Witam wszystkich Czytelników w moich skromnych progach. Cieszę się bardzo z każdych Waszych odwiedzin, tym bardziej gdy pozostawiacie swój ślad w postaci komentarzy. Chciałabym Was jednak uczciwie poinformować że wszystkie posty i zdjęcia na tym blogu są moją własnością i nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie bez mojej zgody. Na podstawie art. 78, art.81 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r. Dz. U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 631, sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.
Dziękuję bardzo za uwagę i pozdrawiam Wszystkich bardzo serdecznie :))
Jazz
Dziękuję bardzo za uwagę i pozdrawiam Wszystkich bardzo serdecznie :))
Jazz
Kontakt
poniedziałek, 6 sierpnia 2012
piątek, 3 sierpnia 2012
Wyplatanki
Wzięłam się za wyplatanie koszyków i ewentualnej biżuterii.
Pomysł powstał przez Ukochanego. Marudził coś o ulach i pszczółkach, miodzie i innych takich.
Ponieważ na drugi dzień miał imieniny to mu zrobiłam ul:
Spód jest zrobiony z kartonu. Czyli był to najprościejszy koszyk który można stworzyć.
Nie bardzo wiedziałam czym to maznąć. Wzięłam więc akwarele i w efekcie nie jest tak źle.
Następnie powstało pudełko, dla mnie na "różne takie". Tym razem jednak wzlotłam denko!
Bransoletka, strasznie mi się podoba, nawet czasem ją noszę
Broszka do kompletu, a co tam, jak szaleć to szaleć ;-)
Gdy tworzyłam ul przyjechała do nas Siostra Męża i zamówiła koszyczek dla siebie. Zrobiłam więc ostatnio to:
A co by pustego nie dawać zwinęłam broszkę:
Pomysł powstał przez Ukochanego. Marudził coś o ulach i pszczółkach, miodzie i innych takich.
Ponieważ na drugi dzień miał imieniny to mu zrobiłam ul:
Spód jest zrobiony z kartonu. Czyli był to najprościejszy koszyk który można stworzyć.
Nie bardzo wiedziałam czym to maznąć. Wzięłam więc akwarele i w efekcie nie jest tak źle.
Następnie powstało pudełko, dla mnie na "różne takie". Tym razem jednak wzlotłam denko!
Bransoletka, strasznie mi się podoba, nawet czasem ją noszę
Broszka do kompletu, a co tam, jak szaleć to szaleć ;-)
Gdy tworzyłam ul przyjechała do nas Siostra Męża i zamówiła koszyczek dla siebie. Zrobiłam więc ostatnio to:
A co by pustego nie dawać zwinęłam broszkę:
Kursy znalazłam w internecie, dokładnie tutaj. Są naprawdę fajne :-)
czwartek, 2 sierpnia 2012
Dzisiejszy posiłek sponsorują PSZCZOŁY
Apiterapia jest to leczenie produktami pszczelimi i ich jadem.
Mój Pszczelarz kupił sobie właśnie książkę na ten temat...
Co się u nas w domu porobiło!?! Żadne leki nie są dobre, tylko pszczoły mogą nas wyleczyć!!!
Dlatego od samego rana zjadamy to co nam natura dała ;-)
Na śniadanie podajemy mleczko pszczele. Nabieramy go trochę na wykałaczkę i hop... Nie zapominajmy popić bo smak ma taki jak... Nie powiem Wam jaki ;-P
Po pół godzinie zjadamy pyłek kwiatowy. Łyżeczkę, ewentualnie dwa razy po pół- oczywiście nie można zapomnieć o wodzie bo inaczej nie przejdzie...
Na popicie można zaserwować sobie mleko/herbatę z dodatkiem propolisu.
Zdjęcia propolisu nie zrobiłam bo kupny jest, rozrobiony, w malutkiej buteleczce i nie widać jak wygląda paskudnie w oryginale. Syrop propolisowy to nic innego jak propolis zalany alkoholem ;-D
W ten sposób jest już pora obiadu... Szczęśliwie można już zjeść "ludzki" posiłek!!!
Po głównym daniu czas na deser.
Tutaj mamy wolny wybór! Ja lubię chałwę:
Lody:
Oczywicie nie jem tych deserków codziennie :-(
Kolacja we dwoje (no nie zawsze, tylko w soboty)
Pewnego wieczorku piliśmy wodeczkę, a do tego MEZE, czyli małe coś do zagryzienia
Mój Pszczelarz kupił sobie właśnie książkę na ten temat...
Co się u nas w domu porobiło!?! Żadne leki nie są dobre, tylko pszczoły mogą nas wyleczyć!!!
Dlatego od samego rana zjadamy to co nam natura dała ;-)
Na śniadanie podajemy mleczko pszczele. Nabieramy go trochę na wykałaczkę i hop... Nie zapominajmy popić bo smak ma taki jak... Nie powiem Wam jaki ;-P
Po pół godzinie zjadamy pyłek kwiatowy. Łyżeczkę, ewentualnie dwa razy po pół- oczywiście nie można zapomnieć o wodzie bo inaczej nie przejdzie...
