Witam wszystkich Czytelników w moich skromnych progach. Cieszę się bardzo z każdych Waszych odwiedzin, tym bardziej gdy pozostawiacie swój ślad w postaci komentarzy. Chciałabym Was jednak uczciwie poinformować że wszystkie posty i zdjęcia na tym blogu są moją własnością i nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie bez mojej zgody. Na podstawie art. 78, art.81 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r. Dz. U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 631, sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

Dziękuję bardzo za uwagę i pozdrawiam Wszystkich bardzo serdecznie :))

Jazz

wtorek, 23 lutego 2016

Ogień

Zimą ogrzewamy mieszkanie piecem, na drewno. Jako że kobieta jest opiekunką domowego ogniska, obowiązek rozpalania w piecu należy do mnie. Także utrzymywanie ciepła to moja specjalność ;P Za to ciepło w domu dostaje mi się czasem od Męża, że niby spalam za dużo drewna.... Na następny dzień należy tylko nie rozpalić w piecu z samego rana i niech mu tyłeczek marznie i już po krzykach że za dużo, hihihi.


Gdy w domu pali sie ogień w piecu na dworze pali się niebo:





Wszystkie zdjęcia zrobione z mojego podwórka! Teraz już wiadomo czemu kocham to miejsce :)

Jazz


poniedziałek, 22 lutego 2016

Było, minęło - Urlop

Urlop Mężowskiego był na w połowie sierpnia. Trwał on całe dwa dni więc..... spontaniczne spakowanie się i w drogę! A gdzie? Na kamping!




Szybkie pakowanie, szybki wyjazd i nie sprawdziłam pogody! Ale i tak było super! Kappie nie przeszkadza zimna woda i ogromne fale co to podcinały Ksji nogi gdy stała w wodzie ;P



Ksji boi się głębokich zbiorników wody więc bawiłyśmy się na plaży pełnej, wyrzuconych przez morze, małż. Miałyśmy wiaderka i Syrenę do super zabawy :)



Czasem tylko wchodziłyśmy do wody a potem grzałyśmy się w ręcznikach podziwiając jak Kappa pływa z Tatą :D


Na szczęście innymi razami gdy robiliśmy jednodniowe wyskoki nad wielką wodę można było się nawet poopalać:






Tymi letnimi klimatami żegnam Was dzisiaj :*
Jazz


niedziela, 21 lutego 2016

"Dżudi powiedziała.... No tak...to tylko ja tak mogłam!"

No tak...to tylko ja tak mogłam!


Elo elo Wielkoludy! Słuchajcie co mi się przytrafiło w Niemczech (bo sobie wyjechałam z moją przyjaciółką i z dzieciakami z klas 5 i 6 szkół podstawowych....my byłyśmy opiekunami...jakby ktoś myślał, że z kolegami i koleżankami a my cofnęłyśmy się w rozwoju :)) Jednego dnia zabraliśmy ich na kajaki, ja siedziałam w kajaku z Benem (to jeden z organizatorów całego obozu...ma 45 lat). Pływało się super...ja wiosłowałam a on studiował mapę tych spływów- teraz mam takie muskuły, że szok. Jedne z podopiecznych się zaplątały w krzakach, więc ja z Benem popłyneliśmy im pomóc. Wyciągneliśmy ich z chaszczy i pchneliśmy aby odpłynęły...ja odwróciłam się do Bena bo coś tam do mnie bełkotał i chciałam zacząć wiosłować ale .....nagle czuję opór a wiosło stoi w miejscu...odwracam się a moje wiosło jest w kajaku tych dziewczynek....na twarzy Martusi...dacie wiarę, walnęłam dziecko wiosłem w twarz...jak to zrobiłam to nie wiem, ale powiedziała, że nie bolało! Myślałam, ze gorzej już nie będzie i co.....? KATASTROFA!!! Poszliśmy po kajakach do restauracji na obiad. Dzieciaki zajeli stoliki a ja z Beno z Martą (moją przyjaciółką-ta co była moją świadkową na ślubie cywilnym) i Uwe (kolejny organizator) usiedliśmy przy innym stole, tak, że siedziałam tyłem do podopiecznych. Zaczeliśmy gadać a kelnerka roznosiła obiad dla naszej grupy. Ja tak gestykulowałam jak mówiłam, że nie zauważyłam kelnerki, która szła za moimi plecami...nagle jak nie machnęłam ręką, walnęłam w ręce tej kelnerki a ona wywaliła dwa talerze z obiadami...talerze się stłukły, a ona wściekła na mnie....pomogłam jej sprzątnąć i ona poszła! Za parę minut znowu idzie z obiadem a Uwe z Benem złapali mnie za ręce i mówią, że może przejść bezpiecznie...ona zaczęła się śmiać i rozdała dalej obiady! Potem zaczeli mnie nazywać Miss Latającego Sznycla. I już do końca wyjazdu się śmieli z tej sytuacji. Wróciliśmy do szkoły w której mieszkaliśmy i oni opowiadali tę sytuację Steffi, która szykowała kolację dla nas a Chłopaki do mnie "Ilona to obiad na jutro, chcesz nim od razu porzucać czy zaczekasz do jutra?" i tak do końca, mieliśmy taką polewę ale nigdy nie zapomnę miny tej kelnerki...taka wściekła!
Porażka ale długo będą mnie pamiętać! Było super i szkoda, że tylko 10 dni!
Pozdrawiam



