Stało sobie drzewo na podwórku w Grecji. Jazz jego nazwy nie znała. Za to doskonale wiedział do czego jego liście służą....:
Tak to liście laurowe, ususzony z własnego drzewa Δάφνη (już wiem jak się nazywa :P). Zrywa się je, myje, wyciera i pozostawia się je na blasze, na jakiś miesiąc w temperaturze pokojowej (czyli około 30stC ;P) Idealnie ususzone dodaje się do zup, sosów i czego się jeszcze chcę :D
..............................................................................................................................
Były sobie również drzewa oliwne. Nie za wiele, tylko 100... Raz w roku, jesienną porą wszyscy zaczynali ich "czesanie" grabkami. Podczas takich zabiegów "kosmetycznych" oliwki spadały na folię ułożoną pod drzewem a potem przerzucane były do beczek. Beczki te wiozło się do tłoczarni (tak to się chyba nazywa!?!) a tam oliwki, smaczne i zdrowe były tłoczone na oliwę. Albo się płaciło albo zostawiało się część oliwy w tłoczarni.
Następnie przelewało się do takiej ogromnej beczki z kranikiem. Gdy w domu kończyła się butelka z oliwą to schodziło się do komórki i dolewało z tego baniaka :D
Moja Mama zabrała ze sobą do Polski małą buteleczkę z naszą oliwą i dała ją mojej Najstarszej Siostrze. Ta w zachwytach mówiła mi jaka ta nasza, swojska oliwka jest pyszna. Gdy jej się skończyła poszła więc do sklepu i kupiła grecką oliwę. Okazało się niestety że smakiem nawet nie przypomina tej którą przywiozła Mama :( Niestety byliśmy wtedy już w Niemczech i nie mogliśmy jej wysłać zapasów.
W te wakacje doszła do nas oliwa od Greckiej Babci, w takim małym baniaczku ;P Ma ona kolor zielony, taki jak w buteleczce.
Używamy jej tylko do sałatek, a szkoda. Przez 3 lata smażyłam i gotowałam na oliwie z oliwek i dania były o wiele smaczniejsze niż te na zwykłym oleju!
................................................................................................................................
Grecy jadają czosnek na potęgę. Właściwie to w ich kuchni dodawany jest zawsze, w mniejszej lub większej ilości.... Sama uwielbiam tzatziki w dużą ilością czosnku :D
Prosiłam kiedyś Greka o praskę do czosnku ale on uważał że to luksus i wcale nie jest nam potrzebna tylko ja wymyślam... Poprosiłam więc niezawodną Mamusię żeby mi przysłała taką z Polski. Pierwsza którą mi przysłała była dobra do czasu aż się połamała rączka. Następną praskę Mamusiesieńka oddała mi swoją nie zawodną już tyle lat. Taka fajna czerwona :) Została niestety w Grecji a teściowa nie posiada takiego luksusu...
Całym szczęściem w 2007 roku pracowałam w barze w którym były serwowane także posiłki. Wasilis także praski nie posiadał, no ale który kucharz jej potrzebuje!?! Nauczył on mnie używania noża i kucharskiego sposobu szatkowania czosnku.
Potrzebny jest taki nóż:
Następnie przytrzymujemy czubek noża lewą ręką (jeśli jest się praworęcznym) a prawą szatkujemy w przód i tył. Nóż może mieć większe zaokrąglenie, wtedy byłoby nawet lepiej. W między czasie zbieramy nożem czosnek na kupkę i zaczynamy jeszcze raz i jeszcze raz i jeszcze... aż czosnek/cebula nie będzie takiej wielkości jaka jest nam potrzebna.
Takie szatkowanie zajmuje trochę czasu ale lepsze to niż wielkie kawałki czosnku, których Dziewczynki (po mimo że to Greczynki) nie lubią :))
Mam nadzieję że ten kurs na krojenie się komuś przyda ;P
................................................................................................................................
Jeszcze są oliwki... Niestety nie mam pojęcia jak je zakonserwować :( Dziadek Greka wkłada je do plastikowej butelki i zalewa octem z wodą oraz oliwą. Niestety w tej postaci są strasznie nie smaczne. Natomiast Grecka Babcia robi pyyyszne oliwki, z tym że nigdy nie dowiedziałam się jak je robi. W najbliższym czasie będę musiała ją zapytać :)
Jakie oliwki lubię? Najbardziej zielone z czosnkiem w środku lub migdałem.
Oliwki polubiłam podczas ciąży z Kappą. Przez pierwszy miesiąc mogłam je jeść całymi dniami, tak jakbym chciała nadrobić cały stracony czas gdy ich nie jadałam. na całe szczęście później wróciłam do Polski i już się uspokoiłam ;P
...............................................................................................................................
