Witam wszystkich Czytelników w moich skromnych progach. Cieszę się bardzo z każdych Waszych odwiedzin, tym bardziej gdy pozostawiacie swój ślad w postaci komentarzy. Chciałabym Was jednak uczciwie poinformować że wszystkie posty i zdjęcia na tym blogu są moją własnością i nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie bez mojej zgody. Na podstawie art. 78, art.81 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r. Dz. U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 631, sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

Dziękuję bardzo za uwagę i pozdrawiam Wszystkich bardzo serdecznie :))

Jazz

czwartek, 2 sierpnia 2012

Dzisiejszy posiłek sponsorują PSZCZOŁY

Apiterapia jest to leczenie produktami pszczelimi i ich jadem.
Mój Pszczelarz kupił sobie właśnie książkę na ten temat...
Co się u nas w domu porobiło!?! Żadne leki nie są dobre, tylko pszczoły mogą nas wyleczyć!!!

Dlatego od samego rana zjadamy to co nam natura dała ;-)

Na śniadanie podajemy mleczko pszczele. Nabieramy go trochę na wykałaczkę i hop... Nie zapominajmy popić bo smak ma taki jak... Nie powiem Wam jaki ;-P


Po pół godzinie zjadamy pyłek kwiatowy. Łyżeczkę, ewentualnie dwa razy po pół- oczywiście nie można zapomnieć o wodzie bo inaczej nie przejdzie...

Pyłek jest dosyć pożywny więc następny "posiłek" zjadamy po godzinie. Szef kuchni serwuje nam miód! Tutaj mój ulubiony czyli mieszanka wszystkich wymienionych już produktów


Na popicie można zaserwować sobie mleko/herbatę z dodatkiem propolisu.
Zdjęcia propolisu nie zrobiłam bo kupny jest, rozrobiony, w malutkiej buteleczce i nie widać jak wygląda paskudnie w oryginale. Syrop propolisowy to nic innego jak propolis zalany alkoholem ;-D

W ten sposób jest już pora obiadu... Szczęśliwie można już zjeść "ludzki" posiłek!!!

Po głównym daniu czas na deser.
Tutaj mamy wolny wybór! Ja lubię chałwę:

Lody:

Oczywicie nie jem tych deserków codziennie :-(


Kolacja we dwoje (no nie zawsze, tylko w soboty)
Pewnego wieczorku piliśmy wodeczkę, a do tego MEZE, czyli małe coś do zagryzienia

Wędlina, tzatziki i oliwki nadziane czosnkiem :-)


PYCHOTKI

4 komentarze:

  1. mmmmm oliwki pycha ... no no ile tych składników miodku hihih ... ja to tylko na kanapke lub do herbatki a o takim sposobie nie słyszałam ... pozdrawiam ciepluteńko

    OdpowiedzUsuń
  2. Oliwki są przykładem tego że podczas ciąży smak się zmienia. Do ciąży z Kappą poprostu nie mogłam na nie patrzeć ;-)
    Miodu natomiast wciąż nie lubię, poza tym jednym jedynym. Niestety Ślubny nie może tego zaakceptować i coraz to nowsze kupuje... A nóż widelec ;-P

    OdpowiedzUsuń
  3. tzatziki uwielbiammmmmmmmmmmmmmmmmm!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z taką dużą ilością czosnku :-) Mniam, mniam...

      Usuń

Dziękuje za komentarze! Ευχαριστώ!!!!