Pyłek jest dosyć pożywny więc następny "posiłek" zjadamy po godzinie. Szef kuchni serwuje nam miód! Tutaj mój ulubiony czyli mieszanka wszystkich wymienionych już produktów
Na popicie można zaserwować sobie mleko/herbatę z dodatkiem propolisu.
Zdjęcia propolisu nie zrobiłam bo kupny jest, rozrobiony, w malutkiej buteleczce i nie widać jak wygląda paskudnie w oryginale. Syrop propolisowy to nic innego jak propolis zalany alkoholem ;-D
W ten sposób jest już pora obiadu... Szczęśliwie można już zjeść "ludzki" posiłek!!!
Po głównym daniu czas na deser.
Tutaj mamy wolny wybór! Ja lubię chałwę:
Lody:
Oczywicie nie jem tych deserków codziennie :-(
Kolacja we dwoje (no nie zawsze, tylko w soboty)
Pewnego wieczorku piliśmy wodeczkę, a do tego MEZE, czyli małe coś do zagryzienia
Wędlina, tzatziki i oliwki nadziane czosnkiem :-)
PYCHOTKI
środa, 1 sierpnia 2012
Wielkie odliczanie
To było tak: Kappa bardzo tęskni za przedszkolem i codziennie pyta mnie kiedy wreszcie do niego pójdzie?! Wczoraj wieczorem obiecałam jej zrobić taki licznik do odliczania dni.
Pomysł zaczerpnęłam ze strony Babylandii!
Narysowałam Piratów z Nibylandii (Kappa idzie do grupy Piratów :-)) wycięłam i przykleiłam do kolorowej kartki, którą natomiast przymocowałam wstążką do tekturki. Cyferki wyliczające nam czas do przedszkola przymocowałam spinaczem ;-)
Taką oto pracę, wspaniałych rąk Mamusinych, Starszak znalazł przywiązaną do dźwiczek kredensu.
Dodam tylko że to czerwono-czarne to jest plecak który narysowała mi wczoraj Córa z wytycznym iż mam go przykleić do naszego licznika!!!
Rękawiczka
Czyli odpalcowanie Ksji!
Smoczka Mała Stokrotka nie chciała, więc jej nie zmuszałam, nikomu z resztą nie udało się jej przekonać do sylikonowego "czegoś". Pozwoliłam jej zatem ssać paluszka.
Wszystko byłoby dobrze gdyby na kciuku nie powstała górka z pęknięciami na zgięciach. Okazało się wtedy że jestem wredną Mamą i uszyłam rękawiczkę ze smoczkiem, gdyby zachciało jej się jednak coś do buzi włożyć. Żeby nie ściągała rękawiczki zamontowałam bardzooooo długie paski do wiązania.
Pierwszych kilka drzemek i nocy mieliśmy okupione płaczem, ale teraz już zaakceptowała materiał na rączce (smoczka wciąż nie chce, poza ewentualną zabawą za dnia)....
Wygląda to tak:
Smoczka Mała Stokrotka nie chciała, więc jej nie zmuszałam, nikomu z resztą nie udało się jej przekonać do sylikonowego "czegoś". Pozwoliłam jej zatem ssać paluszka.
Wszystko byłoby dobrze gdyby na kciuku nie powstała górka z pęknięciami na zgięciach. Okazało się wtedy że jestem wredną Mamą i uszyłam rękawiczkę ze smoczkiem, gdyby zachciało jej się jednak coś do buzi włożyć. Żeby nie ściągała rękawiczki zamontowałam bardzooooo długie paski do wiązania.
Pierwszych kilka drzemek i nocy mieliśmy okupione płaczem, ale teraz już zaakceptowała materiał na rączce (smoczka wciąż nie chce, poza ewentualną zabawą za dnia)....
Wygląda to tak:
Wszystko było by dobrze gdyby Ksji znów się nie rozchorowała :-( Znów mamy nie przespane noce, pełne płaczu i nieszczęścia w oczach Księżniczki. Teraz bardziej jej tęskno za paluszkiem kochanym...
Ciekawe jak to będzie gdy Kappa pójdzie do przedszkola?! PRECZ CHOROBY!!!
wtorek, 31 lipca 2012
W morskim klimacie
Klub Twórczych Mam do którego zapisałam się jakiś czas temu, podał na ten miesiąc temat "Morska bryza".
Byłam nawet bardzo twórczo nastawiona do wykonania pracy, tylko że zdrowie nam się rozsypało troszeczkę.... Ciężka sprawa, ale wyrobiłam się :-)
Na początku zrobiłam ramkę:
Oj ciężka to była praca- całe to wycinanie, klejenie, malowanie, obklejanie, MYŚLENIE.
Przy okazji znów pożałowałam że nie jestem u siebie! Tyle muszelek i kamyków, co uzbierałyśmy z Kappą przez te lata, akurat pasowały by mi do tej pracy..... Smutno mi :-(
W między czasie Mąż chyba się przewrócił i główkę pobił bo ni stąd ni zowąd kupił mi zestaw do biżuterii!?!
