Witam wszystkich Czytelników w moich skromnych progach. Cieszę się bardzo z każdych Waszych odwiedzin, tym bardziej gdy pozostawiacie swój ślad w postaci komentarzy. Chciałabym Was jednak uczciwie poinformować że wszystkie posty i zdjęcia na tym blogu są moją własnością i nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie bez mojej zgody. Na podstawie art. 78, art.81 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r. Dz. U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 631, sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

Dziękuję bardzo za uwagę i pozdrawiam Wszystkich bardzo serdecznie :))

Jazz

sobota, 20 grudnia 2014

"Dżudi powiedziała... Pizza z dowozem"

"Pizza z dowozem"


hehe, jak tu się nudzić kiedy wokół tyle się dzieję i nigdy nie wiesz jak szybko dostaniesz pizze! Witam Was Najmilsi! muszę Wam opisać pewny dzień! Siedzę sobie w barze (bo tam pracuję) i myślę sobie-a zamówię pizze! siedzę..siedzę..siedzę i czekam. Po pół godziny przyszedł mój kolega..gadamy i czekamy. Nagle dzwoni pan od pizzy, że nie może trafić i stoi na ul. Żurawiej- a gdzie ta ulica se myślę? mówię do Adriana (bo on akurat tutejszy) żeby mu wytłumaczył!....siedzimy i siedzimy i dzwoni pan od pizzy: tu dla wyjaśnienia PP papa pizza, a IB ilona bereda-czyli ja!
pp: to znowu ja, skręciłem przy żółtym budynku i stoję bo nie widzę baru
ib: a gdzie pan stoi bo ja przed barem i tu nikogo nie ma
pp: przy szkolę
ib: ........tu tłumaczę jak ma jechać bo akurat szkoła to wiem gdzie jest!...to musi pan się cofnąć ...bla bla
pp: ale mi samochód stanął i nie mogę go odpalić, a daleko to jest? to ja zaraz przyniosę pani tą pizze. Przepraszam
 dacie wiarę, wytłumaczyłam mu drogę i powiedziałam do Adriana aby pilnował baru a ja idę po pizze bo to trochę drogi było! idę i idę i patrze idzie jakiś koleś z pizzą w kubraczku dominium. zaczepiłam go, że to moja pizza na ul. Krecią, zapłaciłam i wróciłam do baru. W życiu nikt mnie tak nie przepraszał jak ten pan!
zjadłam pyszną pizze (podzieliłam się z kolegą, a co- niech tyje) z tuńczykiem, zostały 2 kawałki- i wyobraźcie sobie, że nie dałam rady (teraz jak o tym piszę to bym zjadła) i mówię a napiszę do pana czy odpalił bryczke a on mi odpisał, że olej do silnika mu się skończył i szuka kogoś kto by podjechał z nim na cpn. Adrian się załamał i mówi " ja pierdole co za koleś, zadzwoń do niego niech tu przyjdzie a ja idę po samochód i go zawiozę", zadzwoniłam i przyszedł-zjadł te dwa kawałki pizzy co zostały, wypił colę i pojechał z Adrianem.
ale....teraz piszemy ze sobą i nazywa się Tomek, z pracy go nie wyrzucili...ale nie jest dupeczka, taki tam przeciętny!
Pozdrawiam Buźka


26.04.2009


piątek, 19 grudnia 2014

Nawet w Grecji bywa zimno i inne takie

Oj zimno mi dzisiaj, zimno! Mamy na termometrze tylko 6stC :\ a u mnie wietrzy się mieszkanie...

Święta coraz bliżej a ja zapomniałam o czymś takim jak świąteczne porządki, hihihi. Właśnie przeczytałam o czymś takim na blogu którejś z Was i chyba w ten weekend będę musiała zacząć. Chociaż to będzie trudne bo odkurzacz mi się zepsuł.

Od wczoraj staram się nadrabiać zaległości w blogowym świecie ale nazbierało się tego okropnie dużo. No ale sama sobie jestem winna więc czytam i czytam.

