Braknie mi czasu na blogowanie. Nie, źle się wyraziłam...
Mąż pracuje na rano i tym samym, jak zwykle, nie pisze notatek. Dziś jest wyjątkowy dzień więc... postanowiłam przeprosić wszystkie moje blogowe Koleżanki że ostatnio nie komentowałam u Was. Od dziś nadrabiam zaległości i staram się zawsze pozostawić ślad po sobie :-)
Zastanawiam się dlaczego czas skurczył mi się tak do minimum? Może to przez te nasze spacery? Rano gdy odprowadzamy Kappę do przedszkola idziemy później na 1,5 godzinny spacer. O 16:00 odbieramy Starszaka i znów chodzimy po okolicach tak do 17:30. Wracamy, kąpiemy się i do łóżek. Gdy Dziewczynki już śpią spędzam czas z Ukochanym. Przed snem zaglądam na blogi i już nie starcza mi sił do komentowania.
Dziś jak już wspomniałam jest wyjątkowy dzień, bo..... pada. Poza tym byłam dziś u dwóch lekarzy. Jeden dał mi skierowanie do drugiego. Drugi powiedział że mam jakiś słupełek w... (którejś części ginekologicznej, tyn. widocznym na USG). Nie jest to coś specjalnie poważnego ale trzeba kontrolować jego wielkość. Jakoś się nie martwię...
Mąż pracuje na rano i tym samym, jak zwykle, nie pisze notatek. Dziś jest wyjątkowy dzień więc... postanowiłam przeprosić wszystkie moje blogowe Koleżanki że ostatnio nie komentowałam u Was. Od dziś nadrabiam zaległości i staram się zawsze pozostawić ślad po sobie :-)
Zastanawiam się dlaczego czas skurczył mi się tak do minimum? Może to przez te nasze spacery? Rano gdy odprowadzamy Kappę do przedszkola idziemy później na 1,5 godzinny spacer. O 16:00 odbieramy Starszaka i znów chodzimy po okolicach tak do 17:30. Wracamy, kąpiemy się i do łóżek. Gdy Dziewczynki już śpią spędzam czas z Ukochanym. Przed snem zaglądam na blogi i już nie starcza mi sił do komentowania.
Dziś jak już wspomniałam jest wyjątkowy dzień, bo..... pada. Poza tym byłam dziś u dwóch lekarzy. Jeden dał mi skierowanie do drugiego. Drugi powiedział że mam jakiś słupełek w... (którejś części ginekologicznej, tyn. widocznym na USG). Nie jest to coś specjalnie poważnego ale trzeba kontrolować jego wielkość. Jakoś się nie martwię...
Na pocieszenie zdjęcie ze stycznia 2011 w Grecji
























