Był sobie wrześniowy, słoneczny dzień gdy stanęłam na ślubnym kobiercu.
Tak, to pył piękny dzień, nerwowy a owszem ale piękny.
Makijaż zrobiony, fryzura zrobiona, paznokcie zrobione (dzięki mojej siostrze Ilonie- DZIĘKUJE!), suknia zrobiona też. Zwarta i gotowa schowałam się w domu aby Grek z gośćmi mogli tanecznym krokiem przemaszerować pod kościół. Tak, był to taneczny krok bo orkiestra grała a oni tańczyli.
Teraz pojawia się pytanie gdzie ten ślub się odbył?
Oczywiście w Gr.
Ja greckim stylem czekałam na przyjazd samochodu ze świadkami którzy mieli mnie zabrać do kościoła. Czekałam tak długo aż zaczęłam się zastanawiać czy kiedykolwiek przyjadą a nawet jeśli to czy wciąż będzie mi się chciało z nimi jechać... dotarli pod dom w samą porę. Ruszyliśmy z piskiem opon ale jakoś długo jechaliśmy bo objechaliśmy Wioskę 2 razy, dwa razy podjeżdżaliśmy pod kościół i machaliśmy do Greka i gości naszych. Pomyślałam że jeśli następnym razem nie zatrzymają się to poproszę o zmianę trasy i pojedziemy na hamburgera. Chłopcy chyba to wyczuli bo innych kółek nie robili.
Całe szczęście że to było w Gr. i obrządku prawosławnym bo żadnej przysięgi nie było, nie trzeba było więc mówić i się ośmieszać. Nie widziałam dokładnie tej ceremonii bo by być piękną zdjęłam okulary 8). Pamiętam za to że ksiądz wprowadził nas do kościoła rozpoczynające tym ceremonie- najpierw włożyli nam korony, potem napoili winem (żebyśmy nie wiedzieli co robimy bo jeszcze któreś mogłoby uciec/ hmmm ciekawe komu mogłyby chodzić po głowie takie rzeczy :P). Następnie nasze ręce zostały połączone a ksiądz oprowadził nas w koło ołtarzyka. W tym oto momencie spadł na nas ryżowy deszcz.
Po wyjściu z kościoła były życzenia i przypinanie pieniędzy do garderoby Państwa Młodych.
Wesele greckie było interesujące chociaż nie wiele z niego pamiętam. Chyba byłam zbyt zaaferowana całą tą imprezą. Pamiętam że rzucałam podwiązką w chłopaków, był tort, jedzenie no i tańce (greckie przerywane czasami walcem z "Nocy i dni").
Najważniejsze że goście nam dopisali i nawet byli zadowoleni... dziwne :)
I tutaj chciałabym podziękować po raz kolejny naszym świadkom za przygotowanie całej ceremonii kościelnej: EUCARISTW
Tak, to pył piękny dzień, nerwowy a owszem ale piękny.
Makijaż zrobiony, fryzura zrobiona, paznokcie zrobione (dzięki mojej siostrze Ilonie- DZIĘKUJE!), suknia zrobiona też. Zwarta i gotowa schowałam się w domu aby Grek z gośćmi mogli tanecznym krokiem przemaszerować pod kościół. Tak, był to taneczny krok bo orkiestra grała a oni tańczyli.
Teraz pojawia się pytanie gdzie ten ślub się odbył?
Oczywiście w Gr.
Ja greckim stylem czekałam na przyjazd samochodu ze świadkami którzy mieli mnie zabrać do kościoła. Czekałam tak długo aż zaczęłam się zastanawiać czy kiedykolwiek przyjadą a nawet jeśli to czy wciąż będzie mi się chciało z nimi jechać... dotarli pod dom w samą porę. Ruszyliśmy z piskiem opon ale jakoś długo jechaliśmy bo objechaliśmy Wioskę 2 razy, dwa razy podjeżdżaliśmy pod kościół i machaliśmy do Greka i gości naszych. Pomyślałam że jeśli następnym razem nie zatrzymają się to poproszę o zmianę trasy i pojedziemy na hamburgera. Chłopcy chyba to wyczuli bo innych kółek nie robili.
Całe szczęście że to było w Gr. i obrządku prawosławnym bo żadnej przysięgi nie było, nie trzeba było więc mówić i się ośmieszać. Nie widziałam dokładnie tej ceremonii bo by być piękną zdjęłam okulary 8). Pamiętam za to że ksiądz wprowadził nas do kościoła rozpoczynające tym ceremonie- najpierw włożyli nam korony, potem napoili winem (żebyśmy nie wiedzieli co robimy bo jeszcze któreś mogłoby uciec/ hmmm ciekawe komu mogłyby chodzić po głowie takie rzeczy :P). Następnie nasze ręce zostały połączone a ksiądz oprowadził nas w koło ołtarzyka. W tym oto momencie spadł na nas ryżowy deszcz.
Po wyjściu z kościoła były życzenia i przypinanie pieniędzy do garderoby Państwa Młodych.
Wesele greckie było interesujące chociaż nie wiele z niego pamiętam. Chyba byłam zbyt zaaferowana całą tą imprezą. Pamiętam że rzucałam podwiązką w chłopaków, był tort, jedzenie no i tańce (greckie przerywane czasami walcem z "Nocy i dni").
Najważniejsze że goście nam dopisali i nawet byli zadowoleni... dziwne :)
I tutaj chciałabym podziękować po raz kolejny naszym świadkom za przygotowanie całej ceremonii kościelnej: EUCARISTW

taaaak paznokcie :) od tej pory mam trałmę i nikomu już nie maluje haha
OdpowiedzUsuńPodpisałabyś się Trałmo moja :*
OdpowiedzUsuńIdziesz jak burza z notkami ;-)))
OdpowiedzUsuńByłam kiedyś w Grecji w cerkwi na liturgii niedzielnej (czy jak to się tam nazywa) i trwało to strasznie długo i było dla mnie zupełnie niezrozumiałe i tajemnicze. Ślub też tak długo trwał?
I bajeczne zdjęcie. Bardzo mi się podoba :-)
Maciejka
Nie, na szczęście nie. Sama uroczystość trwa około 30 min., tylko na rozpoczęcie trzeba czekać sporo bo Panna Młoda się spóźnia zawsze :)
UsuńA mnie nie było :(
OdpowiedzUsuńŻaba :*