Powstał zatem taki komplet:
Ostatecznie postanowiłam właśnie tą biżuterię zgłosić do zabawy
Wiolę natomiast bardzo przepraszam za całe to zamieszanie :-) WYBACZ!!!
Byłam nawet bardzo twórczo nastawiona do wykonania pracy, tylko że zdrowie nam się rozsypało troszeczkę.... Ciężka sprawa, ale wyrobiłam się :-)
Na początku zrobiłam ramkę:
Oj ciężka to była praca- całe to wycinanie, klejenie, malowanie, obklejanie, MYŚLENIE.
Przy okazji znów pożałowałam że nie jestem u siebie! Tyle muszelek i kamyków, co uzbierałyśmy z Kappą przez te lata, akurat pasowały by mi do tej pracy..... Smutno mi :-(
W między czasie Mąż chyba się przewrócił i główkę pobił bo ni stąd ni zowąd kupił mi zestaw do biżuterii!?!
Powstał zatem taki komplet:
Wiolę natomiast bardzo przepraszam za całe to zamieszanie :-) WYBACZ!!!
piątek, 27 lipca 2012
Niebiesko oka
To może od początku!?!
Niektóre osoby są jak zwykłe wiedźmy które rzucają urok na wszystkich wkoło.... Niech no taka czarownica powie że np. jakieś dziecko jest ładne!!! Oj zgrozo!!! Dziecko od razu już zaczyna płakać i trzeba zaraz je odczarowywać i namaszczać olejkiem św.
No ale dobra, nie wszystkie dzieci płaczą tylko dlatego że ktoś rzucił na nie urok. Trzeba najpierw to sprawdzić.... Do tego służy szklaneczka z wodą, ewentualnie z kilkoma kamykami, do której dolewa się trochę oliwy. Im większe "oko" oliwa tworzy na powierzchni wody tym bardziej "urokliwe" jest dziecko ;-)
By nie dać się czarom należy nosić przy sobie koralik z niebieskim okiem. Podobno złe (?) uroki nie imają się osoby o niebieskim kolorze oczu i właśnie te osoby są największym zagrożeniem, czyli wiedźmami.
Co należy zrobić gdy ktoś powie że jesteś ładny, bądź jakiś inny komplement? Należy poprosić aby osoba to mówiąca splunęła- ftu,ftu,ftu na mi se matiakso!!!
![]() |
| Zdjęcie z tąd |
Po rzuceniu uroku dzieci i dorośli mogą odczuwać przede wszystkim ból głowy, następnie: ręki , żołądka itp. dolegliwości medyczne, w zależności od wrażliwości :-) Dzieci po prostu zaczynają marudzić i płakać, a dorośli dostają migreny lub coś tam innego!
Tłumaczenie dla niektórych członków rodziny, że Kappa nie mogła zostać zauroczona bo MA niebieskie oczy nie pomaga. Moje logiczne tłumaczenie także, po prostu jestem ograniczona!
Grek przestał mi wmawiać że istnieją ludzie którzy rzucają uroki po tym jak mnie "zdenerwował"....
... Byliśmy w Salonikach ponad 4 lata temu. Miałam Kappę na rękach i jakaś kobieta odwróciła się i spojrzała na moją córkę a ta zaczęła płakać. Grek od razu stwierdził że to była wiedźma i wmawiał mi to tak uporczywie że myślałam że go strzele. Gdy już skończył (bo mojemu Mężowi lepiej nie przerywać) zauważyłam tylko jedną rzecz- skoro to była czarownica to ten autobus co w tym samym momencie przejeżdżał nie miał związku z płaczem Ksji i tym że się wystraszyła?!
Jeśli pozwalam odczarowywać moje Dzieci to tylko mojej przyjaciółce Marii. Nie bo w to wierzę, po prostu ona nie podaje tej "wody" do wypicia dla Dziewczynek ani nie smaruje je olejkami.
Babcia Greka kiedyś dała Starszej napić się tego roztworu a ja potem miałam "odczarowane" dziecko w domu z bolącym brzuchem, przez co płaczącym :-(
Ostatnio teściowa pobiła rekord i podała Kappie tę "wodę" do wypicia zaraz po tym jak wymiotowała... Na pewno była zauroczona i dlatego w nocy musiałam zmieniać pościel!
Z resztą Ksji te same atrakcje urządziła nam wieczorem, ale jej dostało się olejkiem po czole... "Widzisz jak ją posmarowałam to już wszystko jej przeszło"... A prawdziwym powodem było uczulenie na świeże mleko z jednego ze sklepów, gdy kupiłam to co zawsze jest już dobrze!!!
Za każdym razem kiedy słyszę o odczarowywaniu dostaje nerwicy!!!
I nie wiem czy to ja jestem taka zacofana?
Subskrybuj:
Posty (Atom)























