Witam wszystkich Czytelników w moich skromnych progach. Cieszę się bardzo z każdych Waszych odwiedzin, tym bardziej gdy pozostawiacie swój ślad w postaci komentarzy. Chciałabym Was jednak uczciwie poinformować że wszystkie posty i zdjęcia na tym blogu są moją własnością i nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie bez mojej zgody. Na podstawie art. 78, art.81 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r. Dz. U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 631, sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

Dziękuję bardzo za uwagę i pozdrawiam Wszystkich bardzo serdecznie :))

Jazz

środa, 20 lutego 2013

Poranek dnia

Dzisiejszego dnia poranek zdominowała stara zabawka, odkryta od nowa ;)
Problem w tym że Ksij zapomniała jak się nią bawić. Pokazałam jej i wytłumaczyłam a ona i tak w zgadywanki się bawiła:
- Tu?
- Nie tutaj
- Tutaj?
- Nie
- Tutaj?
- Tak (i wkładała aż się udało)



 Potem wysypywanie czterech kształtów i od nowa... Zawsze gdy jej się udało próbowała wsadzić tam kolejny klocek ale... "Mann" to słowo towarzyszyło prawie każdej nie udanej próbie, w zamiennie z  "ooooooooo mannuuuu"


Zabawa trwała w kółko przez całą godzinę. Następnie spać Dziecię poszło a Mama wzięła się za robienie kartek na imieniny... Pokaże jak już dojdą do Właścicielek, czyli sobie poczekacie ;D

Teraz Ksji wstała w umiarkowanym humorze i ogarnęłyśmy dom by nie wyglądało że pół dnia nic nie robimy ;P

Pozdrawiam i lecę zobaczyć jak tam obiad na palniku :*


wtorek, 19 lutego 2013

Wspomnienie Dziadka, czyli pytania o szycie

Dostałam ostatnio wyróżnienie od Agi J z bloga agajew.blogspot.com
Te pytania są wyjątkowe, związane z szyciem! Wyjątkowe tym bardziej że przywołały mi wiele wspomnień :)


1. Moje pierwsze wspomnienie o szyciu.....
        To było wieki temu! Uszyłam sobie białą bluzkę z znalezionego w domu materiału. Bluzka była na grube ramiączka do połowy pośladków. Można ją było nazwać obcisłą tuniką :) Wtedy miałam lepszą figurę ;P Najważniejsze jednak było to że powstała w nocy i cała uszyta w ręku!!! Była moją dumą!!! Jeszcze gdzieś powinna być ale niestety upaćkałam się gdzieś i nie chciało mi się sprać :( Wtedy Rodzina powtarzała mi "Szkoda że Dziadka już nie ma to by Cię nauczył szyć"... Tata mojej Mamy był Krawcem :D

2. Pierwsza zepsuta rzecz.....
        W sensie że jak to? Że przy szyciu? Jak tak to była ofkors igła przy szyciu jeansowej torby. A jak nie chodzi o szycie to ja nie wiem co było pierwsze! Zawsze mi coś leci z rąk ;P

3. Pierwsza super uszyta rzecz....
          Tunika była moją dumą ale to torebka dla Córy była naprawdę super!

4. Najbardziej lubię szyć...
           No cóż jeszcze nie szyję tak dużo by lubić coś bardziej a coś mniej. Wiem że lubię szyć dla Dziewczynek. Ta iskra w oku gdy mówię że to dla nich... Bezcenna :D

5. Nie cierpię  szyć...
          Z dużej ilości jeansu... To koszmar jakiś i igły mi łamię... Poza tym nie lubię szyć na szybkiego, wszystko mi się wtedy plącze a ja zbyt szybko tracę cierpliwość :/

6. Szyję rano czy wieczorem?....
          W południe gdy mi Ksji zasypia, hihihihi

7. Zaczynam szyć ...i przychodzi koleżanka...(co robię?)
           Chwilowo nie mam koleżanek by mnie mogły tak zaskakiwać. Tym bardziej jeśli już ktoś przyjdzie to chętnie zdradzę maszynę na rzecz kawki z mlekiem i cukrem (ja kawę tylko w towarzystwie pijam :))

8. Moja pierwsza maszyna to??
           Singer! Mama twierdzi że Dziadek miał też Singera :) Tym bardziej jestem dumna że ją mam!!!

9. Uważam że najlepiej mi wychodzi....
           Gdy szyję z sercem. Wtedy nawet niedociągnięcia mi nie straszne bo chce mi się je poprawiać by uszyć ideał.