Poza wizytami u blogowych znajomych oglądam wszystkie odcinki M*A*S*H. Pamiętacie ten serial? Mi świetnie poprawia humor a Grek się zastanawia czy to się kiedyś skończy, hehehe :)

Źródło

Robię także bransoletki z paracordu. Zaplątałam się w nie całkowicie i to za sprawą Greka, który po każdym wyjściu na kawę wraca z zamówieniem.... Otworzyliśmy także stronę na fejsbuku poświęconej tylko temu sznurkowi, jeśli ktoś chce popatrzeć to zapraszam : PRAMACORDS
Wiecie że słowo "πράμα" (prama) znaczy "rzecz" i jest moim osobistym nazwiskiem. Dlatego czasem ludzie się z tego śmieją ale znam gorsze (po przetłumaczeniu) greckie nazwiska, więc się nie przejmuje, hihihihi



Wczoraj po raz setny tłumaczyłam Kappie jak ma zapamiętywać ortografię poszczególnych słów greckich i złapałam się na tym że już sama nie wiem w jaki języku pracuje mój mózg. Niby mówię po grecku bez zastanowienia ale słysząc greckie słowa lub je czytając one same mi się przetłumaczają na język polski. Przy czym zapominam coraz więcej polskich słów... Czyli co? Czyżby mój mózg zwariował? Ja wiem że nie które moje Siostry uznały by że ja wogóle nie mam mózgu ;P ale dla mnie to problem. Jak ja mam Kappę nauczyć greckiego? Może któraś inteligentna Mama wie co mam robić?


Pismo moje i Kappy

A wracając do tematu... Ostatnio wyciągnęłam szaliki i czapki, bo zimno pieruńsko. Rękawiczki wsadziłam do torby by mieć je zawsze przy sobie. Tutaj inaczej odczuwa się zimno. Gdy temperatura spada do -5 jest już mroźnie. W Polsce to niby nic, taki lekki chłodek a tutaj ludziom odmrażają się kończyny (no dobra, no może tylko marzną :)) Najlepsze jest gdy spadnie 5 cm śniegu... Szkoły są odwołane. Czy ktoś w Polsce potrafi sobie to wyobrazić? Dla mnie śmiechu warte, gdy se przypomnę śniegi przez które szłam do szkoły, hahaha. Jedyne co to, Panny K., wciąż mają sportowe buty. Niby mogłabym Ksji i Kappie włożyć kozaki ale w przedszkolu i szkole nie zmienia się butów. Szkoda mi Dziewczyn żeby cały dzień chodziły w ciężkich butach. Tym bardziej że budynki są ocieplane... Dla mnie to czysta greka ;P

Tyle na tematem a teraz świeże zdjęcie mojego podwórka:


Pozdrawiam

ps. Nie znalazłam ogórków kiszonych!!!! Może ktoś w okolicach Serres ma na zbyciu słoiczek?
pps. Idę pakować prezenty z Polski bo właśnie doszła paczka :D

Jazz

wtorek, 16 grudnia 2014

Niedzielne popołudnie

Dżudi opanowała w tym miesiącu wpisy, ale jeszcze na mnie nie krzyczycie, więc będę bezwstydnie dalej was raczyć jej opowieściami... Ale nie dziś, hehehe :) Dziś troszkę z czasu teraźniejszego!

W ostatnią niedzielę mieliśmy piękną pogodę, więc wybraliśmy się do "wioski świątecznej" z lunaparkiem.  No wiecie o co chodzi?!? W Niemczech to się nazywa Weihnachtsmarkt. W porównaniu z nemieckimi wersjami (o czym będzie już nie długo) takiego miejsca to wioska ta była taka sobie... Mało domków i nie wiele do zobaczenia. Z jedzenia też nic smacznego nie było. Zabrakło mi również gorącego wina!!! Nie ma więc zbyt wiele zdjęc, poza tymi:







Natomiast plac zabaw był bardzo fajny. Było też lodowisko (6e za godzinę więc nie skorzystaliśmy). W konsekwencji tylko Panny K. się pobawiły.






Ja na pocieszenie że nie kupiłam sobie naleśnika pstryknęłam se trochę fotek


Nawet udało mi się do jednej namówić Greka



Lubie takie niedziele! Uśmiech Dzieci, świeże i ciepłe powietrze, Mężuś pod ręką, ach..... Dla takich chwil warto żyć!!!

