszynie ;-P

A tak się nimi bawiliśmy:



Zabawa była tak wspaniała że trudno było wszystkich razem złapać, hihihihihi...




Pozdrawiam Wszystkich serdecznie a szczególnie moich Obserwatorów! Mam Was całą 40stkę... Kto by pomyślał, że będzie Was tak wiele :-) Dziękuje!

wtorek, 13 listopada 2012

Weekendowo

Ponoć piątek jest weekendu początkiem. Może? Jeśli weekend kojarzy się z odpoczynkiem od codzienności, to i niech się zaczyna w piątek! Co jeśli za miast zbierać siły na następny tydzień, każdy dzień wygląda tak samo?

Piątek był bardzo stresujący.... Wieczorem Grek stwierdził że nie pójdę do żadnego psychologa, bo.... to On nim zostanie ;-) Zaczęliśmy rozmawiać, długo i na wszystkie tematy. Już od dawna nie rozmawialiśmy ze sobą tak otwarcie... Fajnie było znów się zwierzyć Ukochanemu ze swoich trosk i problemów (do tej pory jakoś starałam się radzić ze wszystkim razem by nie dokładać większego stresu dla Męża, który ma już wiele na głowie). Wyciągnęliśmy wnioski i poszliśmy spać....

W sobotę rano poszliśmy na jarmark a potem się odstresowaliśmy na mieście :-)
Po powrocie do domu zajęliśmy się Dziewczynkami. Bawiliśmy się, śmialiśmy i tańczyliśmy. Było tak wesoło, że Szkraby poszły spać o godzinę później, czyli o 20:00! Hihihihi
Gdy wreszcie wieczór należał do nas, Starych Pryków, Mąż napuścił wody do wanny z dodatkiem eukaliptusa i sody oczyszczonej... Zostałam wymasowana i wykąpana... Całkowicie zrelaksowana! Po wyjściu z wody czułam się młodsza o jakieś dwa lata i oczyszczona z wszelkich toksyn, pokrywających do tej pory moje ciało. Następnie była romantyczna kolacja przy lampce (albo dwóch) białego wina....

W niedzielę dostałam śniadanie do łóżka z herbatką :-D Dziewczynki także zjadły w łóżkach rogalika, którego dostały od Tatusia. A gdzie był Tatuś? Grek poszedł i włączył komputer obwieszczając iż zakaz oglądania telewizji, używania smatphonów i innych takich został zniesiony. Około 10:00 pojechaliśmy do greckiej kawiarni z Bratem i jego Lubą. Posiedzieliśmy wypiliśmy Latte i wróciliśmy autobusem do domu, ciesząc się piękną pogodą.
Wieczorem Ukochany odnalazł w internecie kurs masażu więc Ksji poszła normalnie o 18:00 spać a Kappa sobie do oglądała bajki. W tym czasie ja zostałam wymasowana olejkiem eterycznym a następnie urządziliśmy sobie kąpiel w mleku z dodatkiem miodu. Może i nie usuwała ona toksyn ale można było poczuć się naprawdę wyjątkowo. Położyliśmy Starszaka do łóżka i obejrzeliśmy sobie film w telewizorni....

No a potem był poniedziałek....

Weekend był wyjątkowy! Taki jaki być powinien każdy kolejny!
Musimy teraz pomyśleć co urządzić na najbliższy!?!
Może jakieś pomysły?

piątek, 26 października 2012

Palę

Czyli pirografia powraca do łask.


Mówiłam już może czemu tak dużo ostatnio tworzę? Nie, to nie ma nic wspólnego z rzucaniem palenia.

Jak już chyba wszystkim wiadomo Grek ma pomysły... Czasem fajne - jak wypad do Polski w grudniu, czasem głupie - jak te posty na odchudzenie a czasem męczące - jak wypad 11 listopada na jarmark wszystkiego co się w domu ma by to sprzedać.
Sam fakt że pójdziemy po sprzedajemy to co już napłodziłam nie jest zły. Problem jest zupełnie inny... Ja zdążyłam porozdawać to co miałam (nie licząc kolczyków). Teraz siedzę i masowo coś robię bo niby co my mamy w takim razie sprzedawać!?!

Ostatnie płody, które spowodowały bąbel na palcu:








Na razie to tyle. Idę dalej się palić ;-P