10.07.2009


sobota, 20 lutego 2016

Modelinowe inspiracje

Modeliny ubywa nam jak lodu w słoneczne dni! Uwielbiamy z niej lepić a Panny zaczynają być coraz lepsze :) Tym razem wyciągnięcie modeliny zapoczątkował program w telewizji gdzie Pani pokazywała jak zrobić delfiny z bananów. Banany mieliśmy w lodówce, winogron już nie.... Tak też woda powstała z mandarynek a piłeczki w buźkach z granatu:


Tak podziwiałam to dzieło i zjadałam "wodę" że postanowiłam zrobić delfinki z modeliny:


A jak już zaczęłam się bawić to przyłączyły się Dzieweczki

Kappa, Jazz i Ksji (z małą pomocą Mamy)

Moje tyłem


Jazz, Kappa, Ksji (bez pomocy)

Jajko Ksji, podstawa Kappa

Ksji (pomagałam tylko w instalacji patyczka w łodydze)

Te u góry to muszelki Kappy, ten na dole muszelka Ksji

Samodzielne Olafy w wersji Kappy i Ksji

Autorzy i ich dzieła
Wybaczcie za jakość zdjęć ale była robiona telefonem i tak czasem kiepsko widać. No ale ten fakt jest najmniej przerażający! SKOŃCZYŁA nam się MODELINA!!! A w Grecji wciąż nie mogę jej znaleźć...
 Rodzino! RATUNKU!!!

Pozdrawiamy
Jazz i jej Pomocnice

piątek, 19 lutego 2016

Choć Kochanie na spacer, to tylko grudzień jest....

No to poszliśmy!
A teraz ja zabieram Was:











Dwie godziny ale warto było, bo do greckiego lasu weszłam po raz pierwszy :* A Wam jak się podobało?

Jazz


czwartek, 18 lutego 2016

Oliwkobranie

Nastał kiedyś taki jesienny dzień gdy było trzeba zebrać oliwki z gaju i przerobić je na oliwę. Po raz pierwszy brałam czynny udział w tej pracy. Okazała się ciężką harówką, tym bardziej że poza dwoma Mężczyznami w gaju, musiałam zająć się także Dziećmi.
Dzień wyglądał jakoś tak -zawieść do szkoły, pomóc w gaju, odebrać ze szkoły, nakarmić, zawieść na świetlicę, kupić zaopatrzenie dla Robotników (Grek i jego Kolega), pomóc w zbieraniu, odebrać dzieci, odrobić lekcję. Pierwszej nocy słyszałam głos spadających oliwek i widziała je na plandece.


Drugi dzień to był piątek. Niestety dzień wciąż szkolny. Wszystko od początku.



W sobotę zrobiliśmy najwięcej, cały dzień byliśmy w gaju. Grek pojechał rano z Kolegą a ja o ósmej zbudziłam Panny K. i przygotowałam wszystko na piknik. O dziewiątej już pracowałam w pocie czoła bo wiadomo jaka jest pogoda w listopadzie....


Jak się zbiera oliwki? Bierzemy grzebień, który wygląda jak grabki i "wyczesujemy" oliwki z gałęzi. Te spadają na plandekę z której potem wybiera się większe gałązki. Następnie przesypuje się wszystko do worków. Pustą plandekę układa się pod kolejnym drzewem i wszystko zaczyna się od początku.


Przy tej pracy podrapałam sobie ręce od gałęzi ale nie było tak źle. Po czterech dniach oddaliśmy oliwki do tłoczenia i dostaliśmy oliwę z oliwek ekstra werdzin! Oliwa musi odstać do marca a potem jest zdatna do użytku. Chrzestny Kappy kupił od nas 15 kilo oliwy i właśnie ją przelał do butelek, twierdzi że oliwa jest idealna :) Nie mogę się doczekać kiedy ja swoją zacznę używać w kuchni :)

Chętnych zapraszam na tegoroczne oliwkobranie. No wiecie takie agroturystyczne wakacje na końcu świata :*

Pa
Jazz


środa, 17 lutego 2016

Williamsowa biżuteria

Dawno, dawno temu gdy na świecie żyły same Babcie i same Czerwonekaprórki...... I wtedy właśnie dostałam zamówienie na bransoletki i naszyjniki dla Mam Dzieci z zespołem Williamsa czyli takim jak Mojego Siostrzeńca.



To był pomysł mojej Siostry, by Polskie Williamsowe Mamy miały coś specjalnie stworzone dla nich i ich rodzin. Wzięłam się do pracy i stworzyłam trochę bransoletek ze specjalnymi wytycznymi kolorów:



Tatusiowie nie zostali wcale zapomniani i dostali takie bransoletki i naszyjniki:


Ponieważ od narodzin Ksji nie mogę nosić niektórych metali (drętwieje mi ręka) to stworzyłam tylko dla siebie brelok do kluczy:


A jeśli ktoś woli to przed obcięciem linki może mieć śliczny naszyjnik:


Zamówienie było duże ale fajnie było zrobić coś dla tych Bochaterskich Rodziców :) Przy okazji poznałam kilka bardzo fajnym Dziewczyn :))

Buźka
Jazz