Witam wszystkich Czytelników w moich skromnych progach. Cieszę się bardzo z każdych Waszych odwiedzin, tym bardziej gdy pozostawiacie swój ślad w postaci komentarzy. Chciałabym Was jednak uczciwie poinformować że wszystkie posty i zdjęcia na tym blogu są moją własnością i nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie bez mojej zgody. Na podstawie art. 78, art.81 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r. Dz. U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 631, sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

Dziękuję bardzo za uwagę i pozdrawiam Wszystkich bardzo serdecznie :))

Jazz

wtorek, 24 stycznia 2012

Kochanki

Zeszłaj wiosny Grek spełnił swoje marzenie o "hodowli" pszczół.
Najpierw kupił 3 ule, które pomalował starannie. Następnie zakupił sprzęt zamawiając go u całej rodziny (mojej i swojej). Później kupił kolejne ule, a na końcu plastry wosku. Po mistrzowsku wtopił plastry w ramki, z niewielką pomocą Jazz.

Gdy zaczął się rój pszczół wyłapał je, z pomocą kolegi, do swoich "pudełek". Na początek stworzył pasiekę składającą się z 20 uli.
Pszczoły rozmnażały się w tylko sobie znanym tępię ewentualnie powiększając niektóre ule.
Początki były skomplikowane... Grek został zaatakowany w twarz która spuchła mu do rozmiarów, sama nie wiem jakich. Wyglądał trochę jak Kwazimodo z "Dzwonnika z Noterdame". Śmiesznie było na niego patrzeć. Kolejnym razem pogryzły mu ręce. Najgorsze było jednak to że pewnego dnia ul który chciał ściągnąć z drzewa spadł na niego i podziabało go około 30 pszczół. Wrócił do domu cały spocony "umierając mi". Spanikowałam! Popłakałam się i zadzwoniłam do jakiegoś kolegi, którego nawet nie znam. Wkrótce przyjechali znajomi i zabrali go do szpitala. Niby mogłam jechać z nim, akurat była u nas moja Mama, ale było to kilka dni po narodzinach Ksji. Skończyło się dobrze, Grek twierdzi że nawet bardzo dobrze bo od tamtej pory uodpornił się na wszelkie choroby i ciśnienie zaczął mieć normalne.
Gdy już pasieka była gotowa, a świeżo upieczony pszczelarz opanował stres, wypady do pszczółek stały się nałogiem Greka. Wtedy też ktoś mądry z mojej rodziny nazwał je "kochankami". Gdy pytali gdzie się podział Mąż? Odpowiedzi można było wybrać: albo był na kawie, albo u "kochanek".
W październiku do domu trafił nasz pierwszy słoik miodu. Ponoć pysznego (miód jest dla mnie zawsze taki sam). Cały miód rozszedł się, jak świeże bułeczki, w tydzień a nam pszybyło trochę centa do kieszeni. Trzy słoiki zabraliśmy do Niemiec.

Myślałam że Grek zerwał ze swoimi kochankami w dniu opuszczenia Grecji. Jakże się pomyliłam...
W Niemczech zakupił on specjalne kwiaty dla kochanek które rozkwitają w doniczce w naszej sypialni. Kupił on również dwa rodzaje drzew aby "produkować" najlepszy miód na świecie. W przyszłym miesiącu planuje zapisać się do cechu pszczelarzy w Niemczech i wynająć małą pasiekę.

"Kochanki" są najważniejsze. Cóż zrobić?

Grek ze swoimi "kochankami"

Z wizytą u "ulubionych zwierząt"

4 komentarze:

  1. Faktycznie - wspominałaś kiedyś o pszczołach u mnie :-)

    To kochanki Greka pobiły wszystkie żony mego Mężulka razem ze Ślicznotką ;-)))

    Te wszystkie ule wśród greckiego krajobrazu to Wasze? :-)))

    Maciejka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak nasze, zdjęcia były robione tuż przed naszym wyjazdem w listopadzie :)

      Usuń
  2. ale masz tam piekne widoki pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Dziękuje za komentarze! Ευχαριστώ!!!!