Pozdrawiam
Jazz

"Dżudi powiedziała... Fotki me"

 Odkryłam dziś powód nie pisanie... Tutaj chodzi o mój nastrój! Rano miałam wrzucić fotki i napisać aktualnego posta gdy mój Chłop wszedł mi w paradę.... Tyle z tego wyszło że dziś znów będą wspomnienia mojej Siostry! Mam nadzieje że jeszcze to wytrzymujecie bo jest tych maili sporo :P

 "Fotki me"


Wysłałam Wam...a Siemanko!...fotki ten czarny to Raber, ten ekri :) to Bombel (mój pies to nie Bąbel), nogi kruszyny od pasa w dół (nie zmieścił mi się w kadrze, a dopiero potem odkryłam, że wystarczyło nacisnąć w aparacie lupę z minusem i wtedy nawet dom by się zmieścił, no cóż mądry polak po szkodzie, mądra osoba co wymyśliła te przysłowia i my głupi, że dopiero to odkrywamy ale (i tu nasuwa mi się kolejne mądrości narodowe) lepiej późno niż wcale..wracając do sensu-czyli nogi Przemysława-ale /tu zmartwię żeńską część czytaczy/ w spodniach i butach ale /tu pocieszę kobitki/ i tak są pod spodniami owłosione i zajęte przeze mnie). Jest jeszcze Raber z przyszłym PASZTETEM, który jeszcze biega po podwórku (królik). Ale nie martwcie się, że je zjemy potem-obiecuję, że Was poczęstuję...tzn zaproszę i poczekam tydzień- potem zjem sama!
Buziaki w pysiaki Bereda z domu.....








20.04.2009


Pozdrawiam Wszystkich i postaram się jutro nie denerwować by móc wieczorem napisać (bo rano wyruszam na poszukiwanie ogórków kiszonych, hahaha)  :*

ps. Dżudi, wiesz ile błędów robiłaś nawet z tym podkreślaczem?!?! Wszystko muszę poprawiać (no poza tymi specjalnymi błędami ;P)

 

niedziela, 14 grudnia 2014

"Dżudi powiedziała... Ojjoj"

"Ojjoj"


Siemano Ziomale! Dzięki za odpowiedź na moją wiadomość...czyli piszemy po polsku-o kurczę- dobrze, że to podkreśla na czerwono błędy to podrasujemy trochę język ojczysty! Pies nazywa się RABER :) zgadnijcie kto to wymyślił -jaaaaa! a dlaczego... R to od pRzemek, A to od ilonA, BER od BEReda...żart, ale teraz zauważyłam, że to nawet nie głupie (tzn głupie ale własne :)) pies się nazywa tak bo tak sobie to wymyśliłam-a kiedyś w dzieciństwie mama nie chciała mieć w domy zwierzaków (miałam królika-PIMPKA-pani od polskiego go tak nazwała , nie ja) i powiedziałam sobie iż mój pies będzie się nazywać Raber (jakbym w podstawówce przeczuwała, że poznam Kruszynę). Do Bąbla te imię nie pasowało....oooo opiszę Wam Bąbla- wygląda jak Labrador koloru ekri :) ale głupiutki bardzo. Na spacerze ucieka jak tylko zobaczy coś dziwnego np rower, albo ruszające się drzewa. Najśmieszniejsze jest jak go spuścimy ze smyczy, wtedy nie biega przed nami- logiczne, tylko idzie za nami i to centralnie za nogami, czasami specjalnie się zatrzymuję a ten wpada na moje nogi bo idzie naprawdę blisko. Musicie go kiedyś zobaczyć. Czasami specjalnie go denerwuję jak np zając se przebiegnie i mówię "o boże co to Bąbel uciekamy a jak nie zdążymy.." a ten już zdenerwowany kuli ogon i ucieka! hehe lubię to robić! Przemek mówi, że on padnie na zawał- bo go np deszcz wystrasz! Ale i tak jest słodki i duży bydlak ale głupiutki!
Dobra kończę bo nie do śmiechu mi dzisiaj- mam zapalenie nereczek a lekarz przypisał mi leki, które po wykupieniu recepty i przeczytaniu ulotki- okazało się, że nie mogę ich przyjmować, bo nie można ich stosować jak się jest niepłodnym i się leczy! Super i teraz muszę umierać do jutra aż mi wypiszę nową receptę, a narazie biorę jakieś leki przeciwbólowe ale i tak nawalają, że szkoda gadać. Ałć boli!
Buziaki Najmilsi :) narazka


15.04.2009


(Wytrzymujecie wymociny mojej Siostry?)

piątek, 12 grudnia 2014

Co nowego....

Wiem, wiem w maju pisałam że będę pisać i wyszło... jak zwykle... U mnie tak jakoś zawsze z czasem kiepsko... Wybaczcie!!!