10. Chciałabym się nauczyć jeszcze....
           Szyć sukienki! Zawsze marzyłam by uszyć sobie jedną a potem drugą i trzecią i wreszcie mieć takie jakie chcę a nie takie jakie są w sklepie ;P

11. Ale i tak kocham....
         W szyciu kocham najbardziej wspomnienie Dziadka Staśka... Jego pracownia z wielkim drewnianym stołem, maszyną pod oknem, wzorem garnituru rzuconym na materiał, wielkim magnesem do zbierania igieł, kalendarzem kartkowym, z którego zbierałyśmy rzucane byle jak kartki chodząc po stole, "jazdą" na rowerze Dziadka jak już mieszkał w bloku gdy szedł! (bo ja siedziałam na siodełku :D) do pracowni :) 


Bardzo tęsknie za Dziadkiem i baaardzo żałuje że już go nie ma... Nauczył by mnie krawieckiego fachu i pewnie jeszcze tysiąca innych rzeczy... Cieszę się jednak że mogłam z nim spędzić swoje dzieciństwo :D

To zdjęcie Dziadka było robione na moją komunię w 1992 roku. Na oryginale jestem jeszcze ja i Babcia. Skan zrobiłam do ramki czterookiennej. Umieściłam tam zdjęcia dwóch Babci, które całe szczęście są jeszcze z nami i dwóch Dziadków. Teraz pisząc tego posta okazało się że nie mam zdjęcia :/ Na pomoc przyszła Mama! DZIĘKUJE MAMUŚ!!!

Pozdarwiam

poniedziałek, 18 lutego 2013

Tak to powinno wyglądać

Pamiętacie moje niezgrabne początki z decoupage? Nie ten klej, nie ten podkład, nie to podejście do sprawy...
W sierpniu dostaliśmy likier z Koum Quat'u od Chrzestnego Kappy który pracuje w hotelu na Korfu. Opróżniliśmy butelkę a ja pomalowałam ją na biało. Czekała tak wiele miesięcy... Do dziś!

Postanowiłam w tym tygodniu wziąć się artystycznie do dzieła :)) Tak powstała moja praca z decoupage'm

Przód
Tył
Zdaje się że powinno to tak właśnie wyglądać? Co Wy o tym sądzicie?

Przez jedno popołudnie zrobiłam tylko tyle :( Kappa jednak była bardziej twórcza :D Z niewielką pomocą Mamy ;P
Jej pierwsze dzieło... Obraz malowany na płótnie!!!






Kolejne to malowidło na kartce



I na koniec... To czego pozazdrościła Córa, Mamusi... Buteleczka z decoupage'm do nowego mieszkania Greckiej Babci, zwanej Jaja!


Ponieważ buteleczka została zrobiona z miłości do Babci to zgłaszam ją na wyzwanie w Klubie Twórczych Mam


Pozdrawiam serdecznie :))

piątek, 15 lutego 2013

Leniwy tydzień pełen pracy

Grek Ukochany w tym tygodniu pracuje na nocki. Oznacza to tyle że..... Gdy rano budziliśmy się do przedszkola cała cały rytuał był przeprowadzany na paluszkach i w ciszy. Po odprowadzeniu Kappy szliśmy z Ksji na zakupy i śniadanie do pobliskiego "super sklepu". Starałyśmy się jak najpóźniej wrócić do domu a gdy już w nim byłyśmy to procedura "cicho sza" była kontynuowana aż do 11:00 gdy Dziecko szło spać. Wtedy rozpoczynał się czekanie na pobudkę Męża by móc wstawić pranie, pozmywać, ugotować obiad, posprzątać... Czasu mało bo, to co mogła rozłożyć na cały dzień, musiało zmieścić się w niecałych 5 godzinach, po których Dzieci i ich Ojciec znów szli spać. Jak dobrze że to już ostatnia noc pracująca :))
We wtorek dodatkowo poszliśmy z Kappą, po przedszkolu, po dwie zgrzewki wody. W drodze powrotnej Starszak stwierdził że już iść nie może. Butelki z wodą leżały na oparciu wózka, więc nie było mowy o staniu na podnóżku, który znajduje się na tyle pojazdu ośmiokołowego ;P Sprytna Mama więc zrobiła drabinkę wariatów:


Kappa siedziała normalnie, Ksji na wodzie a Jazz pchała ciężki wózek ;P Dobre ćwiczenie kondycji, hihihi :D

.............................................................................................