Takie oto przyprawy i łakocie można znaleźć na na wyciągnięcie ręki w mojej ukochanej Grecji :D
Ktoś zazdrości? Ja sobie też i dlatego kiedyś wrócę do Domu. Bo jakby inaczej!?!
Smakowicie pozdrawiam :))
Tak to liście laurowe, ususzony z własnego drzewa Δάφνη (już wiem jak się nazywa :P). Zrywa się je, myje, wyciera i pozostawia się je na blasze, na jakiś miesiąc w temperaturze pokojowej (czyli około 30stC ;P) Idealnie ususzone dodaje się do zup, sosów i czego się jeszcze chcę :D
..............................................................................................................................
Były sobie również drzewa oliwne. Nie za wiele, tylko 100... Raz w roku, jesienną porą wszyscy zaczynali ich "czesanie" grabkami. Podczas takich zabiegów "kosmetycznych" oliwki spadały na folię ułożoną pod drzewem a potem przerzucane były do beczek. Beczki te wiozło się do tłoczarni (tak to się chyba nazywa!?!) a tam oliwki, smaczne i zdrowe były tłoczone na oliwę. Albo się płaciło albo zostawiało się część oliwy w tłoczarni.
Następnie przelewało się do takiej ogromnej beczki z kranikiem. Gdy w domu kończyła się butelka z oliwą to schodziło się do komórki i dolewało z tego baniaka :D
Moja Mama zabrała ze sobą do Polski małą buteleczkę z naszą oliwą i dała ją mojej Najstarszej Siostrze. Ta w zachwytach mówiła mi jaka ta nasza, swojska oliwka jest pyszna. Gdy jej się skończyła poszła więc do sklepu i kupiła grecką oliwę. Okazało się niestety że smakiem nawet nie przypomina tej którą przywiozła Mama :( Niestety byliśmy wtedy już w Niemczech i nie mogliśmy jej wysłać zapasów.
W te wakacje doszła do nas oliwa od Greckiej Babci, w takim małym baniaczku ;P Ma ona kolor zielony, taki jak w buteleczce.
Używamy jej tylko do sałatek, a szkoda. Przez 3 lata smażyłam i gotowałam na oliwie z oliwek i dania były o wiele smaczniejsze niż te na zwykłym oleju!
................................................................................................................................
Grecy jadają czosnek na potęgę. Właściwie to w ich kuchni dodawany jest zawsze, w mniejszej lub większej ilości.... Sama uwielbiam tzatziki w dużą ilością czosnku :D
Prosiłam kiedyś Greka o praskę do czosnku ale on uważał że to luksus i wcale nie jest nam potrzebna tylko ja wymyślam... Poprosiłam więc niezawodną Mamusię żeby mi przysłała taką z Polski. Pierwsza którą mi przysłała była dobra do czasu aż się połamała rączka. Następną praskę Mamusiesieńka oddała mi swoją nie zawodną już tyle lat. Taka fajna czerwona :) Została niestety w Grecji a teściowa nie posiada takiego luksusu...
Całym szczęściem w 2007 roku pracowałam w barze w którym były serwowane także posiłki. Wasilis także praski nie posiadał, no ale który kucharz jej potrzebuje!?! Nauczył on mnie używania noża i kucharskiego sposobu szatkowania czosnku.
Potrzebny jest taki nóż:
Następnie przytrzymujemy czubek noża lewą ręką (jeśli jest się praworęcznym) a prawą szatkujemy w przód i tył. Nóż może mieć większe zaokrąglenie, wtedy byłoby nawet lepiej. W między czasie zbieramy nożem czosnek na kupkę i zaczynamy jeszcze raz i jeszcze raz i jeszcze... aż czosnek/cebula nie będzie takiej wielkości jaka jest nam potrzebna.
Mam nadzieję że ten kurs na krojenie się komuś przyda ;P
................................................................................................................................
Jeszcze są oliwki... Niestety nie mam pojęcia jak je zakonserwować :( Dziadek Greka wkłada je do plastikowej butelki i zalewa octem z wodą oraz oliwą. Niestety w tej postaci są strasznie nie smaczne. Natomiast Grecka Babcia robi pyyyszne oliwki, z tym że nigdy nie dowiedziałam się jak je robi. W najbliższym czasie będę musiała ją zapytać :)
Jakie oliwki lubię? Najbardziej zielone z czosnkiem w środku lub migdałem.
Oliwki polubiłam podczas ciąży z Kappą. Przez pierwszy miesiąc mogłam je jeść całymi dniami, tak jakbym chciała nadrobić cały stracony czas gdy ich nie jadałam. na całe szczęście później wróciłam do Polski i już się uspokoiłam ;P
...............................................................................................................................