Pewnie chcielibyście się dowiedzieć co u mnie nowego? Gdybym chciała opisać sytuacje jednym zdaniem to stwierdzenie że wszystko po staremu było by jak najbardziej na miejscu!
Po skończeniu pracy w hotelu ***** jako sprzątaczka (o tym trza napisać oddzielny post) powróciliśmy do naszego mieszkania w głębi kontynentu, kraju Grecja, które należy teraz do brata Greka z powodu odejścia ich Dziadka.... Tak też wszystko po staremu! Właśnie pierze się pranie w pralce, którą używałam daaaawno temu. Dzieci biegają po ogrodzie, po którym biegały daaaawno temu. Grek siedzi w kawiarnie z kolegami z którymi pił kawy także daaaawno temu. W piecu pali się drewno sprzed trzech lat, które przetrwało czas naszej nieobecności!
Do Domu powróciliśmy na początku listopada. Dokładnie trzy lata po jego opuszczeniu.... Na Chalkidiki gdzie mieszkaliśmy przez wakacje było dobrze ale to tutaj czuje się na swoim miejscu :) Już nie mogę się doczekać wiosny gdy zajmę się ogrodem by przystosować go do dzieciaków., posadzić warzywa, zasadzić drzewa owocowe.... Ale najpierw zima!
W tej chwili na dworze jest około 20stC na słońcu a 11st w cieniu, natomiast w górach na pograniczu Grecji i Bułgarii leży śnieg:


WSZĘDZIE DOBRZE ALE W DOMU NAJLEPIEJ

Pozdrawiam nic nie obiecując i mając nadzieje że dzięki temu będę więcej pisać :P
Buziole :*

czwartek, 11 grudnia 2014

"Dżudi powiedziała..." Wstęp

Nie wiem czy pamiętacie ale jestem posiadaczką czterech, uroczych Sióstr.... Dwóch starszych i dwóch młodszych. Każda jest bardzo interesująca ale tylko jedna, zwana Dżudi, pisała niegdyś maile do swoich znajomych. Uwielbiam do nich powracać by móc się trochę pośmiać i powspominać ;P Z powodu mojego laptopa, który od jakiegoś czasu warjuje i obawiam się jego szybkiego zejścia, postanowiłam wstawiać jej teksty na bloga pod nazwą "Dżudi powiedziała...". Utracenie tych tekstów było by zbrodnią :D
Mam nadzieje że nie będziecie mi mieli tego za złe....
Zaczynamy więc pierwszym mailem.


"Z cyklu co u mnie"
Witajcie Najmilsi! pewnie cieszyliście się że o was zapomnialam..a tu co ...znowu pisze! ale mam Wam historie do opowiedzenia (Przyjaciół zwierzat prosze o nieczytanie tego). Byly se swieta niedawno i bylam w Siemiatyczach u babci. Wzielam mojego slubnego, niejako zwanego Kruszyna i poszlismy...nad jeziorko (zalew). Wracajac do babci bloku..patrzę mały pies...żywy i slodki. zawolalam go poglaskalam i se wzielam- a co!? nie wiem czyj to ani czy to rasowy kundel czy innej rasy ale jest slodziutki- czarny z bialym krawatem :) (nie pytajcie co u bombla bo to nie na miejscu- tylko Blacharska gada ze zwierzętami-ja nie). Tak więc mam juz 2 psy :) bo tamtego przywiezlismy z Siemiatycz do WILIDZ! mam go juz 2 dni- i nauczylam go SIAD robic- ale nie mialam suchej karmy dla niego a jakos trzeba bylo go przekupic zeby siadal...to co zrobilam? Moj maz ma kota a ten kot sucha karme, a ta karma na schodach..to pozyczylam i moj pies szaleje po kocim jedzonku i siada! Ciekawe kiedy zacznie mialczec? to tyle- teraz spi na fotelu (Pies...o kocie bylo ..nic nie bylo tylko o kocim jedzonku. A ja zachwycam sie psem- jakby ktos sie zgubil w mojej wypowiedzi).
mam prosbe- napiszcie czy do Was dochodza polskie litery czy mam pisac tak jak pisze- ten kto nie odpowie mi na zadane przeze mnie pytanie- nie dostapi zaszczytu czytania moich mejli! A CO!
Dobra! POZDRAWIAM BEREDA z domu -wska z rodu z S-tycz z plemienia...żart! pa


15.04.2009

I co myślicie? Znośne?
Pozdrawiam
Jazz