W tym tygodniu były też tak zwane walentynki. Czy coś dostałam? Standardowo, nic! Zrobiła za to ptysie do kawy Mężusiowej:


Z okazji walentynek odebrałam Kappę wcześniej z przedszkola... Dokładnie rzecz ujmując to zadzwonili do mnie z informacją iż Dziecię moje ma 38st. gorączki i kiedy mogę przyjść i ją odebrać!?! Wszystko było pięknie powiedziane po niemiecku... Dobrze że w większości rozumiem co się do mnie mówi, chociaż wciąż nie potrafię sklecić zdania. Wydusiłam z siebie tylko: "Ich komme" i poszłam z Ksji, a w myślach zastanawiałam się dlaczego Grek pojechał do miasta i zabrał Złotko... Wróciłyśmy, dałam nurofen, potem jeszcze raz w nocy i rano no i już jest dobrze. To znaczy zobaczymy przez weekend czy przypadkiem nic się z tego nie wylęgnie!?!

.................................................................................

Poza tym nic twórczego nie robię i postanawiam od poniedziałku wziąć się za siebie bo tak dalej być nie może.... Trzeba działać żeby wypróbować te farby w spreju :D

Pozdrawiam



wtorek, 12 lutego 2013

Chrzciny Kuzynki

W ostatnią niedzielę odbył się chrzest Kuzynki Dziewczynek :)

Przygotowaliśmy kartki dla Maleńkiej. Znaczy się Jazz zaczęła robić a Kappa musiała jej POMÓC ;P Bo bez pomocnika to ani rusz :D
Tak też Starsza Panna K. stworzyła taką pamiątkę:

Przód
Środek
Tył
 Mnie wyszło takie cuś:


 Nawet życzenia napisałam po niemiecku ;P



Lubię robić kartki. Może nie wychodzą mi jeszcze najlepiej, ale są oryginalne i pełne serca  :)


poniedziałek, 11 lutego 2013

Karnawał

Dziś rano, po przebudzeniu i spojrzeniu w okno ukazał się nam (mi i Kappie) cudowny kolor nieba:


Takie poranki to ja lubię :D Jeszcze bardziej gdy Księżniczka była już gotowa na karnawałowy bal:






Później odbył się "nudny" dzień z Mężem i Ksji... Czyli dużo zabawy, mało snu, żadnego wyjścia ;P
Gdy odebrałam Kappę z przedszkola, prezentowała się o tak:


Powrót do domu trwał dość długo... Najpierw pojechaliśmy do pobliskiego Zoo, które było zamknięte. Następnie kolacja w "restauracji" a na koniec przejażdżka bez celu po okolicach... Gdy wróciliśmy było już po 18:00 więc położyłam Ksji spać a Starszak odbył sesje zdjęciową z Tatuniem:





Pirat porwał moją Księżniczkę!!!
Zapowiedział że jutro porwie mi jeszcze Młodszą Córunie ;P
Muszę ją gdzieś ukryć!!! Może ją przebiorę i jej nie znajdzie, hihihi.....


piątek, 8 lutego 2013

Niedzielna podróż do tropików

W sobotę dostałam wypłatę :D Niestety dość późno i nic z nią nie mogłam zrobić.. Także moja propozycja wypadu na "chińczyka" skończyła się przemową Ukochanego, który właśnie zjadł "kolację"...

W niedzielę wreszcie zrobiliśmy sobie taki rodzinny wypad do "Palmarnii". Miejsce które Grek chciał zobaczyć już od bardzo dawna...


Co może być zachwycającego dla kogoś kto w ciepłych klimatach mieszkał? Chyba tylko te wspomnienia które pojawiały się gdy patrzyłam na jedną czy drugą palmę ;)


Na początek weszliśmy do MOJEJ strefy klimatycznej:




Następnie podziwialiśmy kwiaty:





Później musieliśmy przejść się przez teren otwarty palmarni. Tam zobaczyliśmy "trawę":


W kolejnej cieplarni znaleźliśmy pomarańcze.... Ksji się zachwyciła, ale cóż ona pamięta z Grecji? Kappa z Tatą mają zdjęcie przy takim drzewie z wakacji na Tassos :)


Najlepsze było gdy Kappa została z Grekiem na dużym placu zabaw a Jazz uciekła z Ksji do kolejnego zamkniętego miejsca. Nie było tam aż tak ciepło ale... cieplej niż na dworze! Przychodzi Starszak do środka i woła: "Mamo chodź idziemy, bo tu zimno". Byliśmy bowiem w klimacie subpolarnym:

 Naprawdę na zewnątrz było o wiele zimniej niż na południu Ameryki Południowej

Wreszcie znaleźliśmy się w cieplarniach tropikalnych, w których Dziewczynki się rozbierały z powodów "upałów":








Na koniec zdjęcie kuli ziemskiej, specjalnie czekałam aby się przekręciła i ukazała Europę z Grecją :)

Po zwiedzeniu wszystkiego poszliśmy na kawę i ciasto do kawiarni przy której był zaparkowany nasz "złociutki". Potem do domu, do łóżek i koniec wyprawy!


Pozdrawiam serdecznie :))