Takie oto przyprawy i łakocie można znaleźć na na wyciągnięcie ręki w mojej ukochanej Grecji :D
Ktoś zazdrości? Ja sobie też i dlatego kiedyś wrócę do Domu. Bo jakby inaczej!?!
Smakowicie pozdrawiam :))





Ide sobie bo mnie zazdrość zeżre choć liść byś mi przysłała laurowy bo o tej cudownej oliwie to nie mam co marzyć ehhhh
OdpowiedzUsuńGdybym tylko miała... Jak będę w Gr. to ususze i podeślę :)
Usuńzazdroszczę i ja ;)
OdpowiedzUsuń3 lata temu w grudniu pierwszy raz we Włoszech byłam...przy naszym miejscu noclegowym rosło drzewko z listkami laurowymi, oczywiście garściami nazbierałam ;) śmiali się ze mnie moi współtowarzysze podróży ale się tym nie przejmowałam ;)...tak samo jak na spacerach zrywaliśmy z mężem mandarynki-kwaśne jak cytryny...bo prawie zdziczałe, rodowity Włoch by się ich nie chwycił ;p co innego my "tubylcy" dla których mandarynka w takim wydaniu to egzotyka...nawet liście pachniały...a najtańszy makaron był w smaku lepszy niż te nasze niby "firmowe"...
więc Twoją siostrę doskonale rozumiem z oliwą, a Ciebie z tą tęsknotą ;)
POZDRAWIAM
Swojskie zawsze smaczniejsze :D
UsuńBardzo smakowity wpis.
OdpowiedzUsuńTez kiedyś jadałam olej z prawdziwej małomiasteczkowej ale polskiej olejarni, był cudowny.Nie z oliwek, ale też smaczny, gęsty...
Niby nic, ten sam produkt a jaka różnica smakowa! Prawda? :))
Usuńno ja jadę tylko na wyciskarce,może nożem krojony lepszy? miło że dołączyłaś do moich zaglądaczy i zapraszam na candy.w wolnej chwili wstawiaj przepisy może pokusisz tak że i ja coś wymodzę..
OdpowiedzUsuńByłam wcześniej ale nie "oficjalnie" ;P
UsuńZazdroszczę - takich doświadczeń, takich wspomnień i takiego noża. ;)
OdpowiedzUsuńNóż nie mój... Też go zazdroszczę teściowej ;)
UsuńA przyda się, przyda!
OdpowiedzUsuńMoje "drzewko" laurowe w doniczce uschło! beeee
Cieszę się niezmiernie :))
UsuńTo takie drzewko można w doniczce chodować? Dobrze wiedzieć :) Dzięki!
no kochana zapachniało mi czosnkiem i listkami laurowymi , jakoś tak smakowicie się zrobiło :)
OdpowiedzUsuńale oliwki to nie dla mnie...
U mnie te oliwki to ewidentnie zasługa Kappy, może przy kolejnej ciąży i Tobie się odmieni ;D
UsuńNigdy nie byłam w Grecji, zazdroszczę Ci, chętnie bym się tam wybrała, ale na razie się nie zapowiada, więc pocieszę się chyba oliwkami :)
OdpowiedzUsuńSmacznego zatem :) Jak będę już w Domu to zapraszam w odwiedziny :))
Usuńoliwki to ja kocham dosłownie czosnek to mój wróg w postaci surowej w innej da sie zjesc hehee ...
OdpowiedzUsuńpozdrawiam ciepluteńko
W innej postaci jest poprostu niewyczuwalny, hihihi :)
UsuńZapachniało czosnkiem i listkami....:) Oliwek jeszcze nie polubiłam, ale kto wie może kiedyś:)
OdpowiedzUsuńDo oliwek chyba trzeba dorosnąć i dać się przekonać ich smaku :)) Polecam!!!
UsuńFajnie jest mieć liście laurowe samemu suszone!
OdpowiedzUsuńIdę zaraz kroić czosnek nowym sposobem.Mam nadzieję,że po zakończeniu bedę mieć wszystkie palce:))Pozdrawiam.
O palce się nie martw, nie da się ich odciąć ;P No ale i tak powodzenia życzę ;D
UsuńDziękuję za odwiedziny na blogu, na pewno zgłoszę się na kurs tego języka.:D Na razie niestety nie zapowiada się podróż do Grecji, chociaż bardzo bym chciała.:D Jak oglądam te wszystkie zdjęcia i czytam o życiu i kulturze w tym kraju to po prostu chciałabym jechać już, w tej chwili.:D Pięknie tam jest.:)
OdpowiedzUsuńHehe, ja lubię zaglądać na Twojego bloga.:D
UsuńPrzynajmniej sobie mogę poczytać.:P
Ale smakowity u ciebie post:) Zazdroszczę takich pyszności :)
OdpowiedzUsuń