W sobotę rano wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy.... na basen :))
5 godzin moczenia, pływania, zjeżdżania i relaksowania się!!!
Najpierw weszliśmy do średniego basenu przyzwyczaić Ksji do wody. Płaczu było sporo ale widok szczęśliwej Siostry przełamał opory i strach :)
Następnie zwiedziliśmy obiekt i weszliśmy się pomoczyć w basenie z bąbelkami (jak to się nazywa?) Co 10 min. siła "bąbelek" się zwiększała i mieliśmy cudowny relaks...
Kolejnym odkryciem był brodzik dla najmłodszych gdzie Ksji stanęła i stała bawiąc się wodą z maleńkiej fontanny. Wtedy dopiero przełamała się ostatecznie i dalsze zwiedzanie poszło jak z płatka!
Przed wejściem na basenną część z fotografii Grek skoczył na pięterko coby sprawdzić zjeżdżalnie ;P Wróciwszy do nas i stwierdzeniu, że nawet Ksji sama mogła by zjechać, poszliśmy bawić się w wodzie. Tutaj znajdowały się zjeżdżalnie strome, takie ścienne (małej nawet zjechaliśmy we czwórkę ;) ), nurt wodny (fajnie człowiekiem zarzucało), karuzela z deszczem (oj zimno się zrobiło) oraz fontanna i drabinka sznurowa. W tej części Kappa ostatecznie puściła się Rodziców by sama popływać w rękawkach ;) Do tej pory pływała za ręce, w kole, z makaronem i na Ojcu swym! Duma mnie rozpierała :D W tym samym czasie Ksji zaczęła stukać zębami więc wróciliśmy do "bąbelek", a tam woda... normalnie gorąca!
W czasie gdy my się grzaliśmy Kappa z Tatą poszli na zjeżdżalnie. Atrakcji co nie miara. Córa szczęśliwa!
Potem Rodzice się zmieniali w brodziku by Ukochana Osoba mogła popływać w dużym basenie. Forma już niestety nie ta... Po zrobieniu dwóch basenów nogi tak mi telepały, żem ledwo doszła zmienić Mężulka... Koszmar jakiś!!! Grek zrobił cztery baseny i nic nie poczuł!?!
Z brodzika skoczyliśmy z powrotem do pierwszego basenu a tak Panny K. zgodnie stwierdziły że są głodne. Całym szczęściem, tym razem, byłam gotowa... Poszłam po kanapki i owoce i usiedliśmy w pokoju relaksacyjnym by się pożywić..........................
........................................
Na koniec zjechaliśmy całą Rodziną ze zjeżdżalni, pobawiliśmy się w brodziku, wybąblowaliśmy się, pouczyliśmy pływać na makaronie oraz na desce i poszliśmy się przebrać.
Nie wspomnę że Grek oczywiście był kompletnie już ubrany gdy my wyszliśmy spod prysznica ;P Wspomnę natomiast że suszarki do włosów były czadowe!!! Na wysokości zamontowano suszarki do rąk i tak się stało co chwilę przyciskając guzik ;D
Wiadomo już czemu bolały nas nogi i czemu w niedzielę siedzieliśmy w domu!?!?
Pozdrawiam serdecznie
ps1. Przypominam że odebrano mi smarta i mało mnie będzie w tym tygodniu u Was. Jestem natomiast pewna że Wasze prace są piękne a Dzieci przebojowe i mądre :))
ps2. W związku z powyższym nie mam aparatu :/ więc ewentualne posty będą bez zdjęciowe...
ps3. Dzisiaj Nasza 5 rocznica ślubu... niestety Mąż pracuje :(( LIPA!!!
BUZIOLE DZIECIAKI ;*
5 godzin moczenia, pływania, zjeżdżania i relaksowania się!!!
![]() |
| Źródło |
Następnie zwiedziliśmy obiekt i weszliśmy się pomoczyć w basenie z bąbelkami (jak to się nazywa?) Co 10 min. siła "bąbelek" się zwiększała i mieliśmy cudowny relaks...
Kolejnym odkryciem był brodzik dla najmłodszych gdzie Ksji stanęła i stała bawiąc się wodą z maleńkiej fontanny. Wtedy dopiero przełamała się ostatecznie i dalsze zwiedzanie poszło jak z płatka!
Przed wejściem na basenną część z fotografii Grek skoczył na pięterko coby sprawdzić zjeżdżalnie ;P Wróciwszy do nas i stwierdzeniu, że nawet Ksji sama mogła by zjechać, poszliśmy bawić się w wodzie. Tutaj znajdowały się zjeżdżalnie strome, takie ścienne (małej nawet zjechaliśmy we czwórkę ;) ), nurt wodny (fajnie człowiekiem zarzucało), karuzela z deszczem (oj zimno się zrobiło) oraz fontanna i drabinka sznurowa. W tej części Kappa ostatecznie puściła się Rodziców by sama popływać w rękawkach ;) Do tej pory pływała za ręce, w kole, z makaronem i na Ojcu swym! Duma mnie rozpierała :D W tym samym czasie Ksji zaczęła stukać zębami więc wróciliśmy do "bąbelek", a tam woda... normalnie gorąca!
W czasie gdy my się grzaliśmy Kappa z Tatą poszli na zjeżdżalnie. Atrakcji co nie miara. Córa szczęśliwa!
Potem Rodzice się zmieniali w brodziku by Ukochana Osoba mogła popływać w dużym basenie. Forma już niestety nie ta... Po zrobieniu dwóch basenów nogi tak mi telepały, żem ledwo doszła zmienić Mężulka... Koszmar jakiś!!! Grek zrobił cztery baseny i nic nie poczuł!?!
Z brodzika skoczyliśmy z powrotem do pierwszego basenu a tak Panny K. zgodnie stwierdziły że są głodne. Całym szczęściem, tym razem, byłam gotowa... Poszłam po kanapki i owoce i usiedliśmy w pokoju relaksacyjnym by się pożywić..........................
........................................
Na koniec zjechaliśmy całą Rodziną ze zjeżdżalni, pobawiliśmy się w brodziku, wybąblowaliśmy się, pouczyliśmy pływać na makaronie oraz na desce i poszliśmy się przebrać.
Nie wspomnę że Grek oczywiście był kompletnie już ubrany gdy my wyszliśmy spod prysznica ;P Wspomnę natomiast że suszarki do włosów były czadowe!!! Na wysokości zamontowano suszarki do rąk i tak się stało co chwilę przyciskając guzik ;D
Wiadomo już czemu bolały nas nogi i czemu w niedzielę siedzieliśmy w domu!?!?
Pozdrawiam serdecznie
ps1. Przypominam że odebrano mi smarta i mało mnie będzie w tym tygodniu u Was. Jestem natomiast pewna że Wasze prace są piękne a Dzieci przebojowe i mądre :))
ps2. W związku z powyższym nie mam aparatu :/ więc ewentualne posty będą bez zdjęciowe...
ps3. Dzisiaj Nasza 5 rocznica ślubu... niestety Mąż pracuje :(( LIPA!!!
BUZIOLE DZIECIAKI ;*


















