Grek Ukochany w tym tygodniu pracuje na nocki. Oznacza to tyle że..... Gdy rano budziliśmy się do przedszkola cała cały rytuał był przeprowadzany na paluszkach i w ciszy. Po odprowadzeniu Kappy szliśmy z Ksji na zakupy i śniadanie do pobliskiego "super sklepu". Starałyśmy się jak najpóźniej wrócić do domu a gdy już w nim byłyśmy to procedura "cicho sza" była kontynuowana aż do 11:00 gdy Dziecko szło spać. Wtedy rozpoczynał się czekanie na pobudkę Męża by móc wstawić pranie, pozmywać, ugotować obiad, posprzątać... Czasu mało bo, to co mogła rozłożyć na cały dzień, musiało zmieścić się w niecałych 5 godzinach, po których Dzieci i ich Ojciec znów szli spać. Jak dobrze że to już ostatnia noc pracująca :))
We wtorek dodatkowo poszliśmy z Kappą, po przedszkolu, po dwie zgrzewki wody. W drodze powrotnej Starszak stwierdził że już iść nie może. Butelki z wodą leżały na oparciu wózka, więc nie było mowy o staniu na podnóżku, który znajduje się na tyle pojazdu ośmiokołowego ;P Sprytna Mama więc zrobiła drabinkę wariatów:
Kappa siedziała normalnie, Ksji na wodzie a Jazz pchała ciężki wózek ;P Dobre ćwiczenie kondycji, hihihi :D
.............................................................................................
W tym tygodniu były też tak zwane walentynki. Czy coś dostałam? Standardowo, nic! Zrobiła za to ptysie do kawy Mężusiowej:
Z okazji walentynek odebrałam Kappę wcześniej z przedszkola... Dokładnie rzecz ujmując to zadzwonili do mnie z informacją iż Dziecię moje ma 38st. gorączki i kiedy mogę przyjść i ją odebrać!?! Wszystko było pięknie powiedziane po niemiecku... Dobrze że w większości rozumiem co się do mnie mówi, chociaż wciąż nie potrafię sklecić zdania. Wydusiłam z siebie tylko: "Ich komme" i poszłam z Ksji, a w myślach zastanawiałam się dlaczego Grek pojechał do miasta i zabrał Złotko... Wróciłyśmy, dałam nurofen, potem jeszcze raz w nocy i rano no i już jest dobrze. To znaczy zobaczymy przez weekend czy przypadkiem nic się z tego nie wylęgnie!?!
.................................................................................
Poza tym nic twórczego nie robię i postanawiam od poniedziałku wziąć się za siebie bo tak dalej być nie może.... Trzeba działać żeby wypróbować te farby w spreju :D
Pozdrawiam
We wtorek dodatkowo poszliśmy z Kappą, po przedszkolu, po dwie zgrzewki wody. W drodze powrotnej Starszak stwierdził że już iść nie może. Butelki z wodą leżały na oparciu wózka, więc nie było mowy o staniu na podnóżku, który znajduje się na tyle pojazdu ośmiokołowego ;P Sprytna Mama więc zrobiła drabinkę wariatów:
Kappa siedziała normalnie, Ksji na wodzie a Jazz pchała ciężki wózek ;P Dobre ćwiczenie kondycji, hihihi :D
.............................................................................................
W tym tygodniu były też tak zwane walentynki. Czy coś dostałam? Standardowo, nic! Zrobiła za to ptysie do kawy Mężusiowej:
Z okazji walentynek odebrałam Kappę wcześniej z przedszkola... Dokładnie rzecz ujmując to zadzwonili do mnie z informacją iż Dziecię moje ma 38st. gorączki i kiedy mogę przyjść i ją odebrać!?! Wszystko było pięknie powiedziane po niemiecku... Dobrze że w większości rozumiem co się do mnie mówi, chociaż wciąż nie potrafię sklecić zdania. Wydusiłam z siebie tylko: "Ich komme" i poszłam z Ksji, a w myślach zastanawiałam się dlaczego Grek pojechał do miasta i zabrał Złotko... Wróciłyśmy, dałam nurofen, potem jeszcze raz w nocy i rano no i już jest dobrze. To znaczy zobaczymy przez weekend czy przypadkiem nic się z tego nie wylęgnie!?!
.................................................................................
Poza tym nic twórczego nie robię i postanawiam od poniedziałku wziąć się za siebie bo tak dalej być nie może.... Trzeba działać żeby wypróbować te farby w spreju :D
Pozdrawiam










































