Najpierw kupił 3 ule, które pomalował starannie. Następnie zakupił sprzęt zamawiając go u całej rodziny (mojej i swojej). Później kupił kolejne ule, a na końcu plastry wosku. Po mistrzowsku wtopił plastry w ramki, z niewielką pomocą Jazz.
Gdy zaczął się rój pszczół wyłapał je, z pomocą kolegi, do swoich "pudełek". Na początek stworzył pasiekę składającą się z 20 uli.
Pszczoły rozmnażały się w tylko sobie znanym tępię ewentualnie powiększając niektóre ule.
Początki były skomplikowane... Grek został zaatakowany w twarz która spuchła mu do rozmiarów, sama nie wiem jakich. Wyglądał trochę jak Kwazimodo z "Dzwonnika z Noterdame". Śmiesznie było na niego patrzeć. Kolejnym razem pogryzły mu ręce. Najgorsze było jednak to że pewnego dnia ul który chciał ściągnąć z drzewa spadł na niego i podziabało go około 30 pszczół. Wrócił do domu cały spocony "umierając mi". Spanikowałam! Popłakałam się i zadzwoniłam do jakiegoś kolegi, którego nawet nie znam. Wkrótce przyjechali znajomi i zabrali go do szpitala. Niby mogłam jechać z nim, akurat była u nas moja Mama, ale było to kilka dni po narodzinach Ksji. Skończyło się dobrze, Grek twierdzi że nawet bardzo dobrze bo od tamtej pory uodpornił się na wszelkie choroby i ciśnienie zaczął mieć normalne.
Gdy już pasieka była gotowa, a świeżo upieczony pszczelarz opanował stres, wypady do pszczółek stały się nałogiem Greka. Wtedy też ktoś mądry z mojej rodziny nazwał je "kochankami". Gdy pytali gdzie się podział Mąż? Odpowiedzi można było wybrać: albo był na kawie, albo u "kochanek".
W październiku do domu trafił nasz pierwszy słoik miodu. Ponoć pysznego (miód jest dla mnie zawsze taki sam). Cały miód rozszedł się, jak świeże bułeczki, w tydzień a nam pszybyło trochę centa do kieszeni. Trzy słoiki zabraliśmy do Niemiec.
Myślałam że Grek zerwał ze swoimi kochankami w dniu opuszczenia Grecji. Jakże się pomyliłam...
W Niemczech zakupił on specjalne kwiaty dla kochanek które rozkwitają w doniczce w naszej sypialni. Kupił on również dwa rodzaje drzew aby "produkować" najlepszy miód na świecie. W przyszłym miesiącu planuje zapisać się do cechu pszczelarzy w Niemczech i wynająć małą pasiekę.
"Kochanki" są najważniejsze. Cóż zrobić?
| Grek ze swoimi "kochankami" |
| Z wizytą u "ulubionych zwierząt" |
Faktycznie - wspominałaś kiedyś o pszczołach u mnie :-)
OdpowiedzUsuńTo kochanki Greka pobiły wszystkie żony mego Mężulka razem ze Ślicznotką ;-)))
Te wszystkie ule wśród greckiego krajobrazu to Wasze? :-)))
Maciejka
Tak nasze, zdjęcia były robione tuż przed naszym wyjazdem w listopadzie :)
Usuńale masz tam piekne widoki pozdrawiam
OdpowiedzUsuńPowiem skromnie: Tak wiem ;)
UsuńPozdrawiam :)