Jak to jest że czas na wakacjach tak szybko ucieka? Niby każda minuta jest leniwa, relaksacyjna a tutaj...? Dwa tygodnie przechodzi do wspomnień :(
Podróż na Korfu była bardzo sentymentalna. Tam w tym budynku, z tym widokiem na morze Kappa dostała się do brzuszka i zaczęła swoje życie.... Dziwnie było patrzeć na ten budynek:
Korfu 2007 roku w wielu przypadkach wolałabym zapomnieć. To był trudny okres mojego życia ale.... Tam też moje życie zmieniło się na lepsze :) Teraz chodząc starymi ścieżkami łezka w oku się kręciła!
Odwiedziłam moje dawne miejsce pracy:
Wiele się zmieniło... Cały bar został wyremontowany, ludzie także nie ci sami. No ale czego się spodziewałam po 6 latach? Jedyną osobą z dawnych lat, którą spotkałam, był Siostra Właściciela. Pracuje tam na stanowisku Szefa Kuchni. Nic się nie zmieniła, a może ciutke wypiękniała ;P Wciąż tak samo ciepła i otwarta osoba.... Właśnie ją najbardziej chciałam spotkać! Udało się więc spokojnie mogłam przeżywać swoje wakacje, z poczuciem wypełnionej misji, hihihih.
Większość czasu spędzaliśmy na basenie hotelowym, gdyż upały od 9 rano skutecznie mnie zniechęcały do marszów. Wprawdzie plaża była oddalona tylko o 600m, ale powrót przypadał by na południe a wtedy najlepiej było być już w hotelu, po zimnym prysznicu :D
Popołudniami Ksji z Tatą zasypiali bez trudów. Czasem im towarzyszyliśmy z Kappą a jak nie... to chodziliśmy na recepcję uczyć się greckiego! Grek kupił Córci książkę do nauki pisania i Dziecię tak się wciągnęło, że codziennie chciało odrabiać lekcje, hehehe... W tym czasie Mamusia siedział na internecie, czytała i pisała, ponieważ odbiór Wi-Fi był możliwy tylko w holu.
Spełniło się także marzenie mojego Męża, który chciał wybrać się na plaże zwaną "Klamaki" ("słomka") ze swoimi Dziećmi. Ponoć gdy przybył na nią po raz pierwszy w 2007 roku od razu powstała u niego ta myśl :) Doskonale to rozumiem ponieważ plaża jest cudowna, a kilkanaście metrów w głąb morza ma się wodę, najwyżej do pół łydki! Dzieciaki mieli radochę a Rodzice poczucie bezpieczeństwa :D
Znaleźliśmy tam maleńkie jeziorko na wysepce, tuż przy brzegu, gdzie Kappa opalała się a Mama z Ksji budowały zamki i mury obronne wokół "zatoczki". Biegaliśmy, wpadaliśmy do wody i cieszyliśmy się swobodą.... Ach co to był za cudny dzień, którego efektem były zaczerwienione plecy Starszej Panny K. Co dziwne bo używaliśmy kremu przeciwsłonecznemu numer 50, no ale ten upał plus dzień w wodzie daje czasem takie skutki....
Po drzemkach chodziliśmy na obiady a potem najczęściej wychodziliśmy z Kappowym Chrzestnym na kawki i spacery. Raz wybraliśmy się wszyscy do miasta ale to pozostawiam na oddzielny post.
A co robiłam ja, gdy nie musiałam gotować? Leżałam na leżaku z uśpioną Ksji i czytałam książkę, którą znalazłam w hotelowej biblioteczce:
Wypoczęliśmy i wróciliśmy z naładowanymi bateriami z tym że..... ale o tym w innym poście :)
Papapa
Podróż na Korfu była bardzo sentymentalna. Tam w tym budynku, z tym widokiem na morze Kappa dostała się do brzuszka i zaczęła swoje życie.... Dziwnie było patrzeć na ten budynek:
Korfu 2007 roku w wielu przypadkach wolałabym zapomnieć. To był trudny okres mojego życia ale.... Tam też moje życie zmieniło się na lepsze :) Teraz chodząc starymi ścieżkami łezka w oku się kręciła!
Odwiedziłam moje dawne miejsce pracy:
Wiele się zmieniło... Cały bar został wyremontowany, ludzie także nie ci sami. No ale czego się spodziewałam po 6 latach? Jedyną osobą z dawnych lat, którą spotkałam, był Siostra Właściciela. Pracuje tam na stanowisku Szefa Kuchni. Nic się nie zmieniła, a może ciutke wypiękniała ;P Wciąż tak samo ciepła i otwarta osoba.... Właśnie ją najbardziej chciałam spotkać! Udało się więc spokojnie mogłam przeżywać swoje wakacje, z poczuciem wypełnionej misji, hihihih.
Większość czasu spędzaliśmy na basenie hotelowym, gdyż upały od 9 rano skutecznie mnie zniechęcały do marszów. Wprawdzie plaża była oddalona tylko o 600m, ale powrót przypadał by na południe a wtedy najlepiej było być już w hotelu, po zimnym prysznicu :D
Popołudniami Ksji z Tatą zasypiali bez trudów. Czasem im towarzyszyliśmy z Kappą a jak nie... to chodziliśmy na recepcję uczyć się greckiego! Grek kupił Córci książkę do nauki pisania i Dziecię tak się wciągnęło, że codziennie chciało odrabiać lekcje, hehehe... W tym czasie Mamusia siedział na internecie, czytała i pisała, ponieważ odbiór Wi-Fi był możliwy tylko w holu.
Spełniło się także marzenie mojego Męża, który chciał wybrać się na plaże zwaną "Klamaki" ("słomka") ze swoimi Dziećmi. Ponoć gdy przybył na nią po raz pierwszy w 2007 roku od razu powstała u niego ta myśl :) Doskonale to rozumiem ponieważ plaża jest cudowna, a kilkanaście metrów w głąb morza ma się wodę, najwyżej do pół łydki! Dzieciaki mieli radochę a Rodzice poczucie bezpieczeństwa :D
Znaleźliśmy tam maleńkie jeziorko na wysepce, tuż przy brzegu, gdzie Kappa opalała się a Mama z Ksji budowały zamki i mury obronne wokół "zatoczki". Biegaliśmy, wpadaliśmy do wody i cieszyliśmy się swobodą.... Ach co to był za cudny dzień, którego efektem były zaczerwienione plecy Starszej Panny K. Co dziwne bo używaliśmy kremu przeciwsłonecznemu numer 50, no ale ten upał plus dzień w wodzie daje czasem takie skutki....
Po drzemkach chodziliśmy na obiady a potem najczęściej wychodziliśmy z Kappowym Chrzestnym na kawki i spacery. Raz wybraliśmy się wszyscy do miasta ale to pozostawiam na oddzielny post.
A co robiłam ja, gdy nie musiałam gotować? Leżałam na leżaku z uśpioną Ksji i czytałam książkę, którą znalazłam w hotelowej biblioteczce:
Wypoczęliśmy i wróciliśmy z naładowanymi bateriami z tym że..... ale o tym w innym poście :)
Papapa










.jpg)

